14:15 -> 22:56

Dziś nic nie było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. W końcu to ostatni dzień pracy przed urlopem. Dzień był bardzo długi. Poszedłem na zmianę na przystanek a tu wcześniej już jedzie mój tramwaj. Grześ się zatrzymał, zawołał mnie bo zjeżdżał awaryjnie z powodu zepsutych drzwi. Zajezdnia kilka metrów dalej, więc spokojnie się podmieniło. Wsiadłem, ruszyłem, dojechałem do pętli, przywitałem się z obsługą. No to pora zacząć dziś pracować tak na 100%. Przystanek „Politechnika”, ludzie wysiadają, wsiadają a ja sobie obserwuję. Nagle do przodu tramwaju podchodzi chłopak, rozgląda się na boki tak jak by mnie nie było, wyciąga flamaster i maluje mi po tramwaju(zdjęcie będzie później). Wyskoczyłem, z miejsca dostał kopa, przewróciłem go na ziemię, klęknąłem na nim i krzyczę mu w twarz : -Ty debilu, na czole sobie pomaluj a nie po tramwaju – oczywiście między każde słowo wstawiłem odpowiedni przecinek ale nie będę tego tu cytował.
– Ale ja Ci pomogłem – odpowiedział wystraszony. Gość wyższy ode mnie o głowę, czarne długie włosy, czarne zęby, coś pomazane na rękach tym mazakiem. No i z pasażerów nikt nic nie mówił, bo pewnie wszyscy byli mocno zaskoczeni taką sytuacją.
Jechałem sobie dalej. Zatrzymałem się na przystanku, zaczęły dzwonić wszystkie dzwonki. A to oznaka, że został na 99% zaciągnięty hamulec awaryjny. Spokojnie wysiadłem z kabiny, zamknąłem na klucz, powoli krokiem spacerowym udałem się na przegląd hamulców nad drzwiami. Oczywiście ludzie się przyglądali co ja robię. Wsiadłem do ostatnich drzwi w drugim wozie i oczywiście miałem rację. A pan stojący obok nic nie reagował.
– Panie czemu, żeś pan tego nie wcisnął albo przynajmniej kopnął tych smarkaczy co to zrobili (widziałem ich w lusterku) – zapytałem go
– A no, yyyyyy, teges, noooo nie widziałem nic – odparł jakiś taki zmieszany- A może to on to zrobił :D.  No nic wcisnąłem go i pojechaliśmy dalej.
Z daleka widzę już wóz sieciowy jak coś tam grzebią na drutach. Zwolniłem, dojechałem powoli. Chłopaki zakładali nowe znaki na sieci. Pół minuty postoimy i pojadę spokojnie dalej.
Przyglądam się ich pracy, już opuszczają platformę a tu coś się zacina. W dół nie idzie ale w górę bez problemu. A że samochód nie ruszy dopóki platforma jest podniesiona to niestety blokuje ruch, gdyż stoi na moich torach. Za plecami już słyszę pierwsze oznaki zdenerwowania mimo, że stoimy dopiero 2 minuty. Ufff opuścili, na szczęście, udało się.
O godzinie 20 zauważyłem, że nie otwierają się drzwi, bliźniaki w drugim wozie. Ale o tej porze nie ma tłumów to pomyślałem, że do końca przejeżdżę bez problemu. Kilka przystanków dalej przyszedł chłopak z informacją, że drzwi wpadły do środka. Jakie było moje zdziwienie, gdy je zobaczyłem. Całe jedno skrzydło leżało w wozie. Poprosiłem ludzi, żeby przesiedli się do pierwszego wagonu, podniosłem je i nagle, brzdęk, obrączka mi spadła. Nie wiem jakim cudem to się stało. Wodziłem oczami i nasłuchiwałem gdzie się toczy. Ciemno było bo to już wieczór. Na szczęście znalazłem. Drzwi wrzuciłem do środka, zadzwoniłem o nowy wóz i to był koniec moich przygód w tym dniu. Brakowało jeszcze tylko kolizji, wypadku a może jakiegoś potrącenia do wszystkiego.
No więc od środy urlop, wylatujemy 21.50 🙂 wracamy 28 października około południa. Prawdopodobnie przez ten czas nic nie będę pisał. Ale nigdy nic nie wiadomo. Także co kilka dni zapraszam do zaglądnięcia

You May Also Like

About the Author: Sosq

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.