Miesiąc: marzec 2007

  • 5:09 -> 13:39

    No i po zmianie czasu…jakoś tak się wcześniej wstaje….trochę ciemno rano ale za to wieczorem dłużej jasno. Rano wyjechałem z zajezdni, niby wszystko w porządku ale zauważyłem, że ludzie do ostatnich drzwi wsiadają jakoś dziwnie bokiem.Kontrolka nic nie wskazywała, że się drzwi źle zamykają albo otwierają.Na pętli wyskoczyłem, zobaczyłem i stwierdziłem, że przejeżdżę ranny szczyt bo szkoda tych ludzików co wychodzą punktualnie na swój ulubiony tramwaj.Nikt nawet nie przyszedł mnie poinformować, że coś jest nie tak.Wszyscy chcieli dojechać jak najszybciej :P. Zrobiłem jedno kółko i zjechałem do zajezdni, bo zaczęło się robić tłoczno i może by ktoś wypadł.
    W radyjku grała fajna muzyczka.Zagrali Westbam i zaraz wróciły wspomnienia z wakacji kilka lat temu.
    Przed południem wychodzę z łuku dojeżdżam do przystanku a tam stoi tramwaj, którego już nie powinno być.Podjechałem bliżej, bo pewnie usterka i trzeba będzie pomóc koledze, żeby szybciej było.Podszedłem do niego i gość mi mówi:
    – Nie ma napięcia w sieci albo siadły obie przetwornice.
    Popatrzałem w górę zobaczyłem, że pantograf nie dolega do sieci.Powiedziałem mu, żeby poluzował linkę od pantografu i pomogło :P. Ruszyliśmy trochę spóźnieni ale w miarę się jechało.Dojechaliśmy do pętli i on wrzucił na wyświetlacz „Zjazd Awaryjny” i pojechał :/. A ja się musiałem borykać z podwójną ilością pasażerów.Ale ja twardy jestem i dałem radę. W końcu na plecach ich nie nosiłem.Dnióweczka zleciała ani się nie obejrzałem

  • 6:07 -> 12:54

    Szaro, buro, zimno i mokro. Ogólnie depresja.Dobrze, że już ten tydzień się zakończył.W weekend wolne, ale co to za wolne jak na uczelnie trzeba jechać.Trudno się mówi, sam to wybrałem.
    Rano było ślisko ale później już tylko mokro.Trochę ludzi ochlapanych (gapy:P) kilka biletów sprzedanych.No mieście cisza i spokój.Dziś bez jakiś większych wydarzeń.

  • 5:56 -> 13:44

    Dziś było miło ,ciepło, słonecznie i w ogóle. Zaraz z rana miałem okazje poczuć się jak Kubica w swoim bolidzie albo Hołowczyc. Wzdłuż linii tramwajowej na krótkim odcinku (3 przystanki) biegnie też linia autobusowa. Spotkaliśmy się z kierowcą na światłach.Wymiana spojrzeń, błysk w oku machnięcie ręką i start.Zielone się zaświeciło.Mocno złapałem się pulpitu, pedał w podłogę. Bałem się, żeby liniowy nie wybił bo by huk był i bym stracił prędkość.Na szczęście wóz był całkiem niezły.Spojrzałem przez lewe ramię i zobaczyłem doganiający mnie autobus.Przystanek.Szybka wymiana pasażerów i znów ogień.No i wysunąłem się na prowadzenie bo jakiś pieszy załączył sygnalizację sterowaną.Torowisko wydzielone to się nie muszę zatrzymywać a busik stanął i koniec.Wygrałem wyścig.Pomachałem mu i rozjechaliśmy się w swoich kierunkach.(pozdrowienia dla Waldka)Mam nadzieje, że pasażerowie się cieszyli bo szybciej trochę pojechali przez krótki moment 😀
    No i znów cały dzień jeździli harmoniści.Ale jakieś podejrzane typy to były.Źle im z oczu patrzało.
    Kawka wypita, kanapki zjedzone, gazetka przeczytana.No i do domku.

  • 5:02 -> 13:39

    Godzina 4 minut 5 budzik zadzwonił.Jak to miło wstać w piękny śnieżny pierwszy dzień wiosny.
    Zaraz z rana koło centrum przyplątało się trzech kolesi  lekko pijanych.Zaczęli grać na fletach.Właściwie to dmuchać bo nie można tego było nazwać muzyką.Baardzo mnie to denerwowało.Na szczęście niebawem wysiedli.Od ósmej rano non-stop jeździli kałamarze, bo to dziś dzień wiosny i wszyscy jeździli do kin, teatrów i na inne występy.Jedni wysiadali inni wsiadali, normalnie cały czas komplet.Dziś też jeździła cyganka z mały dzieciakiem i znów sobie grała.Szkoda, że ciągle te same melodie „Czarne oczy” i „Kalinka”.Chyba ją poproszę o zmianę repertuaru.Dziewczyna chyba już mnie rozpoznaje bo nawet się dziś do mnie uśmiechnęła i pomachała.
    A później to już tylko jazda jazda i jazda.Na mieście nawet był spokój mimo opadów śniegu.Widziałem tylko dwie kolizje.Chyba się wszyscy przestraszyli i jeździli ostrożnie,a pierwszy pług wyjechał dopiero o godzinie dziewiątej.