7:15 -> 11:51 i 16:15 -> 19:54

No to się zaczęło ślizganie. Już można odczuć, że jesień nadchodzi wielkimi krokami. Liście opadają na torowisko i robi się bardzo ślisko. Nie zorientowani pomyślą – Chłopie co ty gadasz, przecież nie ma mrozu więc nie jest ślisko. A tu niestety wręcz odwrotnie. Lekka mżawka w połączeniu z liśćmi jest chyba bardziej śliska niż lód na jezdni. Zatrzymanie ważącego 35 ton tramwaju z prędkości 20km/h może zająć ponad 10 metrów w warunkach idealnych ale na śliskiej szynie (dołączając do tego współczynnik tarcia metalowego koła o metalową szynę) może się to wydłużyć nawet 5 razy.
Żeby było bardziej zrozumiale, gdy widzisz nadjeżdżający tramwaj który ciągle dzwoni, mruga światłami a motorniczy poci sie jak pedofil w Disneylandzie i coś tam krzyczy to powiem jak prezydent : SPIEPRZAJ DZIADU z dala o torów.
W zeszłym roku miałem taką sytuacje dość ostro podbramkową. Połowa drogi miedzy przystankami. Do następnego jeszcze jakieś 200metrów. Zacząłem hamować, ooo poślizg ale to nic strasznego przecież mam jeszcze kawałek na wyhamowanie. Dałem na jazdę żeby odblokować hamulce i znów hamowanie. I tak powtórzyłem trzy razy. A efektu żadnego. No zacząłem się pocić ROTFL pedał hamowania w podłogę, czuwak puszczony (działają wszystkie trzy hamulce) długie światła, dzwonek a przede mną skrzyżowanie i czerwone światło. Ludzie wchodzą auta wjeżdżają. Miliardy myśli przebiegały mi po głowie. Na torowisku stoi Opel Agila. Jest mój i w dodatku będzie to moja wina-pomyślałem. Trudno sie wyklepie a ja parę punktów karnych zarobie i mandat. Ale najgorsze dopiero zobaczyłem za sekundę może dwie. Z tyłu siedziało dziecko w foteliku. Moje przerażenie sięgnęło zenitu. Spojrzałem dziecku prawie w oczy, krzyczałem ale przecież kierowca mnie nie słyszał tylko próbował jakoś uciekać i też chyba miał pełne gacie jak ja. Uciekł. Nie wiem jak to sie stało ale chyba zdmuchnąłem mu kurz ze zderzaka. Odjechał w ostatniej milisekundzie. Zatrzymałem się dopiero za skrzyżowaniem. Otworzyłem drzwi ludzie wysiedli w krzakach. Nogi dygotały mi jak by były z galarety. Kierowca się zatrzymał obok, popukał w czoło i pojechał. Jeszcze jacyś piesi podeszli do mnie i coś mówili że bym ich rozjechał czy coś. Ale to już nie było ważne. Skończyło się tylko na strachu.
Oby jak najszybciej spadł śnieg. Wtedy są idealne warunki do jazdy i tylko tramwaje rządzą w mieście. Auta, autobusy, rowery i skutery grzęzną w śniegu a my zasuwamy po torach 😀

You May Also Like

About the Author: Sosq

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.