Wieczór w Dublinie był bardzo spokojny. Z nieba lekko siąpił drobny deszcz, było ciepło a wilgotność osiągała swoje maximum.  Właśnie wybiła północ, dojeżdżałem do ostatniego przystanku, gdzie na odjazd czekał wóz kolegi. Zatrzymałem się, otworzyłem drzwi, wszyscy trzej pasażerowie wysiedli. Nagle w radiu usłyszałem głos motorniczego, który czekał na odjazd. Informował on dyspozytora, że własnie rozmawiał z gościem który pokazał mu nóż, „stanley knife” lub nóż do tapet, jak kto woli. Skierował go do mojego tramwaju twierdząc, że on nie jedzie w kierunku pożądanym przez owego pasażera. No super ku$%a dziękuję. Nie ma to jak zepchnąć kłopoty na kogoś innego. Zmieniłem strony i poszedłem do niego dowiedzieć się o co chodzi. Szybko mi wytłumaczył, że to jakiś dziwak i żebym uważał. Dyspozytor przez radio zapytał się mnie czy gość jest agresywny i gdzie siedzi. Odpowiedziałem, że rozsiadł się wygodnie na środku tramwaju i raczej zapadnie w sen niż będzie agresywny. Garda została zaalarmowana. Czekaj aż policjanci przyjadą – usłyszałem w radiu i potwierdziłem.

Nagle na horyzoncie zobaczyłem migające niebieskie światła, które zbliżały się z bardzo dużą prędkością. Tuż za BMW jechał radiowóz nieoznakowany a z nim następny. Jak te trzy się zatrzymały to podjechał jeszcze jeden wóz cywilny a na samym końcu duży samochód z kratami z tyłu z którego wysiadło dwóch Gardziaży, tym razem już w mundurach. W sumie pojawiło się 10 przedstawicieli prawa, każdy w kamizelkach z paralizatorami w dłoni. Dwóch, którzy jako pierwsi dojechali na miejsce, wsiadło do tramwaju, mierząc do gościa i zaczęli krzyczeć : „Armed Gardai” ręce do góry, wstań, nie ruszaj się !!!! Musieli poinformować szanownego pana, że są uzbrojeni, ponieważ tutejsze patrole oprócz gazu i pałki teleskopowej żadnej broni palnej nie noszą. Facet aż podskoczył ze zdziwienia, nie wiem czy nawet nie zmoczył siedzenia, bo coś tak ciągło troszkę uryną. Zaczęło się przeszukiwanie.

Ja stałem na zewnątrz i z ukosa przyglądałem się całej akcji. Przetrzepali gościowi kieszenie, torbę, po czym kilku z policjantów wysiadło i kolejno zaczęli podchodzić do mnie.

-Czy gość pokazał ci nóż ? – zapytał jeden

-Nie, mnie nie ale koledze z poprzedniego tramwaju tak.

-Czy straszył inny pasażerów ? – kontynuował mundurowy

-Nie, przecież tu żywej dyszy nie ma.

-Ok, zagrożenia nie ma, możesz jechać. Czy zabierzesz go ze sobą w tramwaju ?

-Co?! jak go nastraszyliście to dopiero teraz może stać się agresywny. Mam lekkiego pietra więc jak byście mogli….

-Ok, chłopaki  z patrolu zawiozą go do domu. Dziękuję i dobranoc.

 

No i pojechali. Okazało się,że był to robotnik z budowy, miał kask, ciuchy robocze, pozwolenie na pracę przy budowie tzw „safe pass”. Też bym go raczej zostawił w spokoju, a to że miał nóż, no cóż jak budowlaniec to może. Gdyby wyglądał trochę inaczej, nie miał całego sprzętu to by był podejrzany. Kolega motorniczy trochę za szybko zareagował i źle ocenił sytuację ale nic się nie stało. Z małym ośmiominutowy opóźnieniem odjechałem.