Tramwajowy.pl

  • Zagubiony bagaż

    Dziś miało miejsce ciekawe zdarzenie. Dyspozytor omiatając przystanki swoimi precyzyjnymi kamerami spostrzegł samotną torbę bez właściciela. Jak to zwykle bywa, poprosił najbliższego nadjeżdżającego motorniczego aby ten tę torbę zabrał ze sobą do kabiny a ktoś się pewnie po to zgłosi niebawem.

    Niestety, kolega odmówił zabrania nieznanego pakunku. Powiedział, że w obecnej sytuacji w Europie on nie będzie ryzykował, bo nie wie co może być w środku. Ja już kiedyś zastanawiałem się nad tym tematem. Kiedy wizytowała Irlandię Jej Królewska Wysokość „Elka druga” wszystkie torby i pakunki były podejrzane i nie wolno było dotykać. Na jednym z przystanków w tym czasie pojawił się nawet Bomb Squad (saperzy) bo podobno było zagrożenie. Na następny dzień wszystko wróciło do normy. Tak samo było w dzień kiedy to w Londyńskim metrze pokrywka od garnka zaczęła kopcić. W ten dzień analogicznie jak poprzednio nic nie wolno było tykać. I tak tylko do wieczora.

    Nie jesteśmy kurierami, żeby ludziom torby dowozić. A i tak większa część pasażerów ma pretensje, że zostawili walizkę / plecak/ siatkę a motorniczy jej nie znalazł na końcowym przystanku. Jakby to była moja wina, że ktoś zapomniał o swojej własności lub może to nawet ja mu to z ręki zabrałem i ukryłem gdzieś.

    Szczególnie na zielonej linii zauważyłem pewien powtarzający się proceder. Młodzież jadąca z treningu często zapomina swojej torby ze śmierdzącymi butami, skarpetkami, spodenkami i koszulkami i zostawia to w tramwaju. W drodze powrotnej ze szkoły lub w dzień następny wjeżdżają na zajezdnię do biura rzeczy zgubionych/znalezionych i odbierają swoją torbę, bo jakiś motorniczy znalazł w swoim wozie ten pakunek.

  • Spóźnienie

    Ci co śledzą mój profil Facebook – owy już przeczytali o spóźnieniu a Wy przeczytacie właśnie teraz.

    Rozmowa o 4:25 rano z dyspozytorem:
    – Dzień dobry
    – Dzień dobry, spóźniłeś się dziś trochę.
    Rozejrzałem się po pomieszczeniu ale nie było nikogo innego tylko ja.
    – O faktycznie, bardzo przepraszam. Nie wiem jak wytłumaczyć te DWIE minuty spóźnienia.

    Nie, on nie żartował. Jego poczucie humoru jest na minusie a jak czasem walnie sucharem to Strasburger w porównaniu do niego jest komikiem wszech czasów.

    Zapisałem sobie dokładnie ten dzień w moim kapowniku. Jeśli szanowny kierownik wróci do mnie w tej sprawie z pretensjami to będę musiał go od razu poprosić o pobranie danych z wozu, z rozmowy przez radio itd. Może i spóźniłem się dwie minuty z podpisaniem się na liście ale tramwaj wyjechał na czas a na końcowy przystanek dojechałem nawet dużo przed czasem a starałem się być jak najbardziej punktualny.

    Ładnie to skomentował jeden z czytelników:

    Krzysztof Dymek: „ W większości wypadków ludzie nieszczęśliwi pocieszają się tym, że dręczą innych… Trzeba jednak im współczuć. Nie ma innego wyjścia.”

  • Ostre hamowanie

    1. EB (nie mylić z piwem) czyli Emergency Brake to jest maksymalne awaryjne hamowanie, które ja stosuje bardzo rzadko. Ostatnio miałem jedno hamowanie rok temu. Wczoraj…miałem aż dwa w jeden dzień a mało brakowało było by cztery. Wtedy limit na cztery lata bym wykorzystał.

    Pierwsze zatrzymanie miałem na łuku, zarz za przystankiem Heuston. Wóz sam nagle się zatrzymał. To była tylko awaria drzwi, ktoś za mocno się oparł o nie i bam, pierwsze hamowanie. Poszedłem zresetować to skrzydło. Na podłodze zauważyłem, że leży jakiś lokalny menelik i coś mruczy pod nosem. Spojrzałem na niego, spojrzałem na ludzi którzy na nas się patrzeli i się zapytałem co się stało. Odpowiedzi nie było. Kleknąłem obok poszkodowanego i zacząłem ostrym głosem, prawie krzykiem czy potrzebuje ambulans, bo nie chcemy tu długo stać. Pomyślałem, że to typowy symulant wiec trzeba go szybko i ostro 😉 . Nagle zjawiła się jakaś pani, później druga. Razem próbowaliśmy go podnieść ale ciągle go bolało. Jedna  z pomagających okazała się być pielęgniarką, trochę gościa po uciskała, pomacała i stwierdziła, że wszystko jest OK. Dojechałem do przystanku a tam zajęli się już nim ochroniarze. Wyszedł o własnych siłach. Potem ślad po nim zaginał.

    Drugie hamowanie miałem tuż po drugiej przerwie, ambulans bez sygnalizacji dźwiękowej wjechał na skrzyżowanie  z za rogu budynku. Kierowca karetki też się mnie nie spodziewał. Niestety zatrzymałem się za sygnalizatorem i musiałem wycofać.

    Na sam koniec tylko mocne ale nie awaryjne hamowanie przed taksówką, która na czerwonym chciała zawracać a jakieś 500m dalej znów musiałem zwolnic mocno żeby nie zabić grupy nastolatków przechodzących w niedozwolonym miejscu przez trzy pasmową jezdnie a następnie tory. Ot dzień prawie jak każdy inny.

  • Znieslawienie

    Ciągle zapominam, że nie każdy ma „fejsbuka” i nie każdy może zajrzeć na mój profil w celu poczytania aktualności.

    Wróćmy trochę w czasie. Kilka tygodni temu na pierwszej stronie krajowego brukowca okazała się okładka ze zdjęciem tramwaju i podpis „Luas Man Lured Boy To Hotel” co znaczy „człowiek z Luasa zwabił chłopca do hotelu”. Oczywiście w tekście na 4 stronie wyjaśnione jest, że był to tylko jakiś tam facet , który zaprosił chłopca na przystanku tramwajowym a nie nikt z firmy ale zła opinia została. Ludzie zaczęli się pytać kto to jest i czy dalej pracuje u nas. Firma nic z tym nie zrobiła, co jest bardzo dziwne, bo wydaje mi się że przeprosiny powinny być na pierwszej stronie.

    gazeta