Podupadające morale wśród członków załogi to najgorsze co może być w firmie. Pamiętam kiedy przyszedłem tutaj ponad siedem lat temu było wszystko piękne, każdy był miły i uprzejmy, nie było złośliwości, motorniczowie, dyspozytorzy i pracownicy umysłowi trzymali się razem. Może to było tylko złudzenie, może dopiero teraz przejrzałem na oczy, że nie wszystko złoto co się świeci. Coś jednak w tym musiało być, bo teraz naprawdę robi się coraz gorzej. Na przykład kierowcy zjeżdżają na drobne awarie takie jak niewygodny fotel (zepsute ustawianie wagi) lub nie świecąca kontrolka, bez której da się żyć. Natomiast kierownictwo wymyśla coraz to nowsze sposoby, żeby nas utemperować. I tak wczoraj zjeżdżając do zajezdni, właściwie ruszając z ostatniego przystanku już bez ludzi do bazy usłyszałem, że jadę za wcześnie i pięć minut muszę odczekać do odjazdu planowego. Ja rozumiem, że w ciągu dnia, z pasażerami odjechać trzeba planowo ale o pierwszej w nocy, gdzie nikogo już niema i zjeżdżam bez pasażerów do zajezdni?
Dyspozytor był bardzo stanowczy i przypomniał o nowej „General Notice”, której nikt nie czytał, bo wisi „gdzieś” i każdy ma to w głębokim poważaniu. Jeszcze kilka miesięcy temu byliśmy informowani o takich notatkach i każdą musieliśmy zatwierdzić podpisem, że przyjęto do wiadomości.
Czas pokaże jaki będzie tego finał. Jak na razie to czekamy na decyzję sądu w sprawie podwyżek. 29go Września odbędzie się posiedzenie i dowiemy się czy nasze żądania zostaną spełnione czy jednak LUAS będzie strajkował i kilka tysięcy ludzi będzie musiało szukać alternatywnego środka transportu.
Tramwajowy.pl
-
Niskie morale
-
Symulator tramwaju
Na dwa dni zawitał do nas symulator tramwajowy prosto od Bombardiera. Jako jeden z nielicznych kierowców zdecydowałem się przejechać na tej zabawce. trasa prowadziła przez jedno z niemieckich miast. Do wyboru było kilka scenariuszy takich jak w nocy, w dzień, z deszczem, ze śniegiem i w różnych kombinacjach. Przede mną jechał jeden z szefów, Operation Manager. Jego przejazd oceniam słabo. Na przystankach źle podjeżdżał i ludzie musieli dobiegać do wozu, za długo czekał na wymianę pasażerów i za wolno jechał. Gdy siadłem, dostałem jazdę w nocy i z opadami deszczu :D. Na zwrotnice wjeżdżałem 40mph ( dopiero po jeździe zauważyłem że licznik był w milach na godzinę a nie w kilometrach), na każdym przystanku hamowanie szynowymi, na sygnalizatory nie zwracałem uwagi a na koniec poproszono mnie o uderzenie na dowolnym skrzyżowaniu w auto. Muszę przyznać, że zabawa była przednia. Dźwięki były bardzo dobrze odwzorowane tak jak droga i zachowanie pieszych i kierowców samochodów.
Pięć minut po zejściu z symulatora siedziałem już w kabinie prawdziwego tramwaju i wiozłem pasażerów. Niestety muszę przyznać, że moja naganna jazda na symulatorze źle wpłynęła na moje zachowanie w rzeczywistości. Czułem się dziwnie i nie pewnie. Obawiałem się, że zaraz zrobię to samo co na symulatorze. Na szczęście udało się dojechać do końca trasy bez żadnego zdarzenia.
Gorąco polecam. Niestety większość kolegów z pracy zrezygnowała, bo trzeba było poświęci 15 minut swojego prywatnego czasu i przyjść w dniu wolnym lub na przerwie. Na palcach jednej ręki można było zliczyć tych którzy skorzystali. W oczekiwaniu na na swoją kolej padło pytanie od wizytującego ile mamy przystanków na naszej linii. Niestety nikt z przebywających nie wiedział a dodam, że stali obok mnie główny szef, jego zastępca i dwóch kierowników, którzy kiedyś byli motorniczymi. Odpowiedzi padały różne. Od 25 przystanków do 42. Niestety tylko ja (nie chwaląc się) byłem najbliżej. Odpowiedziałem, że jest 35 i pomyliłem się tylko o 3, bo jest ich 32.
-
Nie tylko wozimy
Nie tylko wozimy pasażerów ale również obserwujemy otoczenie. Tak się stało, że jedna z motorniczych zauważyła, jak jakiś mężczyzna włamuje się do mieszkania. Poinformowała dyspozytora o swoim spostrzeżeniu a ten zawiadomił policję i do ich przyjazdu monitorował sytuację za pomocą kamer.

-
Strzykawka w tramwaju
Któregoś pięknego dnia, po dojechaniu do końcowego przystanku znalazłem na podłodze strzykawkę z igłą. Je%*@^i narkomani zostawili śmieci po sobie. Bardzo niebezpieczny śmieć. Od razu zamknąłem drzwi i poinformowałem dyspozytora. W takiej sytuacji tylko zjazd do zajezdni a co oni tam z tym zrobią to już nie moja sprawa. Pewnie będzie tak, że przyjdzie pan z rękawiczką zapakuje w jakieś twarde opakowanie i gdzieś zostanie to wyrzucone. Teoretycznie mógłbym sam to zutylizować ale zostawiając to w koszu na śmieci jest ryzyko, że osoba opróżniająca ów kosz się ukuje i wtedy mamy kolejny kłopot. Podczas jazdy do bazy pomyślałem, że trzeba jakoś oznaczyć miejsce gdzie ta strzykawka leży. I wpadłem na prosty pomysł, żeby użyć naklejki którą wieszamy na zepsutych drzwiach.

