… i sobie pogadało. Dwóch ludzi z pasją 😉 się spotkało w parku.
Wszystko dzięki Przemkowi, który poprosił mnie o kilka słów na temat tramwajów w Dublinie.
Zapraszam do słuchania na www.braksygnalu.pl
… i sobie pogadało. Dwóch ludzi z pasją 😉 się spotkało w parku.
Wszystko dzięki Przemkowi, który poprosił mnie o kilka słów na temat tramwajów w Dublinie.
Zapraszam do słuchania na www.braksygnalu.pl
Piękny poniedziałek. Kiedy na Tallaght cudownie świeciło słońce w centrum była ulewa. Granica pogody była gdzieś w okolicach przystanków Fatima lub Rialto. Ale na torach też różnie. Z dwudziestu dwóch tramwajów piętnaście dziś się popsuło. A wszystko między 8:30 a 10:00 rano. Cztery zjechały do zajezdni a reszta jakoś dała sobie radę na trasie. Były to awarie typu zepsute drzwi lub tymczasowy problem z hamulcami lub silnikami. Poważniejsze sprawy też z hamulcami lub silnikami zjechały do zajezdni jak już pisałem wyżej. Jeden z wozów miał też problem z siecią. Coś pantograf nie stykał no i się panowie pchali do zajezdni z Belgard. Mam nadzieję, że nie będzie taki cały tydzień, bo dyspozytorzy nerwowo nie wytrzymają. A co do dyspozytorów to właśnie dwóch nowych (byłych kierowców-motorniczych) ucz się jak zarządzać ruchem. Dziś zostali odsunięci od pulpitu, chociaż dzielnie próbowali walczyć jak długo się dało.
Ostatnim czasy jestem bardzo leniwy. Jakaś panie przechodziła przez tory, kocyk dla dziecka jej spadł z wózka. A ja, smyk jeden, zamiast się zatrzymać, pomachać do niej, żeby sobie zabrała, to przejechałem po nim. Sądziłem, że został na miejscu ale on niestety zaczepił się gdzieś na kołach i dopiero na pierwszym krzyżaku na St.Stephens Green go zgubiłem. Trochę się zląkłem, bo wózek dość podskoczył ale przejechałem i nie wykoleiłem. Cud. Nadjeżdżał drugi tram i oczywiście, żeby siebie zabezpieczyć, przez radio powiedziałem, żeby uważał bo ktoś jakąś szmatę rzucił. I on tez przejechał. Następnym razem wjeżdżając na ten przystanek szmaty już nie było 😉
Druga podobna sytuacja zdarzyła się w okolicy Kingswood. Ale tutaj mogę już być usprawiedliwiony. Późny wieczór, krzaki dookoła, lekki spadek terenu, prędkość 50km/h i rośnie 😉 . W ostatnim momencie zobaczyły duży kawałek deski. Hamować?! Eee, chyba przejdę. No i pojechałem ale hopka była i się trochę spociłem. Oby nic więcej nie stało na mojej drodze, bo naprawdę nie chce mi się wychodzić z kabiny i usuwać niestandardowe elementy otoczenia.
Słońce zajrzało do Dublina na dłużej. Jest rozkosznie, ciepło. Kobiety się rozbierają. A ja się pytam gdzie jest straż miejska, żeby przepędzić tych ludzi z trawnika. Jak tak można leżeć i deptać trawę.
No dobra. Tutaj nikt nikogo nie goni, nie krzyczy no bo i po co. Jest relax, spokój, wypoczynek w porze lunchu. Jedna pani w krótkim rękawku a druga jeszcze w zimowej kurtce. Ale cóż każdy ubiera się jak mu wygodnie. Można leżeć na trawie, chodzić po niej. Dobrze by było zabrać swoje śmieci, co niektórym tubylcom przychodzi z wielkim trudem.
Tak to wygląda właśnie park St. Stephen’s Green. Kto był to wie a kto nie był tego zapraszam gorąco.[mappress mapid=”1″]