Autor: Tramwajowy

  • Sygnały dźwiękowe

    Krzycho prosi, Tomek Tramwajowy odpisuje:

    Trąbki możemy używać w razie konieczności, czyli właściwie kiedy mi się podoba. Oczywiście nie o piątej rano gdy ktoś przebiega przez jezdnię. Ale na przykład na zaparkowane nielegalnie, blokujące tory auto można prawie bez opamiętania dawać upust swoim nerwom za pomocą trąbki :D. Na wiecznie przechodzących na czerwonym świetle pieszych na których dzwonek nie działa też używam trąbki, na znajomego idącego chodnikiem też wydam głośniejszy dźwięk 😉

    Zasadniczo nikt się tego nie czepia.

    Dźwięk dzwonka -> https://files.fm/f/8vah4xrx

    Dźwięk trąbki -> https://files.fm/f/v9ckjgst

    Dźwięki te nie oddają tego jak to na prawdę słychać na zewnątrz. Trąbka jest bardzo podobna lub taka sama jak sygnał „baczność” w pociągach.

  • Bez dzwonka

    Motorniczy przez radio zgłosił, że dzwonek przestał działać. I poprosił, żeby przy najbliższej okazji przejazdu obok zajezdni wóz wymienić na sprawny. Dyspozytor zapytał go tylko czy trąbka działa.Dodam, że mamy dwa sygnały ostrzegawcze. Jeden to dzwonek ale nie taki fizyczny-mechaniczny tylko nutka mp3 która gra ding ding 😉 a drugi dźwięk ostrzegawczy to trąbka napędzana powietrzem 😀 która, jeśli jest w 100% sprawna to potrafi przyprawić o palpitacje serca.

    Tak, trąbka jest sprawna – odpwoiedział motorniczy

    Ok, VMC (vehicle maintenance crew/company – mechanicy) powiedzieli, że nie wymienią bo wóz jest sprawny – bez emocji odpowiedział dyspozytor

    A kto o tym zadecydował?

    Noooo, szef vmc – przeciągnął i odpowiedział lekko zmieszany dyspozytor

    Chwileczkę – już podniesionym głosem kontynuował motorniczy – to ja odpowiadam za bezpieczeństwo, to ja oceniam czy wóz jest sprawny czy nie i to ja będę pociągnięty do konsekwencji jeśli coś się wydarzy.

    Ok, jak uważasz , dojedź do końca i wtedy zjedź, wóz wymienimy – zszokowany dyspozytor odpowiedział

    Nie, teraz wysadzam ludzi i zjeżdżam w tej chwili, wóz nie nadaje się do podróżowania z pasażerami – Over

    Wóz został wymieniony, żadna ze stron do siebie żalu nie ma. Jedynie co, to można obarczyć winą sprawce tego całego zamieszania, szefa VMC.

     

  • Żeby kózka nie skakała

    No może trochę przesadziłem z tym tytułem. Do rzeczy. Na przystanku Abbey streeet zapukała do mnie pani ze łzami w oczach i z pretensją w głosie powiedziała, że przyciąłem ją drzwiami. Wysunęła w moim kierunku prawą rękę . Szybko spojrzałem na jej nadgarstek, bo wydawał się nie naturalnie wygięty w eS. Szybko zapytałem czy potrzebuje pomocy, czy wezwać ambulans. Odmówiła, stwierdziła, że sama pojedzie gdzieś tam do jakiegoś swojego doktora, bo na pogotowie pewnie będzie czekać najmniej godzinę. Nie dziwie jej się. Faktycznie niektóre przypadki muszą swoje odsiedzieć na ulicy w oczekiwaniu w kolejce na przyjazd pogotowia. Dojechała ze mną do końcowego przystanku. Wysiadłem i jeszcze raz zapytałem czy mogę jej jakoś pomóc i że bardzo jest mi przykro z tego co się stało. Zastanawiam się tylko jak i gdzie ona włożyła tę rękę, żeby mogła ją tak powyginać. Przecież te drzwi można łatwo zatrzymać i spokojnie wsiąść.

    Powiedziała mi tylko – agresywnym tonem-, żebym lepiej to zgłosił, bo ona to zgłosi na pewno i tego tak nie zostawi. Od tego płaci firma ubezpieczenie, żeby ludziom wypłacać odszkodowania. Monitoring na wozie jest wiec zobaczymy być może co ona tam robiła z tymi drzwiami. Jak na razie nikt mnie nie wzywał a zdarzenie miało miejsce już jakieś dwa tygodnie temu.

  • Motorniczy – Psycholog

    150zl się należy. Bilety podrożały, zapytacie? Nie, to rachunek za poradę psychologiczną. Ale że niby dla kogo? Rachunek wystawiam ja, przechodniowi.

         Nie dość że jesteśmy taxi „panie, poczekaj pan, bilet tylko kupię” lub kurierami „zostawiłam torbę w tramwaju z przodu, możesz zorganizować żeby ktoś mi tą torbę podał za pół godziny?”
    To teraz jeszcze bawiłem się w psychologa.
         Sobotnie popołudnie, dojeżdżałem do przystanku Museum, gdy na tory wszedł facet o kulach. Kule odrzucił na boki, telefon wypadł mu z kieszeni i usiadł na torach. Zgłosiłem przez radio, że jakiś wariat rozsiadł się wygodnie i nie zamierza się ruszyć. Wyszedłem do niego i z lekką agresją w głosie zapytałem czy potrzebuje pomocy i żeby się zbierał, bo ludzie się spieszą na pociąg, do domu dojechać, następny wóz już  za mną się ustawia itd. Odpowiedział że nigdzie się nie rusza, nic go nie obchodzi i że chce umrzeć. No i masz ci babo placek. Co z takim delikwentem zrobić.
         Jakiś przechodzień podszedł do mnie, puścił oko i spojrzeniem „przekazał”  mi żebym się trochę uspokoił . Zaczął gadać do tego gościa powoli i spokojnie czy mu pomóc, czy do kogoś zadzwonić itd.  Wtedy do mnie dotarło, że to może trochę potrwać i facet ma problem z głową. Na stu pasażerów tylko jeden chciał go wysłać na księżyc za pomocą swoich butów ;).
         Usiadłem obok niego i zacząłem dopytywać o co chodzi. Okazało się że mieszka w hostelu, ukradli mu telefon, dziewczyna go rzuciła czyli w skrócie koniec świata. I jak ja go mogłem pocieszyć? Powiedzieć, że mam gorzej bo mam dwóch małych darmozjadów w domu którzy nie długo zostaną nastolatkami i wypną się na rodziców 😉 ? Że żona mi koszuli nie prasuje? Po prostu go słuchałem, w między czasie poprosiłem dyspozytora o wezwanie policji. Tak sobie siedzieliśmy na torach. Ciekawe czy ktoś nam zdjęcie zrobił, bo bez opisu sytuacji to może dziwnie wyglądać. Stróże prawa przyjechali dość szybko, przesadzili osobnika na chodnik a ja mogłem kontynuować podróż. Opóźnienie tylko 15 min.