Kategoria: W Irlandii

  • Coś jakby w stylu

    Niedawno miałem przyjemność się przejechać z team leaderem albo on miał przyjemność przejechać się ze mną w kabinie, bo to w sumie ja prowadziłem. Taki mamy tutaj „zwyczaj”, że co dwa lata jedzie ze mną mój przełożony i sprawdza jak sobie radzę, jakie popełniam błędy, zadaje czasem pytania. Coś jak by w stylu egzaminu lub odnowienia pozwolenia na tramwaj.

    No i tak sobie jechaliśmy srutututu czas leciał. Okazało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, oby tak dalej ble ble ble. Zwrócił mi tylko uwagę na to, że za wcześnie naciskam przycisk zezwalający na otwarcie drzwi, bo jeszcze podczas jazdy czyli ostatnie metry już na przystanku. Dopóki wóz się toczy dopóty drzwi zostaną zamknięte mimo, że ja pozwoliłem już im na otwarcie, światełko na przycisku mruga a pasażer może już nacisnąć i czekać na zatrzymanie i otwarcie.

    Masło maślane chyba z tego wyszło ale nie umiem tego wyjaśnić jaśniej 😉 oooo znów maślanie 😉  No ale do rzeczy. Powiedział mi, że tak nie wolno i , że jak ktoś naciśnie przycisk kiedy już mruga a tram jeszcze jedzie to włączy się hamowanie awaryjne.

    No mało się nie poplułem ze śmiechu. Spojrzałem na niego litościwym wzrokiem i zapytałem się czy żartuje. On mówił to serio……Zaproponowałem zakład o 50€ lub o to że dokończy moja zmianę jeśli ja mam rację ( wróć wyżej….znaczy że nic się nie stanie jak zezwolę drzwiom na otwarcie mimo, że wóz się toczy, a pasażer naciśnie gorący guzik,  ot takie zabezpieczenie). Nie chciał się założyć.

  • Głęboko w dupie

    Tak to bywa, że Ci panowie mają głęboko w dupie jakiekolwiek przepisy, zasady na drodze a szczególnie stróżów prawa.

    Aż dziwne, że nie zostali roztrzaskani na środku jezdni. Jakiś tirowiec zrobiłby nam przysługę wjeżdżając w zbiegowisko tych baranów.  Niestety takie widoki są tu na porządku dziennym.

  • Nagrodzony

    Po ciężkich dniach przychodzą czasem miłe chwile. Było ostatnio kilka stresujących sytuacji w pracy. Dwa razy auto zatrzymało się może na dwa milimetry przed tramwajem, na przystanku dziecko wbiegło prawie przed mój wóz ale na szczęście ktoś z oczekujących go złapał. W styczniu uczestniczyłem w przekazaniu zgubionego dziecka. Takie sytuacje zdarzają się dwa razy w miesiącu. Tylko często nie ma nikogo, kto by to „zauważył” i napisał do firmy i podziękował. W moim przypadku było inaczej 😀

     

    Bardzo mnie to ucieszyło 😉 i mój portfel też 😀

     

  • Coś z zupełnie innej beczki

    Krótki filmik jak to się jeździ po irlandzkich drogach mojego autorstwa. Czyli nic z pracy 😉 no może troszkę,bo to podróż z pracy do domu.