Lokalny „Janusz” zrobił mi dzisiaj dzień.
Wyżej wymieniony , dwa razy krzyknął po angielsku – zamknij się!
Spojrzałem w lusterko ale nikogo blisko niego nie było. Może po prostu słyszał rozmowę nie w jego języku gdzieś w oddali od jakiegoś innego pasażera. Po czym to wywnioskowałem ? A no po tym, bo zapytałem się go (po angielsku ) czy wszystko w porządku z nim. Odpowiedział, że tak, tylko „ten kraj jest już skończony, mam dość tych jebanych imigrantów”.
Odpowiedziałem mu ” Zamknij japę, bo ci łeb ukręcę Masz jakiś problem z imigrantami?” ( po polsku !)
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem i powiedział : TY TEŻ ? ( po angielsku). Wtedy już odpowiedziałem w języku Szekspira i potwierdziłem, że tak, ja też jestem „nie tutejszy” 🤣
Nie, ty jesteś w porządku, pracujesz itd – kontynuował ” Janusz”
Następne dwie minuty minęły w ciszy.
Nagle znienacka, chłop wstał i zaczął walić pięściami po moich drzwiach. Chciał wysiąść w połowie trasy, stał się bardzo agresywny i wulgarny. Straszył, że pociągnie za hamulec bezpieczeństwa (co i tak nie za wiele da, bo mogę go zresetować z kabiny)
Zaczął do mnie krzyczeć : You fu@k!ng, fu@k!ng, fu@k!ng, fu@k you ….jak zacięta płyta.
W głowie tylko jedna myśl krążyła , nie otwieraj drzwi od kabiny, do not engage , nie otwieraj drzwi od kabiny. 🫣. Odwróciłem się do niego i po angielsku zapytałem się czy zna tylko jedno słowo na F, czy może ma trochę więcej w swoim słowniku. Nie umiał mi odpowiedzieć 😂.
Na szczęście wysiadł na najbliższym przystanku uderzając jeszcze kilka razy w drzwi od kabiny.
Rozbawił mnie niesamowicie. Obawiam się tylko, że wyładuje swoją złość na jakiejś innej ofierze, która nie będzie umiała się obronić.
Dodaj komentarz