Dziś nic nie będę pisał. Zobaczycie tylko instruktarzowe filmy jak wyprasza się pasażera
Film pierwszy „Metoda Grzeczna”
Metoda średnia:
i jeszcze raz tak sobie:
No i na koniec grzecznie sam opuścił pojazd 😉
Dziś nic nie będę pisał. Zobaczycie tylko instruktarzowe filmy jak wyprasza się pasażera
Film pierwszy „Metoda Grzeczna”
Metoda średnia:
i jeszcze raz tak sobie:
No i na koniec grzecznie sam opuścił pojazd 😉
Dostałem nową umowę. Tym razem już na stałe. No i teraz dostajemy dodatkowe nagrody, coś w rodzaju premi. Spojrzałem na swój pasek i widzę 170zł a każdy mówi, że dostał 150zł. No i jeden z nadgorliwych udał się do naszego szefa i zapytał dlaczego tak jest. Ten wyjaśnił krótke, że przecież ja nie mam żadnej wysługi więc dał mi te 20zł więcej 😉
Zjechałem o 18:20 i reszte czasu musiałem dosiedzieć na zajezdni.
Cały dzień objeździłem spokojnie i gdyby nie ostatnia godzina pracy to by nie było o czym napisać. NO i tak w okolicach godziny 14 były zmiany. Ja jeździłem dłużej ponieważ zjeżdzałem do zajezdni zamiast przekazać wóz zmiennikowi (tzw. szczyt). No i na moje nieszczęście przede mną na tramwaj wsiadł motorniczy Ryś-Ryszard ;). Chłop wielki na 2 metry, dłoń jego to tak jak 3 moje :P, butelka 1,5L w jego dłoni wygląda jak u każdego innego człowieka butelka 0,2L, do pracy bierze zawsze 2L soku i co najmniej 6 bułek do jedzenia. Jednym słowem facet byk. No to tyle straszenia. Ogólnie gość jest niesamowicie powolny.
I tak jechaliśmy przez miasto. On odjeżdżał z przystanku a za 5 sekund ja podjeżdżałem mimo, że tramwaj co 7 minut planowo miał być. No i na tym właśnie polega fenomen misia Rysia. Jeździ powoli. Ale jak już sie rozpędzi to czasem nawet na czerwonym (pozioma kreska) nie staje. Miałem lekkie nerwy na niego no i w końcu chłopak mi uciekł.
No a wędkarze też mnie trochę zdenerwowali dziś na koniec dnia. Wracali pewnie z nie udanych połowów i byli w stanie wskazującym na spożycie. Jeden było troszke trzeźwiejszy podbiegł do pierwszych drzwi i prosi żebym poczekał. Gdyby byli trzeźwi to bez słowa bym zaczekał. A tak tylko powiedziałem, że to nie taxi. Ale cóż, jeden wsiadł i trzymał drzwi więc i reszta weszła. Jakoś przeżyje. Ruszyłem, patrze w lusterko a tu jeden z nich wyciąga piwko i nagle słychać sssssssyk. O już otwarte pomyślałem. Jeszcze raz spojrzałem w lusterko, właśnie wychylał pierwszy łyk….a ty nagle gwałtowne hamowanie (oczywiście wszystko przemyślałem :P) no i się chłop trochę oblał. Na przystanku otworzyłem drzwi, wyszedłem z kabiny i głośno, żeby każdy słyszał nawet Ci na samym końcu, stanowczo powiedziałem
– W pojeździe chyba jest zabronione spożywanie alkoholu panowie. Więc w związku z tym proszę opuścić tramwaj – skąd we mnie nagle tyle energii i brak strachu. W końcu to było czterech dość takich sobie chłopów. No cóż, nie zareagowali. Jeden zaraz mi pokazał jakiś wymięty, skasowany kilka razy bilet i przeprosił bardzo. Piwko oczywiście schowali do jakiejś torby.
A co tam – pomyślałem i pojechaliśmy dalej. Nikt z pozostałych pasażerów nie miał żadnych pretensji, nikt do mnie nie przyszedł na skargę, że „ci tam” jakoś źle się zachowują. Wysiedli, pożyczyli miłego dnia a ja odjechałem na pętlę. Spakowałem się i zjechałem na zajezdnię. Niedziela prawie wolna. Ale prawie robi wielką różnicę, bo niestety idę na noc.
Jeszcze tylko jutro i wolne. A dziś było prawie bez zakłóceń. Wjechałem na pętlę, miałem mieć przerwę śniadaniową. Przede mną stoi jeden tramwaj ale to zjazdowy i zaraz odjedzie (poranny szczyt) Hm nie jedzie. Nagle za wozu wychodzi Sławek.
– Ty jechać nie chce, chyba się obraził na mnie. Wyszedłem tylko zwrotnicę przełożyć i już nie ruszył – krzyknął do mnie bo było kilka metrów odległości między nami.
Poszedłem do niego. Zaczęliśmy kombinować z nawrotnikiem, to do przodu to do tyłu. Brak rezultatów.Nic. Telefon do dyspozytora, żeby wezwał mechaników bo chyba nie damy rady uruchomić maszyny.
– A może by rozłączyć drugi wóz i opuścić pantograf? – zapytała kolega
Zawsze to jakiś sposób. Tak zrobiliśmy. Wszedłem do jego kabiny ruszyłem, jedzie. Ale coś mnie tknęło zajrzeć do szafki z bezpiecznikami. Otwieram a tam wybity bezpiecznik WN. Brak jazdy – przyczyna znaleziona. Kazałem mu podnieść pantograf i znów spróbowałem ruszyć. Jest jazda.
– Sławeczku a zaglądałeś do szafki?- grzecznie i z ironią zapytałem.
– No jasne, a co wybity bezpiecznik?! – zapytał ze zdziwieniem
Tak to czasem bywa, że człowiekowi spadną klapki na oczy i oczywistych rzeczy nie widać. Wtedy nieodzowna jest pomoc drugiej osoby, która bardziej racjonalnie i ze spokojem (bo tej osoby to nie dotyczy) spojrzy na całą sytuację. Pojechał a ja odstałem swoje na pętli poczytałem gazetkę, przekąsiłem co nieco i dalej w drogę.
Gdzieś po drodze ktoś mi niespodziewanie wyszedł na tory, któryś kierowca za bardzo wysunął przód swojego bolidu 😉 Na szczęście standardowo obyło się bez jakichkolwiek przestojów, awarii na trasie, kolizji czy wypadków. Dzień spokojny