Miesiąc: wrzesień 2007

  • 13:30 – 22:48

    Rezerwa. Dziś przyszedł czas na siedzenie na zajezdni i nic nie robienie. Wszyscy sie odliczyli to i ja miałem wolne. Do godziny 15 oglądałem Kubicę. Całkiem nieźle chłopak wypadł. Później poszedłem poczytać najświeższą prasę z piątku. Zbliżała się godzina 19 obejrzeliśmy wiadomości później na polsacie kolejne odcinki „Prison Break” Następnie ktoś włączył inny serial gdzie syn uwiódł narzeczonego swojej matki, sąsiadka podpaliła dom obok, a rodzina zatrudniająca sprzątaczkę zaproponowała jej żeby nosiła ich dziecko w swym łonie. To chyba był serial „Gotowe na wszystko”
    I tak minął cały dzień pod patronatem prasy i telewizji 😛

  • 10:00 -> 19:02

    Taki niby szczyt dziewięciogodzinny ;-) Rano się bardzo obawiałem tej zmiany, bo myślałem, że będzie się dłużyć i będę jeździł w nieskończoność. Nim się obejrzałem już sie ściemniło, coraz więcej ludzi zaczęło przybywać, więcej zacząłem biletów sprzedawać.
    Jakiś kierowca z okolicznej wioski tylko troszkę się zagapił i wjechałby w mój lewy bok przy skręcie. Mijałem się akurat z kolegą a szanowny pan kierowca chyba nie potrafił tego zrozumieć, że tory położone są w obu kierunkach obok siebie. Zwolniłem maksymalnie i patrzałem tylko jak wyzywa przez szybę. Tyle jego ale szkoda gardła bo i tak nic nie słyszałem. No cóż poradzić na takich typów. Jak sie przyjeżdża z prowincji do dużego miasta to czasem niektórym nie sposób wytłumaczyć, że jest więcej niż jedna droga i że zamiast kur czy kaczek obok jezdni są tory tramwajowe, gdzie można spotkać metalowego, czerwonego rumaka.
    No to na tyle. A teraz trochę polityki i liczę na pomoc czytelników.
    Jako że mamy 21 października wybory a ja wybieram się poza granicę naszego kraju chciałbym sie dowiedzieć, czy jest możliwość oddania głosu np. w naszej ambasadzie i jak to załatwić.
    Uważam, że głosowanie powinno być obowiązkiem każdego z nas. Chyba jeszcze nigdy nie przegapiłem wyborów. Raz udało mi się być jednym z pierwszych klientów lokalu wyborczego tuż po 6 rano.
    Jeśli ktoś już stosował takie praktyki bardzo proszę o szybkie odpisanie bo pewnie formalności trwają długo. Oczywiście sam też szukam pomocy w Google

  • 5:40 -> 13:15

    Jeeeżżżżuuuuuu jak mi się nie chciało dziś wstać. Leniwie zwlokłem zwłoki z łóżka o godzinie 5:00. Poszedłem do kuchni wstawić wodę na kawę a tu TRAGEDIA !!! Zostało kawy Nescafe ledwie na pół małej filiżanki. Uff na szczęście w pracy w szafce leży rezerwa na wypadek wojny chyba już rok czasu – pomyślałem – oby jeszcze była dobra w smaku 😉
    Podpisałem listę, wziąłem papierki wozu a tu podchodzi do mnie kierownik i mówi, że jedzie ze mną bo na pętli prezes będzie już czekał bo chce zobaczyć jak ogólnie wygląda praca na punkcie (chodzi o bilety elektroniczne i nasze przerwy).
    Dojechaliśmy na miejsce, zapukałem do okienka żeby nas panienki łaskawie wpuściły no i się okazało że najważniejszego herszta bandy nie ma. Pewnie zaspał ironicznie się kier zaśmiał.
    Pojechałem. No i postali, popatrzeli, pokiwali głowami i pojechali na ciepła herbatkę do biurowca oczywiście samochodem a nie tramwajem. Bo zimno i mokro. A ja grzałem w moim tramwajku, żeby wszyscy jadący troszkę sie ogrzali. Ogrzewanie załączyłem na 2/3 no i chyba musiało być dobrze wszystkim bo nikt nawet okna nie otworzył.
    Jechałem już do zmiany a tu dyspozytor dzwoni do mnie:
    -Słuchaj jest sprawa, jak nie będzie zmiany dla ciebie to się nie martw. Jedź dalej gdzieś cię znajdziemy.
    No bardzo śmieszne. Chociaż z drugiej strony nigdzie mi sie nie spieszyło no i wpadło by kilka nadliczbowych ;). Ale cóż szanowny kolega Mariusz zdążył.

  • 4:22 -> 9:02 i 11:30 -> 14:05

    Piękne dwa szczyty. czas leci jeszcze szybciej. Sam byłem zdziwiony jak budzik zadzwonił o 3:30 że taki wyspany jestem i nie szukam drogi do łazienki po omacku. Szybciutko ząbki umyłem, kawkę zalałem i jazda na zajezdnie. A na dworze zimno. Całe 7 stopni dziś termometr wskazywał. Rano raz dwa objeździłem, zjechałem i basta. Poszedłem do domku, zjedliśmy śniadanko i znów do pracy na dwie i pół godzinki.
    Byłem u naszego szefa zapisać sie na wigilijną noc do pracy. Stwierdziłem, że to całkiem ciekawe rozwiązanie. Zjemy kolację, później do pracy no i po nocy dwa dni wolne czyli pierwszy i drugi dzień świąt możemy spedzić we wspólnym gronie. Wiem, że dla niektórych data świąt jest niesamowicie odległa ale u nas już trzeba o tym powoli mysleć. Ciekawe czy bedę jeszcze pracował do tego czasu 😛
    W tej pracy właśnie brakuje mi takiej spontaniczności. Jak nie przyjdę do pracy, bo wykorzystam dzień urlopu to niby świat sie nie zawali ale czasem jest tak kiepsko z obsadą, że może nawet jeden czerwony tramwajek nie wyjechać.W sumie nie powinno mnie to w ogóle interesować, bo od tego są ludzie od planowania i dostają za to pewni niezła kasę. No i to planowanie wolnego