Ostatnim czasy jestem bardzo leniwy. Jakaś panie przechodziła przez tory, kocyk dla dziecka jej spadł z wózka. A ja, smyk jeden, zamiast się zatrzymać, pomachać do niej, żeby sobie zabrała, to przejechałem po nim. Sądziłem, że został na miejscu ale on niestety zaczepił się gdzieś na kołach i dopiero na pierwszym krzyżaku na St.Stephens Green go zgubiłem. Trochę się zląkłem, bo wózek dość podskoczył ale przejechałem i nie wykoleiłem. Cud. Nadjeżdżał drugi tram i oczywiście, żeby siebie zabezpieczyć, przez radio powiedziałem, żeby uważał bo ktoś jakąś szmatę rzucił. I on tez przejechał. Następnym razem wjeżdżając na ten przystanek szmaty już nie było 😉
Druga podobna sytuacja zdarzyła się w okolicy Kingswood. Ale tutaj mogę już być usprawiedliwiony. Późny wieczór, krzaki dookoła, lekki spadek terenu, prędkość 50km/h i rośnie 😉 . W ostatnim momencie zobaczyły duży kawałek deski. Hamować?! Eee, chyba przejdę. No i pojechałem ale hopka była i się trochę spociłem. Oby nic więcej nie stało na mojej drodze, bo naprawdę nie chce mi się wychodzić z kabiny i usuwać niestandardowe elementy otoczenia.
Dodaj komentarz