Zawsze zastanawiałem się jak to będzie. Ten pierwszy raz. Czy będę podekscytowany czy raczej spokojny, czy adrenalina weźmie górę czy panika mnie zamroczy? Tuż po godzinie 13 na ulicy Queen Street van uderzył w mój tramwaj. Przejeżdżałem na „zielonym – pionowym” a on się wyrwał jako jedyny. Patrzałem jak uderza, lekko zwolniłem, żeby nie narażać pasażerów na przewrócenie się przy gwałtownym hamowaniu. Pewnie zagapił się na następny sygnalizator świetlny, oddalony jakieś 40 metrów który „obsługiwał” już następne skrzyżowanie. No i uderzył w wózek. Zniszczenia małe, bo prędkość była niewielka. Zapytałem pasażerów czy wszystko OK. Nikt nie zgłosił żadnych szkód. Przez radio brzmiałem tak jak sobie to wyobrażałem. Zazwyczaj kierowcy krzyczą : „Emergency,emergency” i później próbują opisać co się stało. Jedni są spokojni i robią tak jak ja inni nie mogą wykrztusić słowa. Najpierw zgłosiłem numer wozu, dyspozytor zapytał o co chodzi a wtedy odpowiedziałem, że to będzie rozmowa (awaryjna) emergency. Wtedy zasadniczo nikt nie powinien używać radia przez moment chyba, że to „emergency”.
W trzech słowach opisałem zdarzenie, małe zniszczenia, brak rannych, kierowca pojazdu obcego OK. Opóźnienia na trasie były niewielkie. Wszystko trwało może 5 minut. Spisałem jego dane i pojechał. Mój tram zabrał jeden z Team Lederów który znajdował się jakimś cudem w okolicy a ja jako pasażer wróciłem do zajezdni. Nawet zdjęcia nie wrzucam bo nic prawie na nim nie widać.
Update:
zdjęcie na FB na profilu tramwajowy.pl
Także mój pierwszy raz w Irlandii już zaliczony.
Wyświetl większą mapę
Dodaj komentarz