Autor: Tramwajowy

  • Czy to już jest norma(lne) ?

    Po załadowaniu wszystkich pasażerów na jednym z przystanków w centrum , zamknąłem drzwi, spojrzałem przed siebie i już miałem ruszyć , gdy nagle drogę zajechał mi nastolatek na rowerze.

    Zatrzymał się w odległości może 5 metrów, otworzył puszkę napoju gazowanego , zrobił małego łyka, po czym zamachnął się i rzucił tą puszką w moją stronę. Niestety nie trafił w szybę wielkości 1.6mX1.8m co skwitowałem głośnym śmiechem . Puszka trafiła w ramę i nie wyrządziła żadnych uszkodzeń. 

    Kilkanaście przystanków dalej, jakiś znudzony młodzieniec siedział tuż za rampą i rzucał kamieniami w przejeżdżające samochody. Czekając na wymianę pasażerów , przez radio skontaktowałem się z dyspozytorem i powiedziałem , że siedzi sobie tu taki jegomość i wydaje mi się, że będę jego następną ofiarą.

    Dyspozytor stwierdził , że nic nie może zrobić a ja mam jechać. No więc ruszyłem a już po przejechaniu dosłownie kilku metrów usłyszałem trzask. Tuż przed moimi oczami pokazał się piękny odcisk kamienia. Na szczęście szyby są klejone i może jeszcze jakoś zabezpieczone , bo nie zrobił się pajączek ani szyba się nie rozsypała. 

    Na następnym przystanku wysadziłem wszystkich pasażerów, poinformowałem ich , że dzięki uprzejmości młodzieńca na przystanku, będą musieli czekać na następny tramwaj. A ja zjechałem awaryjnie do zajezdni. 

    Wydaje mi się , że młodzież teraz czuję się zbyt bezkarnie a takie zachowania stają się normą. 

  • Główne wydanie Wiadomości

    Poranny ruch jest zawsze nieprzewidywalny. Jeden dzień może być spokojnie i płynnie a następny poranek będzie już zupełnie innym .

    Na torach w kierunku „do centrum” lub po naszemu ” inbound” tuż przed tramwajem zatrzymała się samochód, nic w tym dziwnego by nie było, gdyby nie włączył świateł awaryjnych i nie mógł ruszyć. Motorniczy poprosił przez radio dyspozytora o możliwość wypuszczenia pasażerów ze swojego wozu na ulicę. Niestety nie dostał pozwolenia , bo w tym miejscu nie można zapewnić bezpiecznego opuszczenia pojazdu pasażerom. 

    Z przeciwnej strony nadjeżdżałem ja. Zatrzymałem się na ” czerwonym” poczekałem na swoją kolej, a kiedy światło zmieniło się na pionową kreskę , ruszyłem . Na szczęście moje tory były wolne od przeszkód. 

    W tym miejscu ograniczenie prędkości wynosi 30 km/h. Jednak szósty zmysł podpowiadał mi, żeby zwolnić o połowę. Gdy tylko minąłem zatrzymany tramwaj, z za jego tyłu , na czerwonym , wyskoczył piętrowy autobus. Szedł pięknie na czołówkę. Zatrzymaliśmy się dosłownie 2 metry od siebie. Gdybym nie posłuchał głosu rozsądku ( lub nazwijmy to doświadczeniem) wydaje mi się , że oboje bylibyśmy w głównym wydaniu wiadomości tego wieczoru łącznie z kilkoma rannymi. 

    Kierowcy autobusu widocznie się spieszyło lub był trochę nie cierpliwy. Z jednej strony potrafię go zrozumieć jeśli stoi się za wielkim prostokątem na drodze i nic nie widać co się dzieje przed nim . Ale z drugiej strony …no cóż , pośpiech nie jest najlepszym doradcą.

    A wszystko wydarzyło się w tym miejscu:

    trambuscrash

    Zdjęcie dzięki uprzejmości Google Street View

  • Ten tramwaj nie pojedzie

    6:00 rano rozkład lub brygada lub jak kto woli mój tramwaj już nie wyjechał. Rozkład 13 w centrum właśnie ma awarię i próbuję usunąć usterkę.

    Wygląda na to że wirus dopadł także i nasze maszyny. Od jakiegoś czasu, nie pamiętam już jak długo, firma boryka się z problemami części zapasowych do tramwajów. Codziennie nie wyjeżdżają przynajmniej trzy wozy. Zazwyczaj są to te same brygady, które mają mniej kilometrów. Przypuszczam, że jest to spowodowane karami za nie wykonanie zakontraktowanych kilometrów.

    Co sprytniejsi motorniczowie potrafią zamieniać się na takie zmiany, żeby uniknąć jeżdżenia, bo wiedzą , że ten i ten numer dziś nie wyjedzie. Wtedy zostają na zajezdni jako rezerwowi. 

    Nie wiem jak bardzo jest to zauważalne dla pasażerów, bo jest ich znacznie mniej. Pomimo tego, przypuszczam, że jest to dość uciążliwe.

  • Tęsknota

    Październikowe słońce już zaszło za horyzont. Na niebie wciąż unosiła się ognisto czerwona łuna. Powietrze pachniało mrozem a duży cyfrowy termometr zawieszony na budynku jednego z komisów samochodowych wskazywał temperaturę 7 stopni.

    W centrum prawie wszystkie knajpy i restauracje przystosowały się do warunków „pandemicznych”. Każdy lokal teraz miał mały płotek , który odgradzał kilka stolików od chodnika. Ludzie tłumnie uderzali do kawiarni, żeby choć trochę poczuć smak normalności.

    Tęskni mi się za wyjściem wieczorem w weekend do pubu . Niestety w środę znów Irlandia została zamknięta. Fakt , że tylko częściowo ale już nie można nawet na dworze napić się kawy czy zjeść lunchu. Część sklepów też została zamknięta.  Ilość dostępnych miejsc dla pasażerów w komunikacji miejskiej została zmniejszona do 25%. Ciężko to wyegzekwować w tramwaju , gdy otwieramy wszystkie drzwi. Przecież nie będę wysiadał na każdym przystanku i liczył pasażerów.

    Miejmy nadzieję, że przed Świętami Bożego Narodzenia powrócimy do jako takiej normalności.