„Żeby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała” – mądre to powiedzenie. Kolega wysiadał z kabiny, szedł na przerwę i jeszcze w tramwaju stanął na plastikowej butelce i skręcił kostkę. Przez radio powiedział dyspozytorowi o całym zajściu. Tak się złożyło, że i ja szedłem na przerwę, poczekałem z nim na przystanku. Za dwie minutki dyspozytor już leciał z bandażem. Gość wcześniej pracował w straży pożarnej więc ma doświadczenie. Poza tym ma kurs pierwszej pomocy. Tu w Irlandii, wyobraźcie sobie, jest zakaz pomagania komuś, gdy ulegnie wypadkowi. Zupełne przeciwieństwo do Polski.
Noga napuchła, zaprowadziliśmy go do budynku, pogotowie przyjechało i na zwolnienie.
Kategoria: W Irlandii
-
Niebezpieczna praca
-
Wypadek na Blackhorse
Dość pechowy ten przystanek. Jakiś czas temu w tramwaj na łuku wjechało auto. W poprzedni poniedziałek też auto pomyliło drogi i wjechało na tory. A w czwartek wydarzył się poważniejszy wypadek. W niedalekiej okolicy była jakaś strzelanina. Garda goniła dwóch motocyklistów. Wjechali na tory, policja za nimi. Jak im się udało, sam nie wiem ale przejechali lub przelecieli dość daleko po podkładach. Jeden z motocyklistów zginął no i zamknęli linię. Było tuż po 24 więc tłoku nie było na przystankach. No i do domu poszedłem troszkę wcześniej 😉

-
Z tego może być ciąża
Z czego? Z tramwaju? – zapytacie. Nie. Z powodu nie wzięcia pigułki antykoncepcyjnej przez nie jaką Kristin Karlsson. A skąd ja mam takie informacje?! Wczoraj na zielonej pasażer przyniósł mi ładna skórzaną torebkę. W środku buty na zmianę, jakiś klucz, tabletki Yasminelle i portfel. A w również ładnym portfelu, równiutko poukładane: paszport, prawo jazdy, karta Visa i kilka innych pierdół. jakieś 36€ w gotówce. Niestety nie było żadnego telefonu lub nawet numeru kontaktowego i dlatego musiałem torebkę wrzucić do sejfu na zajezdni. W przeciwnym wypadku osobiście bym oddał. A Kristina ma 3 lutego dwudzieste urodziny więc może byśmy się nieźle zabawili 😉 ze Szwedką.
Dzięki Przemo za podpowiedzenie, żeby zakryć dane osobowe pasażerki 😉 mam nadzieje, że nie będzie kłopotów przez to.
-
P.S
Taki mały dopisek do poprzedniego tematu. Chodzi o fotografowanie motorniczych, konkretnie w Częstochowie. Większość z nich chyba nadal uważa, że zabierana jest ich dusza podczas uwieczniania ich na kliszy lub na karcie aparatu cyfrowego. Bardzo często pokazują środkowy palec na znak sprzeciwu. A ja się pytam dlaczemu? Ja tam zawsze lubiłem jak ktoś mi fotkę cyknął. Czy ja robię coś złego?podejrzanego?nie dobrego? NIE, ja tylko pracuję jak każdy inny. Nie wstydzę się zawodu. Gdybym teraz liczył ile zdjęć miałem cykniętych w Dublinie to w jeden dzień się na 10szt nie skończy. I co, też mam „fakersa” pokazywać lub bardziej po tutejszemu, dwa palce (taka victoria odwrócona) ?!
A tu klika felietonów Piotra Czerwińskiego. Gorąco polecam, wszystko o Irlandii, bardzo smiesznie


