W Częstochowie zioma. Śnieg zasypał wszystko. Nie sodziewałem się teakiej pogody w październiku.
A w Dubline On czyli STIG i mnie to ominie :/
Piątek do godziny 21:30 był bez emocji. Trochę byłem senny, trochę zmęczony. Ja wiem że ciężko zrozumieć moje zmęczenie, bo przecież tylko siedzę, „posuwam” joystick i tak przez około 8 godzin. Ale do nikogo się nie można odezwać, radyjka z muzyką posłuchać nie można, ruszyć się za bardzo też nie, jedynie co to potupać nogą lub postrzelać z kręgów szyjnych. Na końcówce mało czasu, ledwie się do toalety zdąży. Gazetę może zdarzę przejrzeć pierwsze dwie strony. I tak do przerwy. Przerwa czasem krótsza czasem dłuższa, coś zjeść, wypić kawkę, przejrzeć e-mail i znów na wóz. A po przerwie to człowiek jeszcze bardziej rozleniwiony i bardziej się spać chce ale z drugiej strony bliżej już do domu. Ale lubię to 😉 ponarzekać tylko czasem trzeba 😛
No ale wracając do tematu piątkowego. Następny za mną zadzwonił, że pożar na trasie. Jakiś budynek się palił i tory były nieprzejezdne. No i 4 chłopaków zostało na trasie a reszta zawracała wcześniej. Ja dojechałem do końca, zjechałem na zajezdnię, zapytałem się czy przypadkiem potrzebny nie jestem (tak żeby jakiś plusik sobie nabić) No ale nikt mnie juz nie chciał i pomknąłem do domu
No więc moi wytrwali czytelnicy lecę. A jak dolecę to się odezwę. Mam nadzieję, że szybko zostanę tam motorniczym i nadal będę co dzień opisywał moje dokonania, spostrzeżenia. Po prostu wierzę, że bardzo szybko zacznę pisać dalej.
Więc proszę się nie martwić. Blog zostaje.
Dziś odebrałem świadectwo pracy. Jakże byłem dumny, że ani razu nie byłem ani jeden dzień na chorobowym ;). Jedne panie były miłe inne trochę jakieś marudne. W styczniu byłem trzecią osobą zwalniającą się.


A tu obiegówki, czysta i za godzinę gotowa. Oczywiście brak podpisu Prezesa, gdyż oboje znów byli zajęci