Tramwajowy.pl

  • 14:06 -> 19:07

    Jacyś sami wariaci dziś jeździli samochodami. Normalnie co najmniej 5 miałem do kasowania na pewniaka ale sam nie wiem jak im sie udawało uciec.No i oczywiście wszystko z ich winy. Także lekką nerwówkę dziś miałem jak nigdy

  • 12:00 -> 18:28

    No więc powoli rozpocząłem dziś zakańczanie pracy. Tak nie oficjalnie poinformowałem mojego bezpośredniego przełożonego, że po urlopie w styczniu już nie wracam do pracy. Lubię gościa i dlatego to zrobiłem. Porozmawialiśmy chwilę i mam nadzieję, że nie będzie miał za to nigdy do mnie żadnych pretensji.
    Wóz miałem całkiem sprawny, szybki. Raz dwa szybko zleciało. A na koniec dniówki wyłączyli jeszcze na chwilę prąd przez co miałem lekko opóźniony zjazd. W dodatku wystraszyłem jedna panią. Otworzyłem drzwi w drugim wozie i od razu tam sie udałem, żeby poinformować ludzi, że dalej nie jedziemy, awaria napięcia, nie wiadomo jak długo będziemy stać. A że na dworze ciemno a ja raz dwa stanąłem na stopniach to pierwsza kobitka która chciała wysiać zlęknęła sie mnie. Ale wszyscy zrozumieli, bo dość głośno to powiedziałem i opuścili pojazd bez słowa.

  • 13:30 -> 19:24

    Znów pojawiły sie jakieś kłopoty z kasą fiskalną. Gdy kontrolerzy blokują i odblokowują kasowniki to po tej operacji nie można drukować biletów. Trzeba rozłączyć baterię tramwajowe i dopiero wtedy wszystko działa OK. A tak poza tym dzień wieczorem był ponury i szary i co chwile coś padało z nieba.

  • Podsumowanie trzyletnie

    I tak moi drodzy zleciały właśnie dziś trzy lata mojej pracy jako motorniczy. Szkoda, że wcześniej nie wpadłem na genialny pomysł pisania bloga. Przez cały ten okres wydarzyło się wiele śmiesznych, zabawnych, komicznych jak i smutnych, a czasem może nawet tragicznych wydarzeń. Miałem trzy kolizje ale, że to było wcześniej to ich nie opisywałem. Miałem wiele awarii i innych nie oczekiwanych zdarzeń. Zatrzymania na trasie spowodowane wieloma czynnikami. Zbyt ulewnym deszczem, zerwaniem sieci, kolizją na trasie.
    Pamiętam mój pierwszy wyjazd samemu na trasę. Lekkie nerwy ale i duma, że wreszcie po dwóch tygodniach jazdy z patronem (kolega który uczył mnie a właściwie kontrolował jak nauczyłem się na kursie) mogę sam śmigać na torach żelaznym rumakiem. Przez pierwsze pół roku może trochę dłużej często byłem zdenerwowany, żeby wszystko było dobrze, żeby zdążyć, żeby dojechać, żeby bilet szybko sprzedać, żeby na każdego zaczekać. Ale po czasie to właśnie pasażerowie nauczyli mnie spokoju i opanowania. W tej pracy stałem się chyba bardziej odporny na wyzwiska, bo nic człowieka (pasażera) bardziej nie zdenerwuje  jak spokój i opanowanie osoby opieprzanej (czyli mnie) I tak właśnie czynię od jakiegoś czasu. ktoś mnie wyzywa to się uśmiecham kiwam głową, że usłyszałem i tyle. A tego z drugiej strony szyby nerwy zżerają i bordowy sie robi i piana z pyska idzie i dostaje wytrzeszczu oczu. A poza tym po co te nerwy. Jak się człowiek denerwuje to za jakiś czas będzie mieć wrzody żołądka a nie mam zamiaru leczyć się na to.
    Przekrój ludzi w pracy niezły. Młodzi, starzy,( ci i ci uciekają z pracy) chorzy, zdrowi. A charakterów jeszcze więcej. Co osoba to inne zdanie a czasem nawet dwa.I kobiety i mężczyźni, i prostaki chamy i ćwierć pały i całkiem fajni kumple, koledzy nawet inżynier magister motorniczy. Żal będzie się z nimi wszystkim rozstać za 60 dni. Tak tak to już za dwa miesiące opuszczam jedną ojczyznę aby rozpocząć wszystko od nowa w drugiej, też pewnie ojczyźnie na dłuższy czas.
    Nie ukrywam, że chciałbym tu wrócić za kilka lat i pewnie na to samo stanowisko pracy. Mam nadzieję, że gdy zalecę do Dublina jak najszybciej dostane pracę motorniczego. No i oczywiście blog będzie nadal aktualizowany. Może będzie ciekawiej a może sie mylę.
    Ok koniec tej paplaniny. Przede mną jeszcze na pewno dwa miesiące pracy tu w Polsce. No chyba, że dostanę podwyżkę o 1500zł netto to zostaję na pewno ROTFL.
    Jak już będę miał  w ręce świadectwo pracy to znów coś skrobnę na dowidzenia, bo dzisiejszy wpis tylko miał być sprawozdaniem z trzech lat pracy.