Tag: wypadek

  • Poranne szczytowanie

    Poranne szczytowanie może być przyjemne , może być szybkie jak i bardzo powolne i upierdliwe . Ten dzień był spokojny….do czasu. 

       Na przystanku Heuston w kierunku Tallaght czyli „z centrum” na „obrzeża miasta” , stałem i trwała wymiana pasażerów. Z góry widziałem nadjeżdżający tramwaj. Akurat zamknąłem drzwi, wysłałem sygnał do załączenia sygnalizacji na „jazda” . Wszystko ładnie się zgrało i tramwaj z naprzeciwka też dostał swoje światło .

     Minęliśmy się i nagle usłyszałem dzwonek mijającego mnie wozu. 

    W sumie nic nowego , bardzo często ktoś wyskakuje tuż z za wozu i wbiega pod nadjeżdżający tramwaj na przeciwnym torze. 

      Tramwaj z naprzeciwka zatrzymał się na środku skrzyżowania, dzwonki ciągle wydawały swój dźwięk. W radiu usłyszałem ” emergency call”. 

    „Wjechał we mnie rowerzysta , walnął mocno , odbił się od boku” . Raportował motorniczy. „Podnosi się i pokazuje że jest OK” kontynuował . 

      Po kilku minutach, tramwaj ruszył ze skrzyżowania , odblokowując ruch porannego szczytu. Na przystanku wszystkich wysadził i wrócił na zajezdnię. 

    Tym razem obyło się bez ofiar , chociaż rowerzysta na pewno odczuje to spotkanie już za kilka godzin. 

    Motorniczy jak zwykle , test na narkotyki , dmuchanie do alkomatu i do domu na kilka dni odpoczynku.

  • Wypadek

    – Kogoś chyba uderzyłem – przez radio rozbrzmiał głos jednego z motorniczych.

    Dyspozytor zapytał jaki to rozkład i gdzie jest. Pomimo tych wszystkich monitorów i systemów , czasem nie da się zlokalizować tramwaju po głosie motorniczego 😉

    John odpowiedział szybko gdzie się znajduje, potwierdzając , że na pewno kogoś uderzył. W tym samym tramwaju była też ochrona. Jeden z chłopaków potwierdził na jakim przystanku się znajdują i powiedział, że na pewno będą potrzebować służ ratowniczych. Prawdopodobnie była to nastoletnia dziewczyna, która być może stała za blisko krawędzi , może chciała przebiec , może jeszcze coś innego.

    Tak się złożyło, że wciągnęło jej stopy między tramwaj a przystanek. Podobno kostki pogruchotane, stopy wisiały luźno 🫣. Dobrze, że nie wciągnęło jej całkowicie pod spód.

    Akurat byłem w drodze do domu, po skończonej zmianie i na chwilę utknąłem w mieście. Dojechałem tak daleko jak tylko tramwaj mógł i resztę trasy do samego wypadku pokonałem pieszo. Doszedłem na miejsce, ofiary już nie było.

    Muszę przyznać, że dyspozytor się nie popisał. Dość słabo zarządzał flotą. Wszystkie tramwaje puścił do centrum, wiedząc, że może być problem w drodze powrotnej, że będzie dłuższy przestój. Spokojnie mógł kilka wozów zawrócić przystanek wcześniej. Akurat w tym miejscu jest możliwość zawracania. Całość zdarzenia i zatrzymania trwała może godzinę. Po tym jak policja pozwoliła już na odjazd, udało mi się dojechać do RedCow ale niestety do domu miałem jeszcze kilka przystanków a wszystkie wozy zawracały właśnie przy zajezdni. Po około 30 minutach w końcu przyjechał tramwaj, wypchany bardziej niż po brzegi 😀 , jeśli się tak w ogóle da. Na szczęście dla mnie było miejsce w kabinie.

  • Za daleko byłem

    Za daleko byłem, żeby fotki zrobić. A było to tak: Już dwa przystanki do domu mi zostały 17:05 na zegarku (ciemno), właściwie do zmiany a tu w radiu słyszę Emergency call, emergency call. No i chusteczka-pomyślałem. Ale jeszcze cień szansy że to w przeciwnym kierunku niż ja (znaczy się ja do domu tramwajem wracam). Dyspozytor poznał po głosie, że to Keith i od razu ustalił jego położenie i już wiedziałem, że będę miał lekkie utrudnienie z podróżą. Ale gdy motorniczy dodał, że chyba kogoś potrącił to od razu wiedziałem, że za szybko do domu nie wrócę, chyba że na nogach. A teraz w skrócie. Nass Road, Dublin (w google maps możecie sobie poszukać) gość przechodził przez dwupasmową drogę, później tory i dalej czekała na niego kolejna dwupasmówka. Tramy jeżdżą tam z prędkością 70km/h. Z tego co słyszałem w radiu od motorniczego uczestniczącego w wypadku: mężczyzna około 40lat, uraz głowy i nogi. Z naprzeciwka nadjechał drugi tram, motorniczy wysiadł z niego i zaczął nadawać co się dzieje. Oczywiście zaraz padła komenda wszyscy stać, ci co w mieście, jeździli tylko do Blackhorse i zawracali tam. Ja dojechałem do RedCow, wysadziłem ludzi, poczekałem na kolegę który mnie zmieniał i czekałem godzinę na tram który mnie zawiezie do domu. Przyjechało pogotowie, okazało się że gość przytomny. A co dalej to już nie wiem. I jeszcze jedna rzecz. Motorniczy który uderzył był patronem w tym dniu i miał ucznia pod opieką. Nie wiem który jechał ale dla tego uczącego się to nie lada przeżycie. Over


  • Czas kupić ubezpieczenie na życie

    Środa 4:13 rozpocząłem swoja zmianę. Z jednym zamkniętym okiem a drugim na wpół otwartym podpisałem wyrok na kilka godzin 😉 Pierwszy jechałem do Tallaght jako swep tram, czyli „przecierak”. 25km/h całą drogę, moim obowiązkiem jest sprawdzenie torów, sieci, przystanków, sygnałów (świateł) czy wszystko jets OK, działa, nie ma żadnych obstrukcji itd. A wszystko bez pasażerów oczywiście i ze zgaszonymi światłami (na wozie oczywiście)

    No i pojechałam, zabrał się ze mną ochroniarz z recepcji, miły Irlandczyk. Całą drogę gadaliśmy.Dojechaliśmy do końca trasy, on wysiadł a ja zmieniłem kabiny i o 5:30 ruszyłem z Tallaght do centrum. Gdzieś w okolicach Kingswood zaniepokoił mnie dźwięk spod wózka. Myślałem, że to body catcher (zgarniacz który opada po uderzenia w zderzak) ale to nie było to. Zdaża się też, że czasem jakaś puszka dostanie się pod koło i też wydaje metaliczny dźwięk. W pewnym momencie poczułem swąd palonych kabli. Tuż przed zajezdnią zwolniłem, ponieważ zwrotnice przede mną. I huk, hałas, wyłączył się tram. Brak jazdy. Zresetował się, włączył podjechałem powolutku do przystanku. Po krótkiej rozmowie z dyspozytorem dostałem pozwolenie na wycofanie wozu kilka metrów. Gdy wróciłem do przedniej kabiny ujrzałem metalowy klin na szynie, taki kolejowy którym blokuje się wagony, żeby przypadkiem nie ruszyły. Stopiony był do połowy i do tego wrząco-gorący.   Podkopnąłem go na przystanek, zabrałem ludzi i pojechałem w dalszą trasę. Na Blackhorse zostałem jednak zawrócony. Straszny hałas był w kabinie, płaskie koło itd.

    Po powrocie do zajezdni ochłonąłem trochę i zdałem sobie sprawę co by się mogło stać gdybym miał wykolejenie przy 70km/h. Chyba tego wpisu już by nie było. Więc trzeba by ubezpieczenie kupić, co by rodzina miała do Poslki wrócić w razie czego 😉

    Ślwedztwo w toku, zostałem już „przesłuchany”, napisałem raport, pożyjemy zobaczymy.

    Okazało się, że w nocy ciężka maszyną robili ścieranie torów no i zapomnieli klinika zabrać.