Nie potrafię zrozumieć ludzkiej logiki. Piesi , kiedy mają czerwone to idą , standard . Kiedy znów mają zielone ale tramwaj dojeżdża do skrzyżowania to nagle się zatrzymują, żeby na pomarańczowym lub już czerwonym wejść tuż przed mój nos.
Tutaj mała dygresja i wyjaśnienie dla tego jednego czytelnika z poza Irlandii . Ogólnie zasada jest taka , że czerwone światło dla pieszych to sugestia. Właściwie mogli by nie montować słupków z zielonym i czerwonym ludzikiem , bo chyba tylko turyści zwracają na to uwagę
. Czy czerwone czy zielone czy w ogóle nie ma pasów ludzie przechodzą gdzie chcą i większość kierowców nie ma z tym problemu.
A teraz do głównego problemu. Stoję na światłach , czekam na swoją kolej i widzę błędne spojrzenia ludzi , właściwie zapytania w ich oczach czy mogą przejść. Nigdy nie pokazuje , że ich puszczam , bo co jeśli nagle zza mojej drugiej strony coś wyjedzie ? Samochód , rower , hulajnoga ? Wtedy będzie moja wina , no bo motorniczy pokazał , że można iść.
Jedynie co, to wskazuje na światła palcem i tyle. Skoro widać zielone światło dla samochodów jadących prostopadle do mojego kierunku jazdy to raczej logiczne, że ja nie ruszę i mogą przechodzić. Tym sposobem próbuje nauczyć niektórych myślenia i spostrzegawczości. Skutki raczej są marne.
Dodaj komentarz