Kolejna noc w pracy za mną. Znów o 4:13 wsiadły panie „kanarzyce” i czochrały niepokornych jeżdżących bez biletu. Przyszedł pan kupić bilet do mnie. A mogę ulgowy, a może jakiś mam sam nie wiem…i tak dalej marudził. Stałem na przystanku i czekałem czego w końcu sobie zażyczy. W końcu wysypał mi pieniądze na rękę i mówi, że mu 2 grosze braknie. Okazałem się niebywałym chamem i mu nie sprzedałem biletu. Nie raz już dokładałem 10gr, 20gr jak komuś brakło. Ale taki człowiek przychodził i mówił uczciwie a ten od samego początku kombinował. W końcu wyciągnął banknot 50zł. Spojrzałem na niego surowym wzrokiem i oddałem papierek grzecznie informując, że nie mam wydać.
Tuż przed zajezdnią zatrzymałem się na przystanku i przetwornica zgasła. Trudno ocenić jak się jeździ pojedynczym wagonem czy to awaria wozu czy wyłączyli napięcie. Zaraz zadzwoniłem do dyspozytora ale w trakcie rozmowy wszystko wróciło do normy i mogłem spokojnie zjechać.
Miesiąc: grudzień 2007
-
23:03 -> 5:02
-
23:03 -> 5:02
Dziś jestem po nocy i przed nocą. Z wczoraj na dziś przeleciało szybciutko. O godzinie 4:11 wsiadły panie kontrolerki i zaczęły pisać mandaty. Przejechały ze mną do końca czyli do 5:02.
Wstałem po 11 troszkę się ogarnąłem i zaniosłem wypowiedzenie do pracy. Zaniosłem do sekretariatu, porozmawiałem kilka sekund z prezesem i odpowiedź powinienem mieć już za dwa dni. -
5:14 -> 14:17
Mnie nic ciekawego dziś się nie przydarzyło. Ale za to koleżanka Krystyna miała śmieszną sytuację. Wjechała na pętle po 8 zadzwoniła po policję bo jeździła z nią od samego rana pijaczka jakaś. Panowie policjanci weszli, próbowali nawiązać kontakt lecz próby były bez skuteczne. Szanona pseudo pasażerka zaczęła się rzucać na stróżów prawa a oni nie wiele myśląc skuli panienkę bransoletkami z tyłu i zaprowadzili do radiowozu. Widziałem tylko sam koniec akcji. Ogólnie śmiesznie.
-
4:52 -> 14:08
Wczoraj powrót do domu był ciężki a rano trzeba było o 4:00 wstać. Jakiś taki oddech miałem nie świeży. Około godziny 6 podjechali policjanci na pętle i lekko się zląkłem. Podeszli do mnie i……się zapytali czy nie mam przez przypadek jakiegoś pijanego na wozie. Pewnie chcieli sobie punktów nabić bo pijaki to dobry kąsek, mało roboty a statystyki rosną. Około godziny 9 między dwa wozy koleżance jakiś dziadek sie napatoczył ale na szczęście obeszło się tylko na gigantycznym guzie i pogotowie go zabrało. A ja do końca dnia miałem bardzo dobry nastrój.To pewnie te święta już mnie cieszą, bo jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to od świąt będę miał 5 dni wolnego. Taki mój długi weekend