Autor: Tramwajowy

  • Mój pierwszy raz

    Się rozchorowałem. Cały tydzień w domu. Gorączka ponad 39 stopni. Wiadomo, jak chłop w domu chory to już jest koniec świata. I tak było tym razem. Wszyscy mi usługiwali albo tak mi się wydawało, bo byłem w amoku. No i pierwszy raz z tak błahego powodu musiałem zostać w domu. Zawiodłem 😉 ale w końcu nie jestem nie zastąpiony. Po tygodniu nieobecności wróciłem na tory. Jakoś dziwnie się czułem. Tak nerwowo rozkojarzony. Nie pamiętałem czy zatrzymałem się n a przystanku i jaki miałem sygnał na skrzyżowaniu. Po tygodniu pracy wszystko wróciło do normy. Ja po prostu nie mogę mieć za długiej nie planowanej przerwy.

  • Z lokalnego podwórka

    Po wizycie w motherlandzie miałem na następny dzień mieć trening lub przypomnienie jak się sczepia/spina tramwaje na linii zielonej. Jako, ze wozy są inne czytaj nowsze to i technika łącznia ich jest troszkę inna (podobno). Jeszcze niedawno nikt z nas nie umiał, nie został przeszkolony z tej czynności konkretnie na Citadisach 402, które występują tylko i wyłącznie na linii zielonej. Co dzień było zaplanowane szkolenie dla kilku motorniczych. Po około tygodniu okazało się, że cos jest nie tak i podczas pchania – holowania wypadają czasem spinki które trzymają sprzęg. Mój dzień treningu został odwołany. Szkolenie zostanie wznowione niebawem.
    Dodam jeszcze, że do prawidłowego połączenia wymagany jest młotek (na zdjęci poniżej) który podobno kosztuje 300€. Chyba ktoś przesadził z zakupami. Taki można by za 50zł kupić w każdym sklepie z narzędziami.

    mlotek

  • Veni, vidi

    Tylko kilka godzin spędziłem w Częstochowie. Wizyta była nie zapowiedziana więc nie było malowania trawy na zielono, przyklejania liści na drzewach. Nawet śnieg nie został uprzątnięty. Nie miałem też czasu odwiedzić zakładów pracy ani szkół z wizytą. Nie zakłóciłem też pracy na częstochowskich porodówkach, gdzie matki nadają swoim pociechom imiona na moją cześć.  Ale w końcu znalazłem czas przejechać się Twistem czyli częstochowską pesą.  Wrażenia ogólnie słabe.

    Na pulpicie ładny, kolorowy ekran  a na nim stanowczo za dużo informacji dlaa motorniczego. Po co komu informacja jaka jest temperatura poszczególnego silnika albo jaki jest nacisk na wózek. Straszne rozbudowane menu a, gdy pasażer pociągnie hamulec awaryjny to pojawia się tylko jeden czerwony piksel i brak jakiegokolwiek sygnału dźwiękowego.

    Kamery zamiast lusterek, fajna sprawa. W Citadisach też jest takie rozwiązanie.  Ale u nas ten obraz jest naprawdę na żywo a w Pesie ma lekkie dwu sekundowe opóźnienie, obraz bardzo „klatkowy”  a na każdym monitorze pokazywana jest prędkość odczytu lub zapisu od 4kB/s przez 14kB/s do 20kB/s. Dziwne to rozwiązanie.

    Rozruch też dziwny moim zdaniem. Żeby wóz zaczął ruszać należy wajchę,joystick lub jak kto woli mastercontroler pchnąć maksymalnie do końca. Czas reakcji wydłużony a gdy chcemy podjechać tylko metr lub nagle zahamować zaraz po ruszeniu to niestety trwa to czasem o kilka sekund za długo. W Citadisach zaraz po lekkim kilkumilimetrowym przesunięciu w/w sprzętu do przodu tramwaj zaczyna ruszać. Dwa czuwaki, dobra sprawa. Ale zasadniczo ten „ręczny” nie do używania. Za mocno trzeba go dociskać i bardzo nie praktyczny podczas jazdy. Pedał lub jak wolą inni gej na podłodze, mały ale spełnia swoje zadanie.

    Mimo, że trasa była budowana pod wymiar Twista to niestety tramwaje te nie mogą wjechać na pętlę wewnętrzna na Rakowie, ponieważ zahaczą prawym bokiem o przystanek.

    Sygnalizacja pozostawia wiele do życzenia. Czemu nikt nie wpadł na pomysł całkowitego pierwszeństwa na skrzyżowaniach dla tramwajów? Czemu nie ma przycisku na pulpicie który załącza światła, tylko trzeba podjechać pod sygnalizator i czekać na swoją kolej? Najbardziej dziwny przystanek to „Sezam” w kierunku miasta. Tramwaj musi odjechać z przystanku na około 2 metry, żeby oczekiwać na zezwolenie do przejazdu przez skrzyżowanie. A ludzie się denerwują i wyzywają motorniczych od najgorszych, że ich wpuścić nie chce.

    Są też dobre strony 😉 chociażby przerwy na pętli które trwają co najmniej 15 minut. Wynikło to oczywiście przez przypadek, gdy okazało się, że podstacja nie potrafi „udźwignąć” tylu składów na raz i się przepala. W związku z tym wydłużono czas pomiędzy tramwajami lub jak kto woli tramwaje kursują rzadziej niż powinny z powodu niewiedzy któregoś z inżynierów a motorniczowie mogą porządnie wypocząć na pętli.

    Po kilku godzinach wróciłem.

  • No i w pizdu wylądował…….

    Zawsze zastanawiałem się jak to będzie. Ten pierwszy raz. Czy będę podekscytowany czy raczej spokojny, czy adrenalina weźmie górę czy panika mnie zamroczy? Tuż po godzinie 13 na ulicy Queen Street van uderzył w mój tramwaj. Przejeżdżałem na „zielonym – pionowym” a on się wyrwał jako jedyny. Patrzałem jak uderza, lekko zwolniłem, żeby nie narażać pasażerów na przewrócenie się przy gwałtownym hamowaniu. Pewnie zagapił się na następny sygnalizator świetlny, oddalony jakieś 40 metrów który „obsługiwał” już następne skrzyżowanie. No i uderzył w wózek. Zniszczenia małe, bo prędkość była niewielka. Zapytałem pasażerów czy wszystko OK. Nikt nie zgłosił żadnych szkód. Przez radio brzmiałem tak jak sobie to wyobrażałem. Zazwyczaj kierowcy krzyczą : „Emergency,emergency” i później próbują opisać co się stało.  Jedni są spokojni i robią tak jak ja inni nie mogą wykrztusić słowa.  Najpierw zgłosiłem numer wozu, dyspozytor zapytał o co chodzi a wtedy odpowiedziałem, że to będzie rozmowa (awaryjna) emergency. Wtedy zasadniczo nikt nie powinien używać radia przez moment chyba, że to „emergency”.

    W trzech słowach opisałem zdarzenie, małe zniszczenia, brak rannych, kierowca pojazdu obcego OK. Opóźnienia na trasie były niewielkie. Wszystko trwało może 5 minut.    Spisałem jego dane i pojechał. Mój tram zabrał jeden z Team Lederów który znajdował się jakimś cudem w okolicy a ja jako pasażer wróciłem do zajezdni.  Nawet zdjęcia nie wrzucam bo nic prawie na nim nie widać.

     

    Update:

    zdjęcie na FB na profilu tramwajowy.pl

    Także mój pierwszy raz w Irlandii już zaliczony.

    Wyświetl większą mapę