Autor: Tramwajowy

  • Safety

    I jak co miesiąc safety bjuletyn za miesiąc czerwiec ;). W razie pytań pytać ;p
    safety jun

  • Dyspozytor

    Jak już obiecywałem wcześniej po remoncie pomieszczenia dyspozytora wrzucę kilka fotek.  Jeśli chodzi o nas, motorniczych to stwierdziliśmy, że ergonomia się pogorszyła. Okienko do podpisywania się za małe i każdy wali głową o krawędź. Stanowisko linii zielonej bliżej okienka niż stanowisko dyspozytora linii czerwonej. Przypomnę, że dyspozytor obu linii znajduje się na czerwonej i tylko kierowcy z tej linii podpisują się. Linia zielona załatwiana jest na telefon lub radio 😉

    Dostali teraz fajne plazmy zamiast zwykłych monitorów CRT więc i obraz jest wyraźniejszy i mogę lepiej obserwować….nas zamiast pasażerów, czy przypadkiem nie popełniamy jakiegoś błędu.

    dyspozytor1

    dyspozytor

  • Nadgorliwy

    Jechał sobie driver swoim tramwajem, zatrzymał się na przystanku, otworzył drzwi. Wtem spostrzegł jakiegoś mężczyznę który usiłuje wejść do tramwaju z psem. Jak wiadomo, zwierzęta są zabronione w Luasie. Wyjątkiem są psy przewodnicy i małe zwierzątka zamknięte w klatkach na czas transportu.  No i pan wsiadł a driver do dyspozytora zwrócił się z zapytaniem czy można przewozić duże psy. Ten zgodnie z formułką odpowiedział, że nie wolno. Kierowca włączył mikrofon i powiedział, że szanowny pasażer musi opuścić pojazd, bo w przeciwnym wypadku zostanie wezwana policja a tramwaj nie jedzie dalej.  Podobno powtórzył to dwa razy i ruszył. Dlaczego ruszył? tego nie wiem i dyspozytor był zdziwiony również, że tram odjechał z przystanku a gość nie wysiadł. Okazało się, że był to niewidomy mężczyzna z psem przewodnikiem właśnie o ile się nie mylę to jakiś prawnik lub zbliżony do tych kręgów. Widuję tego gościa w okolicy sądów w specyficznym stroju dlatego śmiem tak twierdzić. Przez radio kierowca poinformował dyspozytora a i przy okazji nas wszystkich, że był to niewidomy i poprosił o jego numer służbowy. A co dalej będzie? To się okaże 😉 na pewno nic strasznego ale wstydu się chłopak najadł co nie miara.

  • Pełnia czy co?!

    Jak to bywa w piątek zawsze jest tłoczno. Ledwo rozpocząłem zmianę a już coś się działo. Dojeżdżałem do Heuston, zjeżdżając ze Stephens lane i nagle bam, brak napięcia, brak hamulców a na skrzyżowaniu tuż przede mną auta. Fakt, światło było po mojej myśli ale tak walić prosto w auta? Pociągnąłem mocniej joystick ale brak reakcji a skrzyżowanie tuż tuż.  Bez kozery i na jednym wdechu ośmielę się powiedzieć, że doświadczenie nie pozwoliło mi spanikować. Nacisnąłem przycisk hamulca szynowego, wóz zwolnił, napięcie wróciło ale i tak musiałem zatrzymać się na samym środku skrzyżowania, gdyż ponieważ szanowny pan ksiądz nie umiał znaleźć biegu „rakieta” znaczy się wstecznego. Pomachał do mnie i jak zwolniło się miejsce przed nim po prostu pojechał do przodu.

    Ruszyłem z The Point a w radiu słychać, że jakiś szanowny menel upadł na przystanku i będzie wzywany ambulans itd. Zdążyłem dojechać do Busaras. I tu zatrzymałem się na siedem minut. Wszystko za mną było opóźnione. Przeprosiłem moich szanownych pasażerów i pasożytów za opóźnienie i tak sobie czekaliśmy.

    Po dwudziestej, po mojej pierwszej przerwie ruszyłem do city. Na Suir road szanowna młodzież w liczbie nie mniejszej niż 80 bawiła się, spożywała alkohol itd a wszystko na torach tramwajowych lub w pobliżu.

    Po mojej drugiej przerwie znów ruszyłem do centrum. Na przed ostatnim przystanku czyli na Spencer Dock jakaś pani zaczęła stukać do mych drzwi z żądaniem otwarcia ich. Nawet jak by to była królowa to bym ich nie otworzył podczas jazdy no chyba, że to jeden z kolegów idzie z kawą.  Zatrzymałem się, otworzyłem drzwi i ta zaczęła nadawać.  Że z tyłu jest dziewczyna, że jest pod wpływem czegoś i żeby się z kimś skontaktować i żebym jechał ostrożnie bo może się przewrócić albo zwymiotować, i że Ona jest prawnikiem i by zadzwoniła na Garde ale nie wzięła telefonu ble ble ble.  Grzecznie poinformowałem, że zajmę się tym jak tylko dojedziemy do końca. W The Point było dwóch CSO czyli kontrolerzy biletów vel. kanar.  Naświetliłem im sytuację, oni zadzwonili do CCR (dyspozytor) a ten zawiadomił Garde (Policja). Nadjechały dwa radiowozy. Zadzwonili po matkę dziewczyny, ta tez przyjechała po jakimś czasie z gromadką dzieci i powiedziała, że jej nie odbierze. Przyjechał ambulans ponieważ laseczka w pewnym momencie miała odlot. Załoga pogotowia tez jej nie zabrała. Najlepszym wyjście było by wrzucić ja do morza które oddalone jest o kilkadziesiąt metrów od przystanku i jednego narkomana byśmy mieli mniej. W końcu panowie z Gardy zlitowali się i ja zabrali gdzieś….nie wiem gdzie.

    A na Bluebel podpalili samochód….heheh. Taki to piątek.A pełnia za kilkanaście dni dopiero.