wypoczynek 😉
A to pulpit
wypoczynek 😉
A to pulpit
I tak rozpocząłem dzisiejszy dzień. Przyjechałem troszkę wcześniej, bo musiałem odebrać uniform. Ogólnie wszystko OK tylko buty za duże, sweter za duży, spodnie za długie a najważniejsze to to, że krawata nie trzeba wiązać bo jest na zapinkę. Na początek zrobiliśmy jedno kółko, później przerwa. Po 30 minutach zrobiliśmy 3 kółeczka później znów przerwa na 30 minut i na koniec znów 3 kółeczka i do domu. Było całkiem nieźle, raczej bez stresu 😉 patron całkiem fajny gość 😉 Także linię zielona mam już za sobą. Jutro linia czerwona, tam będzie co robić 😉
Żona właśnie poleciała do domu, nie wiem kiedy znów zajrzy na chwilkę bo cena biletów przeraża mnie. Mam nadzieję, że tak jak planowaliśmy w okolicach września przybędą tutaj już razem na stałe moje panienki.
A w pracy…..no cóż skończyło się. Kurs dziś rano przed godziną 4:00 gdy wrócilismy na zajezdnię po udanynm spinaniu dwóch tramwajów na dość stromym podjeżdzie skończył się szczęśliwie dla nas. Na samym początku myślałem, że to będzie najtrudniejsze ale jednak się myliłem. Teraz zaczną się dopiero schody. Już nie będzie instruktora z boku tylko patron, już z tyłu nie będzie kolegów tylko pasażerowie, już nie będzie godzinnej przerwy na końcu trasy tylko 5 minut i odjazd. Tak po ciuchu to już się nie mogę doczekać ale zawsze mam jakieś obawy. Jutro o godzinie 11:21 rozpoczynam pierwszą służbę w pełni oficjalną na linii zielonej
Bilet do Irlandii w jedną stronę 220zł, Suzuki Katana R która co dzień dzielnie wiezie mnie do pracy 1295euro, wożenie pasażerów po Dublińskich torach Luasem BEZCENNE.
Tak, to właśnie piątek był tym dniem kiedy to po raz pierwszy mogliśmy pojeździć w kabinie zabierając na pokład wszystkich z przystanków. Wcale się nie pchałem jako pierwszy, bo i tak sie później najeżdżę 😉 Dwóch z nas było troszkę zestresowanych a Philip nawet zapomniał otworzyć drzwi na przystanku i tak czekaliśmy kilka sekund aż mu instruktor przypomniał. Siadłem ostatni, szybko ustawiłem sobie fotel, rozłożyłem sie wygodnie i jazda. Może lekkie podniecenie ale nie stres. Stwierdziłem, że nie warto się stresować i denerwować bo wtedy wszystko wychodzi źle. Czyżbym zgrywał bohatera? Nie, chyba nie, przynajmniej tak mi się wydaje. Od jakiegoś czasu mam bardzo luźną filozofię życia, żeby właśnie się nie denerwować bo i po co. Efektem nerwów są wrzody na żołądku a tego wcale nie chcę mieć