Kategoria: W Irlandii

  • Piątek trzynastego…

    …wypadł czternastego w sobotę. W piątek cisza i spokój, może dla tego, że byłem na zielonej a tam rzadko coś się dzieje. Ale jak już się stanie to nie ma zlituj.  W sobotę od 11 do 20 spędziłem na ulubionej linii czerwonej. Na dzień dobry byłe świadkiem kolizji. No może nie ja ale mój tramwaj na pewno i monitoring z wewnątrz zapisał stłuczkę. Jedne najechał na drugiego. Może była to taki akt seksualny samochodów w walentynki ;). Stali tam co najmniej godzinę. Może za jakiś czas się okaże, że coś nowego się wykluło z tego ;). Drugą kolizję zauważyłem w centrum na Capel Street. Taksówkarz próbował zaparkować i przejeżdżał bardzo blisko innego samochodu w którym kierowcy nie było.  Może rozkojarzony, może zapatrzony ale niestety nie uważny bo hałasu narobił co niemiara. Mam nadzieję, że się przyznał właścicielowi uszkodzonego auta i przynajmniej został swój numer telefonu za wycieraczką. No i trzecia kolizja na Suir Road, też nie groźna, lekkie puknięcie. Żadnego zdarzenia nie zgłaszałem do dyspozytora no bo i po co. Nie dotyczyło to nas więc dałem sobie spokój.

    Gdy już się ściemniło, wypełzły ze swoich siedlisk wszelkie zmory i mary nocne. Zaczęły dziać się czary mary i inne cuda…..eee…to nie ta opowieść.

    Na przystanku Redcow tuż przy zajezdni tramwajowej kierowca zgłosił, że jedna z pasażerek ma atak padaczki. Dyspozytor się zapytał czy wezwać pogotowie, bo przy padaczce nie jest to konieczne. Podobno osoba była w dość poważnym stanie i pogotowie zostało wezwane. Żeby nie blokować ruchu na torach, tramwaj zjechał do zajezdni z osobą oczekująca pomocy a reszta pasażerów została na przystanku.

    Kilka minut później inny motorniczy poinformował, że widzi dym w przedziale pasażerskim i czuje smród spalenizny. Zdarzenie też miało miejsce tuż przy zajezdni na Redcow. Wysiadł z kabiny, ocenił zniszczenia. Okazało się, że to prawdopodobnie była torba papierowa, bo zasadniczo już jej nie było, gdyż była spalona. Tramwaj zjechał, nikt nie ucierpiał.

    I to by było prawie na tyle, gdyby nie jeszcze jedno małe zdarzenie na trasie. Motorniczy zgłosił przez radio, że jeden z pasażerów podobno przeciął sobie rękę  aluminiową puszką pozostawiona na siedzeniu. Puszkę wyrzucił a zdarzenie zgłosił ów motorniczemu. Prawdopodobnie będzie chciał uzyskać odszkodowanie. Czy mu się uda, to się okażę. W każdym bądź razie sprawa została zgłoszona, monitoring będzie przejrzany.

     

  • Wymagający pasażer

    Na przystanku Saggart podeszła do mnie starsza pani i zapytała:

    -Czy nie można by tak zsynchronizować autobusów i tramwajów, żeby ona mogła szybciej dojechać do szpitala? Co dzień jedzie Dublin Busem nr 76, idzie 10 minut do przystanku tramwajowego i kolejny dzień z rzędu tramwaj ucieka jej z przed nosa.

    Grzecznie zasugerowałem, żeby trochę zwolniła kroku jutro i spokojnie dojdzie na następny tramwaj.

    Jak wiadomo autobusy i tramwaje to zupełnie dwie oddzielne firmy (pomimo tego mają wspólny bilet) i nie da się aż tak dobrze dograć rozkładów jazdy. Tramwaje kursują bardzo regularnie a autobusy niestety już nie. Często zależy to od samego kierowcy ale też innych czynników zewnętrznych jak światła, warunki atmosferyczne, ilość pasażerów i wiele wiele innych. Nie chciałem pani uświadamiać jak wielkim przedsięwzięciem jest zmiana rozkładu jazdy. I mogę zagwarantować, że nikt jej nie posłucha, no może posłucha ale nie dostosuje rozkładu dla szanownej pani co jeździ do szpitala w odwiedziny czy na rehabilitację przez miesiąc.

  • Uraz po kolizji

    Jak wspomniałem na profilu Facebook’owym, kolizja ma ciąg dalszy a właściwie jej następstwa. W sobotę po zdarzeniu udałem się do domu. Wieczorem zalałem smutki, niedziele również miałem wolną. W poniedziałek wróciłem jeździć ale okazało się, że pojawił się ból pleców. Nie na tyle silny, żeby iść do domu (a taka propozycja padła) ale dość dokuczliwy. Stwierdziłem, że przyczyna to uderzenie Focusa w bok tramwaju. Tak też doniosłem do działu personalnego. Natychmiast  szef zadzwonił do lekarza zakładowego i umówił mnie na piątkową wizytę. Legalnie otrzymałem kolejny dzień wolny a badanie przebiegło w miarę sprawnie. Doktór 😉 popukał tu i tam, kazał chodzić na piętach i palcach na przemian i wysłał do domu z zaleceniem fizjoterapii. Dziś zadzwoniła do mnie prze miła pani i zaprosiła na seans leczniczy sponsorowany przez zakład pracy 😀

  • Kolizja

    20150131_083128No i się doigrał. Sobota, ósma trzydzieści rano, ruch nie wielki. Dopiero co się obudziłem 😉  Wypoczęty jak zwykle sunąłem po szynach maszyną. Tramwaj przede mną wypadł z kursu, z powodu sprzeczki dwóch byłych kochanków płci odmiennej, którzy dość mocno się pobili i pozostawili mnóstwo krwi na pokładzie.  Musiałem krótką chwilę poczekać na przystanku poprzednim, na Jervis, bo pasażerowie wysiadali bardzo powoli. No i w końcu ruszyłem. Pierwsze światła, zielone (znaczy się pionowe), dojeżdżam do drugich (Capel Street) też pionowo zielone. Ułamek sekundy, patrzę w prawo a tu zbliża się srebrny Ford Fokus. Zbliża się stanowczo za szybko, żeby się zatrzymać. W tym samym momencie pomyślałem, że to Gardai (policja) i że pędzą do jakiegoś zdarzenia. Kolejny ułamek sekundy uzmysłowił mi, że to jednak zwykły użytkownik drogi który się zagapił. I BUM, uderzenie w bok, coś było czuć, lekki wstrząs ale szyby się nie potłukły.  Trochę spięty zgłosiłem sprawę przez radio standardowym komunikatem:

    Emergency call, RTA (road trafic accident) na skrzyżowaniu A35 outbound (z wyjeżdżając  z miasta), obie linie zablokowane, nie potrzeba wyłączać prądu. Czy potrzebne są służby medyczne poinformuję za chwilę.

    Dyspozytor odpowiedział, że przyjął, następnie nakazał następnemu za mną zatrzymać się przystanek wcześniej i cierpliwie czekał.

    Otworzyłem drzwi od kabiny, zapytałem pasażerów czy ktoś potrzebuje pomocy medycznej. Nie było chętnych więc wysiadłem i udałem się do kierowcy Forda. Jego też profilaktycznie zapytałem czy jest OK, on zapytał mnie czy wszystko dobrze i oboje stwierdziliśmy, że to tylko trochę złomu i na szczęście nikomu nic się nie stało.

    Na miejscu natychmiast pojawiła się Garda, ponieważ dopiero co odjechali z poprzedniego zdarzenia na przystanku następnym, gdzie para okładała się pięściami. Krótka historia co się wydarzyło, spisali dane, oboje dmuchnęliśmy w alkomat. W obu wypadkach wykazało zero. Samochód został odholowany a ja tramwajem wróciłem do zajezdni. Po czasie stwierdzam, że powinienem go tam zostawić, żeby ktoś inny już prowadził lub powinienem odstawić go tylko na Heuston na tor boczny. Niestety człowiek pod wpływem adrenaliny inaczej postrzega świat i może wydarzyć się kolejny wypadek.

    Na szczęście wróciłem do bazy cały, czekał już na mnie mój przełożony. Krótka rozmowa, stwierdził, że dziś już do pracy nie wracam. Ja dodałem, że w niedzielę też nie przyjdę. Nie było z tym żadnego problemu. Należy się pozbyć stresu, żeby wrócić do pracy wypoczętym.

    20150131_083513