Kategoria: W Irlandii

  • Familo

    Zakupy? To nie dla mnie…

    Niewiele mam wolnego czasu. Choć każdego dnia mijam setki sklepów, czasu na prywatne zakupy już mi nie starcza. Nie jestem też wielkim miłośnikiem zakupów – brak mi cierpliwości, męczy mnie też tłok w sklepach i to całe zakupowe szaleństwo, któremu tak łatwo ulegają inni. Nie działają na mnie ani kolorowe szyldy reklamowe, ani wielkie napisy typu: „Wyjątkowa promocja”. W tej dziedzinie chyba zawsze byłem sceptykiem. Co jak co, ale fanem sklepów raczej już nie zostanę. Tym bardziej, że po całym dniu spędzonym w towarzystwie ludzkich mas odczuwam zbyt wielkie zmęczenie, aby znosić pobyt z gwarnym sklepie. Wolę iść do domu i rozłożyć się na fotelu przed telewizorem lub spokojnie posiedzieć przed komputerem. Wolę robić cokolwiek, byle tylko w ciszy i spokoju, którego w miejscowych sklepach zdecydowanie brak.
    Może zacznę robić zakupy przez Internet? Wszak znajomi już dawno zafascynowali się taką formą zakupów, a rozmawiając z nimi ciągle słyszę ich zachwyty nad nowymi pasażami online czy supermarketami, które pozwalają zamówić wybrane produkty prosto do domu. Ciągle mówią mi o tym, jak to dzięki Familio mogą oszczędzać i czas, i pieniądze. Kto wie, może się skuszę i zostanę jednym z wielu klientów takich nowoczesnych sklepów?
    Sprawa godna przemyślenia. Generalnie jestem fanem rozwiązań ułatwiających życie, zaś robienie zakupów w biegu i męczenie się z ciężkimi torbami pełnymi zakupów kompletnie mi nie odpowiada. Żal mi tych pasażerów, którzy na przystankach wyczekują na tramwaj, a następnie, obładowani siatkami i torbami, usiłują zająć w nim wygodne miejsce. W czasie jazdy zaś wymieniają się poglądami na temat sklepów, opowiadają o tym, co i za ile kupili… Nuda. Po przejechaniu kilku przystanków podejmują kolejną walkę – tym razem o przebicie się do wyjścia wraz ze swymi nowymi nabytkami. A później jeszcze czeka ich droga do domów, wnoszenie zakupów pod schody – i tak praktycznie każdego dnia. Może faktycznie poszukam dla siebie wygodniejszego rozwiązania? Bo takie zakupy to nie dla mnie…

  • Wojna w Irlandii

    W niedziele popołudniem w Dublinie miał miejsce protest lub marsz lub jak kto to nazwie. Po jednej stronie Palestyna, po drugiej Izrael a tramwaje kursowały po ziemi niczyjej. Niestety nie zdążyłem dojechać, żeby zrobić kilka fotek lub jakieś wideo  nagrać. U dyspozytora patrzałem na żywo na podgląd z kamer ale niestety nie mogłem dostać zapisu, gdyż było by to nielegalne.  Jedynie co to możecie pooglądać sobie zdjęcia foto reportera.

    http://www.demotix.com/news/1633771/pro-israeli-and-pro-palestinian-protests-staged-dublin/all-media

  • Mniej słów, mniej głupstw

    Dawno żadnego video nie było, więc proszę bardzo.  Deszczowa pora, ruszam z Jervis, na O’Connell jak zwykle trochę ludzi przebiega, później Abbey Street. Tuż przed wiaduktem „darta” znów dwójka w pośpiechu i na koniec Busaras.

  • Odpowiedź

    Mało chętnych brało udział w zabawie. Trudno, nagroda główna przypada do Krzycha. Betonowy odlew mojej ręki, żebyś mógł ją uściskać wyślę kurierem na twój koszt 😉

    A co do obrazków to zasadniczo wszystkie oprócz jednego są normalne. Nie jeść, nie palić, nie wolno psów z wyjątkiem psów przewodników, brak rowerów, do teczki wrócimy za chwilę,gość ze słuchawkami to zakaz słuchania głośno muzyki (też dziwne), no i monitoring działa na pokładzie tramwaju.

    Teczka przekreślona moi mili to znak informujący „uwaga na kieszonkowców”  Mnie bardziej kojarzy się to z „nie wnosić bomb na pokład” lub „tramwaj nie dla biznesmenów”. Muszę wymyślić jakieś nowe logo i podsunąć im pomysł.

    A co do stosowania się towarzystwa do powyższych znaków to też inna historia. Dopóki krew się nie leje po drzwiach od mojej kabiny, raczej rzadko reaguję 😉