To uczucie kiedy dobiega koniec służby, właśnie kończy się miły cichy i spokojny dzień, lecisz sobie tramwajem 70km/h wydzielonym torowiskiem, po środku wygłuszająca trawa, po bokach ściany obrośnięte bluszczem , tuż przed zakrętem krzaki i lekki łuk w lewo, jeszcze nie zwalniasz, bo nie ma takiej potrzeby aż tu nagle widzisz jakiegoś emeryta o kuli który stoi na środku torowiska a tuż obok jego partnerka robi mu zdjęcie . I już wiesz, że to może być jego koniec i ciągniesz za hamulec , mocniej , tramwaj zaczyna powoli zwalniać, odległość staje się coraz krótsza, pojawiają się pierwsze krople potu na czole dłoń też już mokra coraz mocniej zaciska się na hamulcu, powoli zaczynają wychodzić żyły na knykciach ale wiesz, że to nic nie da. Prawa ręka jednocześnie naciska dzwonek i trąbkę.
Już otwierasz usta do panicznego cichego krzyku, wtedy lewa ręką przesuwa się maksymalnie do tyłu, hamowanie awaryjne, tramwaj dalej sumie. W końcu to ponad 40ton, tarcie bardzo słabe, przecież to metal trze o metal a nie guma o asfalt. I nagle dziadek robi krok w bok i w ostatniej pierdylnej mili mikro nano sekundzie odsuwa się a Ty zatrzymujesz się tuż obok niego patrzysz bezsilnie a jego towarzyszka macha do Ciebie z uśmiechem na twarzy.
Gdyby tylko wtedy kosili trawę lub spadło by pięć kropel pierwszego deszcz jeszcze szybciej sunął bym po szynach na zablokowanych już kołach. Wtedy nie było by ratunku, nie było by uśmiechu. Jedynie co to pozostało by pani w telefonie ostatnie zdjęcie prawdopodobnie męża.
Over and out
Powrót jutro rano o 6:00 😉
Tramwajowy.pl
-
Split second
-
Śmierć na torach
W czwartek miał miejsce śmiertelny wypadek na odcinku pomiędzy Cookstown a Hospital. Niestety starsza pani po 70 weszła wprost pod nadjeżdżający z naprzeciwka tramwaj. Kiedy wóz z prawej przejechał , nie rozejrzała się i wtedy doszło do uderzenia.
Nie miała żadnych szans na przeżycie przy zderzeniu z pojazdem o masie ponad 40 ton pędzącym z prędkością 70km/h.
Pamiętam jak instruktor nauki jazdy w Katowicach, który mnie szkolił ( pan Piotr Michalski którego pozdrawiam) zawsze powtarzał : „Śmierć za wozem” , zawsze spodziewaj się, że ktoś wyjdzie zza tramwaju który cię mija.
Najgorsze jest to, że prowadzący tramwaj jeszcze nie jest nawet motorniczym w pełnym znaczeniu. Właśnie rozpoczął kurs i to był jego pierwszy tydzień jazdy z patronem. Zaledwie kilka dni w kabinie. Być może, że doświadczenie prowadzącego uratowało by życie kobiecie ale to tylko domysły. Dodam, że w nocy sam przejeżdżam to miejsce z duszą na ramieniu, bo jest w ogóle nie oświetlone. Dużo dzwonków i długie światła. Jedynie tyle można zrobić, żeby kogoś ustrzec.Ciekawe czy po takim zdarzeniu będzie jeszcze miał siłę i ochotę wrócić do pracy.
Mamy tragedie co najmniej trzech rodzin. Ofiary i dwóch pracowników, którzy prowadzili tramwaj. Piętno śmierci do końca życia pozostawi ślad na ich psychice.
-
Nie to nie
Planowo miałem ruszyć o 23:03 z Saggart już bez ludzi do zajezdni. Na przystanku pojawił się jeden maruder. A co mi tam – pomyślałem. Zabiorę gościa, pewnie wraca z pracy, niedziela wieczór, już prawie nic nie jeździ. Podjechałem na przystanek, załączyłem „gorący” guzik, żeby klient sam mógł sobie drzwi otworzyć. Czekam. Sygnał do odjazdu…”Bing Bing Bing”…gość dalej siedzi na ławce. Ruszyłem. Dwie sekundy później on zerwał się z ławki i zaczął mnie gonić. Nie zdążył. No trudno, chciałem dobrze a i tak już miałem bez ludzi wracać.
Na następnym przystanku zobaczyłem dwóch gości. O, może oni będą chcieli jechać. Zatrzymałem się, znów gorący guzik. Żadnej reakcji z ich strony. Nie to nie, dobranoc. Coś tam gestykulowali w oddali.
Człowiek chce dobrze a ludzie tego nie doceniają i jeszcze narzekają.
Dobranoc. -
Wyskoczył z butów
Ktoś przez radio zawiadomił, że właśnie miał miejsce wypadek tuż przed nim. Dyspozytor zaczął wywoływać tramwaj który podobno został uderzony. Nikt się nie odzywał.
Dopiero po chwili kolega przez radio powiedział, że miał miejsce wypadek a on spadł z fotela. Sił uderzenia była tak duża , bo samochód pędził jak szalony. Kierowca samochodu osobowego uciekł z miejsca zdarzenia co oznacza że był pod wpływem lub pojazd był skradziony.
Mnie się udało. Cała sytuacja zastała mnie jeszcze przed zjazdem do zajezdni a został mi kurs do Tallaght. Szybko licząc zarobiłem extra 40 minut. Gdy już mój tramwaj tankował piach, zadzwonił dyspozytor na mój telefon. Zapytał się czy bym nie zrobił jeszcze trasy do miasta i z powrotem, bo ostatni kurs właśnie wypadł ( ten uderzony). Oczywiście była to prośba bez nacisku ;). Miał chłop szczęście. Ostatnią kawę wypiłem niedawno i jeszcze buzowałem energią więc się zgodziłem. Krótkie nadgodziny no i przysługa którą będą mi winni 😉
Oczywiście za tym tramwajem ustawiła się kolejka wozów, które jechały już w kierunku zajezdni. Każdy już kończył swoją zmianę a tu taki klops. Obeszło się bez ofiar, oprócz motorniczego, który był w szoku. Pasażerów było tylko kilku, bo i pora była późna.