Brak weny do pisania. Tak jeździłem wczoraj i myślałem kiedy mi się ta praca znudzi. A tak poza tym to strasznie mnie drażnią ci ludzie tutaj. Tutaj mieszkają sami kretyni. Biegnie facet na tramwaj,machał nawet ręką żebym czekał, a że wsiadało dużo ludzi to pomyślałem, że poczekam. A on biegł, biegł i stanął w kolejce po bilet na przystanku. A już nie wspomnę o rowerzystach jeżdżących pod prąd i pieszych którzy nie uznają czerwonego światła.
Tramwajowy.pl
-
16:18 -> 23:40
Środa przeminęła bez śniegu. Wszysko już stopniało. Nic nadzwyczajnego się nie działo. Jakiś tramwaj się popsuł ale zjechał sam na zajezdnię.
-
To już rok
No i wytrzymałem. To właśnie dziś mija dokładnie rok jak samolot linii Centralwings osiadł na płycie lotniska w Dublinie. Ale przed tym ile się jeszcze działo.
Miałem wiele spotkań->pożegnalnych 😉 na których było zawsze ciekawie. Ale dwa czy trzy dni przed samym odlotem były straszne. Nie umiałem znaleźć sobie miejsca, chodziłem jakiś smutny, poddenerwowany, struty. W końcu żona i córka zostają a ja na emigrację.
Dzień odlotu był smutny. Pewnie dla większości. Startowałem z łezką w oku. Wylądowałem pełen nadziei. Mama odebrała mnie z lotniska i pognaliśmy do domu. Plan już miałem ułożony co gdzie i jak.
Zaraz na następny dzień udałem się do Luas’a. Z wielką pewnością, bom przecież młody i z doświadczeniem to mnie przyjmą od razu. A tu po krótkiej rozmowie z Kasią mój świat się załamał. Poinformowała mnie, że trzeba będzie trochę poczekać, że właśnie się kurs zaczął i że w ogóle nie tak łatwo. Kilka dni później przyleciał mój brat z Anglii. Też miał tam pracować i coś nie wyszło.
No i zaczęła się nasza wędrówka. Co dzień na chodziliśmy do miasta, żeby zaoszczędzić na biletach były to wędrówki piesze, kupowaliśmy w Tesco bagietki i pasztet „z kogucikiem” żeby tanio coś przekąsić. I w wolnych chwilach wygrzewaliśmy się w lutowym słońcu nad rzeką. Co dzień byliśmy z wizytą w FAS -> urząd pracy. Wysyłałem CV ale to nic nie dawało. Tu ktoś powiedział spróbuj w tej agencji to poszliśmy…..do tej pory nie dzwonili 😉 Tu ktoś szepnął, może na lotnisku. A może jakaś budowa. A ze mnie budowniczy jak z koziej dupy trąbka. I tak przeleciał cały miesiąc.
W między czasie miliony myśli przelatywały przez głowę. Jak radzą sobie dziewczyny, czy to warto było przecież jakoś sobie radziliśmy, a co będzie jak skończy się kasa mnie i dziewczynom w Polsce? Twardy byłem. Co niektórzy w Polsce ze zdziwieniem pytali się mojej małżonki : To On jeszcze nie pracuje?! A co wy myślicie, że tu łapanka na ulicy była żeby ludzi do pracy zaciągnąć? No i w końcu udało się. Fakt że McDonald’s ale od czegoś trzeba zacząć. Nie było tragedii ale depresja narastała. Już miałem plan. Do wakacji, zacisnąć pasa, odłożyć trochę euraków i „na tarczy” wrócić do ojczyzny.
Ale jak już wiecie i widzicie wszystko potoczyło się odpowiednim torem. I oto jesteśmy tutaj razem. Wiele osób wraca. Szczególnie budowlańców. Mieszkań pełno, większość z nich pusta. Ale osobiście uważam, że lepiej przeżyć kryzys w Irlandii niż dobrobyt w Polsce. Może i nadejdzie taki czas, że będziemy wracać z podkulonym ogonem do kraju. Ale na dzień dzisiejszy jestem zadowolony z pracy, z rodziny, z życia tutaj. Poznajemy coraz więcej znajomych i życie się toczy. Może troszkę się zachłysnąłem dobrobytem. Ale sądzę, że żyje się tutaj trochę lżej.Weekend czas rozpocząć
-
7:36 -> 16:24
W czwartek było całkiem milo ale i niebezpiecznie. Podjechałem na przystanek otworzyłem drzwi i usnąłem. Nie wiem ile to trwało ale na pewno nie dłużej niż minute. Po prostu urwał mi się film. Od tego momentu bylem rześki jak nigdy. Na półtoragodzinnej przerwie za to się wyspałem, znaczy rozsiadłem się wygodnie i uciąłem lekka drzemkę. A piątek na linii zielonej upłynął spokojnie. Deszcz padał cały czas. Weekend wolny a właściwie to długi weekend bo 3 dni wolnego 😉