Józek jest kretynem.I nie chodzi tu o to, że mieszka na Krecie. Wyjechał za mną a miał jechać wcześniej i już sie zrobił kłopot, bo nie ma gdzie się minąć. Na pętli poszedłem do niego i mówię, żeby jechał na moim czasie a ja pojadę na jego czyli dla pasażerów żadna różnica a my w karcie jakoś to rozpiszemy. Ruszyłem. Przejechałem jeden przystanek a ten kretyn jedzie za mną. I tak mnie gonił przez całe miasto. Dojechaliśmy na pętlę. Tam na szczęście jest ślepy tor na który wjechałem, żeby mnie ominął. A tu okazało się, że tak idiota przyspieszył, że nie wpuścił między nas innego tramwaju. I tak jeździłem za nim przez cały dzień. Największa kara jest jeździć za Józkiem, który nie zna się na zegarku, rusza opóźniony (chyba jest opóźniony) wlecze sie na trasie i nie podjeżdża na pętli początkowej na przystanek tylko czeka do końca.Na budce podczas przerwy lekko go upomniałem mimo, że nie jestem człowieczkiem konfliktowym. Gosia (pracuje na punkcie, bilety sprzedaje) sikała ze śmiechu jak z nim rozmawiałem.I sama później dodała, że z Józkiem jest coś nie tak. To tyle. A na koniec powiem to jeszcze raz. Józek jest kretynem
Tramwajowy.pl
-
5:20 -> 14:15
Sezon studentów w pełni czyli zajęcia na politechnice rozpoczęte. Łażą jak święte krowy, na czerwonym i migają się od zajęć. A motorniczego maja za nic. Może myślą, że to tylko parobki po podstawówce jeżdżą a tu mogą sie zdziwić. Jeden z kolegów jest mgr inż. Więcej jak połowa ma wykształcenie średnie. Ja też studiowałem kilka razy ;P ale żadna z uczelni nie były w stanie dostosować sie do mojego poziomu.
Szybko przeleciało i ciepło i słonecznie było 🙂 i przyjemnie sie skończyło. Jutro wolne i jeszcze tylko sześć dni pracy i spadamy -
5:14 -> 14:17
Wyszedłem z klatki trochę po czwartej rano. No i po drodze zaczepiło mnie dwóch typów.
-Halo gościu jest sprawa – zachrypniętym głosem – powiem szczerze brakuje nam do flaszki, daj no coś grzecznie proszę. A że typy wyglądały nie ciekawie sięgnąłem po portfel 🙂 otworzyłem wysypałem drobne i wypadło 3 grosze ROTFL. Chłopaki zrezygnowanym wzrokiem spojrzeli na mnie, popatrzeli do okoła i ruszyli za dwoma innymi wracającymi do domu którzy przechodzili w okolicy.
Dla tego nie lubię chodzić w sobotę i niedzielę rano do pracy. A dnióweczka zleciała całkiem spokojnie i miło. Trochę ślisko rano było ale później wyszło piękne słoneczko. -
7:15 -> 11:51 i 16:15 -> 19:54
No to się zaczęło ślizganie. Już można odczuć, że jesień nadchodzi wielkimi krokami. Liście opadają na torowisko i robi się bardzo ślisko. Nie zorientowani pomyślą – Chłopie co ty gadasz, przecież nie ma mrozu więc nie jest ślisko. A tu niestety wręcz odwrotnie. Lekka mżawka w połączeniu z liśćmi jest chyba bardziej śliska niż lód na jezdni. Zatrzymanie ważącego 35 ton tramwaju z prędkości 20km/h może zająć ponad 10 metrów w warunkach idealnych ale na śliskiej szynie (dołączając do tego współczynnik tarcia metalowego koła o metalową szynę) może się to wydłużyć nawet 5 razy.
Żeby było bardziej zrozumiale, gdy widzisz nadjeżdżający tramwaj który ciągle dzwoni, mruga światłami a motorniczy poci sie jak pedofil w Disneylandzie i coś tam krzyczy to powiem jak prezydent : SPIEPRZAJ DZIADU z dala o torów.
W zeszłym roku miałem taką sytuacje dość ostro podbramkową. Połowa drogi miedzy przystankami. Do następnego jeszcze jakieś 200metrów. Zacząłem hamować, ooo poślizg ale to nic strasznego przecież mam jeszcze kawałek na wyhamowanie. Dałem na jazdę żeby odblokować hamulce i znów hamowanie. I tak powtórzyłem trzy razy. A efektu żadnego. No zacząłem się pocić ROTFL pedał hamowania w podłogę, czuwak puszczony (działają wszystkie trzy hamulce) długie światła, dzwonek a przede mną skrzyżowanie i czerwone światło. Ludzie wchodzą auta wjeżdżają. Miliardy myśli przebiegały mi po głowie. Na torowisku stoi Opel Agila. Jest mój i w dodatku będzie to moja wina-pomyślałem. Trudno sie wyklepie a ja parę punktów karnych zarobie i mandat. Ale najgorsze dopiero zobaczyłem za sekundę może dwie. Z tyłu siedziało dziecko w foteliku. Moje przerażenie sięgnęło zenitu. Spojrzałem dziecku prawie w oczy, krzyczałem ale przecież kierowca mnie nie słyszał tylko próbował jakoś uciekać i też chyba miał pełne gacie jak ja. Uciekł. Nie wiem jak to sie stało ale chyba zdmuchnąłem mu kurz ze zderzaka. Odjechał w ostatniej milisekundzie. Zatrzymałem się dopiero za skrzyżowaniem. Otworzyłem drzwi ludzie wysiedli w krzakach. Nogi dygotały mi jak by były z galarety. Kierowca się zatrzymał obok, popukał w czoło i pojechał. Jeszcze jacyś piesi podeszli do mnie i coś mówili że bym ich rozjechał czy coś. Ale to już nie było ważne. Skończyło się tylko na strachu.
Oby jak najszybciej spadł śnieg. Wtedy są idealne warunki do jazdy i tylko tramwaje rządzą w mieście. Auta, autobusy, rowery i skutery grzęzną w śniegu a my zasuwamy po torach 😀