Kategoria: W Irlandii

  • Pełnia czy co?!

    Jak to bywa w piątek zawsze jest tłoczno. Ledwo rozpocząłem zmianę a już coś się działo. Dojeżdżałem do Heuston, zjeżdżając ze Stephens lane i nagle bam, brak napięcia, brak hamulców a na skrzyżowaniu tuż przede mną auta. Fakt, światło było po mojej myśli ale tak walić prosto w auta? Pociągnąłem mocniej joystick ale brak reakcji a skrzyżowanie tuż tuż.  Bez kozery i na jednym wdechu ośmielę się powiedzieć, że doświadczenie nie pozwoliło mi spanikować. Nacisnąłem przycisk hamulca szynowego, wóz zwolnił, napięcie wróciło ale i tak musiałem zatrzymać się na samym środku skrzyżowania, gdyż ponieważ szanowny pan ksiądz nie umiał znaleźć biegu „rakieta” znaczy się wstecznego. Pomachał do mnie i jak zwolniło się miejsce przed nim po prostu pojechał do przodu.

    Ruszyłem z The Point a w radiu słychać, że jakiś szanowny menel upadł na przystanku i będzie wzywany ambulans itd. Zdążyłem dojechać do Busaras. I tu zatrzymałem się na siedem minut. Wszystko za mną było opóźnione. Przeprosiłem moich szanownych pasażerów i pasożytów za opóźnienie i tak sobie czekaliśmy.

    Po dwudziestej, po mojej pierwszej przerwie ruszyłem do city. Na Suir road szanowna młodzież w liczbie nie mniejszej niż 80 bawiła się, spożywała alkohol itd a wszystko na torach tramwajowych lub w pobliżu.

    Po mojej drugiej przerwie znów ruszyłem do centrum. Na przed ostatnim przystanku czyli na Spencer Dock jakaś pani zaczęła stukać do mych drzwi z żądaniem otwarcia ich. Nawet jak by to była królowa to bym ich nie otworzył podczas jazdy no chyba, że to jeden z kolegów idzie z kawą.  Zatrzymałem się, otworzyłem drzwi i ta zaczęła nadawać.  Że z tyłu jest dziewczyna, że jest pod wpływem czegoś i żeby się z kimś skontaktować i żebym jechał ostrożnie bo może się przewrócić albo zwymiotować, i że Ona jest prawnikiem i by zadzwoniła na Garde ale nie wzięła telefonu ble ble ble.  Grzecznie poinformowałem, że zajmę się tym jak tylko dojedziemy do końca. W The Point było dwóch CSO czyli kontrolerzy biletów vel. kanar.  Naświetliłem im sytuację, oni zadzwonili do CCR (dyspozytor) a ten zawiadomił Garde (Policja). Nadjechały dwa radiowozy. Zadzwonili po matkę dziewczyny, ta tez przyjechała po jakimś czasie z gromadką dzieci i powiedziała, że jej nie odbierze. Przyjechał ambulans ponieważ laseczka w pewnym momencie miała odlot. Załoga pogotowia tez jej nie zabrała. Najlepszym wyjście było by wrzucić ja do morza które oddalone jest o kilkadziesiąt metrów od przystanku i jednego narkomana byśmy mieli mniej. W końcu panowie z Gardy zlitowali się i ja zabrali gdzieś….nie wiem gdzie.

    A na Bluebel podpalili samochód….heheh. Taki to piątek.A pełnia za kilkanaście dni dopiero.

  • Gadżet

    Podoba się? Mnie też ;p. Zdobyłem tego pendriva podstępem podczas otwarcia linii na City West. Oczywiście dla pracowników nic nie ma. Otrzymywali to tylko pasażerowie. A że i ja byłem na otwarciu w „cywilnych” ciuchach to się trafiło. Sprzęty te rozdawało RPA. Zapraszam na ich stronę www.rpa.ie , poszukajcie działu „contact” i napiszcie maila. A nóż widelec sie uda i przyślą Wam jedną sztukę tego podręcznego, fajnie wyglądającego, oryginalnego pendriva 😀usb

    usb1

    usb2

  • Zguba

    Czy wspominałem, że często znajdujemy dużo rożnych rzeczy? No to tym razem znalazłem dziecko. Fakt nie rzecz ale znalezisko nie typowe.

    Matka,prawdopodobnie Rumunka wysiadła i poszła z 6tką swoich pociech. Ja przechadzałem się z jednej kabiny do drugiej. Coś mignęło mi na siedzeniu. Myślałem, że to jakaś szmata albo torba a to się okazało, że to dziecko.  Zgłosiłem że mam dwulatka na rekach a rodziców nie ma. Wtem przybiegł chłopiec, może 7letni i mówi ze to jego siostra. Po zabarwieniu skóry faktycznie było podobieństwo. Z pomocą nadeszło dwóch kanarów. Kolega  powiedział dzieciakowi, że musi zawołać rodzica, inaczej dziecka nie oddamy. Matka przytoczyła się z wózkiem i swoją wesołą gromadką.  Dostała lekką zjebkę od kolegi. Myślała że dziecko siedzi w wózku i  powiedziała, że ma za dużo dzieci żeby o wszystkich pamiętać. Masakra normalnie. Ale czy to nasza wina?

  • 13go w Środę

    Środa 13go, wszystko zdarzyć się może 😉 i tak było. Rano jeden z kolegów przez radio zgłosił że matka oddaliła się z przystanku. Dyspozytor polecił więc poczekać mu razem z dzieckiem. Jak się okazało „dziecko” miało ponad 50 lat a zagubiona mama prawie 80 i to właśnie jej poszukiwali kierowcy i kanarzy w okolicy centrum. Tak, tak, takie rzeczy też robimy jak i przekazywanie zostawionych toreb czy odwożenie bagaży na inny przystanek no i do tego oddzwanianie do właścicieli zgubionych telefonów (sam osobiście robiłem to dwa razy). Ale to dobre jest na inną okazję, inny temat. W dalszej części tego dnia padł AVLS czyli automatic vechicle location system jak i cctv (monitoring), radia, PIDy (pasanger information display) itd. Dyspozytor ślepy i głuchy. Musieliśmy się zgłaszać za każdym razem ruszając z pierwszego przystanku, uważać trzeba było na skrzyżowaniach, bo nie było drugiej szansy załączenia sygnału przez „szefa”, radia tez na nowym odcinku do Saggart nie działały itd,itd. Wszystko wróciło do normy aż wtem zwrotnica na Busaras (rozjazd na Cconnoly i The Point) się zepsuła, nie chciała się zamknąć poprawnie dla żadnego z kierunków. Trwało to trochę zanim motorniczy pogrzebał nastawiaczem i po 20min ruszyliśmy ponownie ale na trasie zamieszanie już lekkie panowało, bo co niektóre tramy zostały już zawrócone na Abbey. Mnie się udało 😉 szczęśliwie pomykałem już do zmiany, gdyż wtem nagle przyszedł nie jaki esemes. I dowiedziałem się że brama wjazdowa do zajezdni się zaciela i nie ma wjazdu jak i wyjazdu dla samochodów of kors. Ja na szczęście dziś pomykałem tramwajem do domu 😉 jakoś nie mogę się z nimi rozstać hihihi