o i tak, ciągle pracuje tam gdzie pracowałem. W tramwajach cisza, nikt nie dzwoni do mnie, chyba znów po raz kolejny pojadę się tam upomnieć. Postanowiłem spróbować sił w Dublińskich autobusach ale jakoś tu na Irlandzkiej ziemi coś mnie szczęście opuściło i dowiedziałem się, że właśnie dwa tygodnie wcześniej przestali przyjmować nowych. Co dzień wysyłam gdzieś swoje CV. Jak na razie, żadnego odzewu. Poczekamy zobaczymy.
Tramwajowy.pl
-
13:30 -> 21:30
No to jak na razie skończyłem lepić bułki, smażyć frytki i sprzątać kosze. Od dziś jestem na kasie u liczę tylko pieniążki i podaje wszystko. Echa jaka to ulga, już nie będzie się czym poparzyć no i można spokojnie sobie porozmawiać.
-
19:00 -> 3:00
Oj już miałem wczoraj duże zmęczenie, bardzo duże. Nie chciało mi się nawet z domu wyjść, bo deszcz padał prawie w bok. Na przystanku zagadał mnie jakiś dziadek i autobus mi się nie zatrzymał ale na szczęście za chwilę jechał następny. Na szczęście były niezły manager Zuri, ten z Malezji który bardzo luźno podchodzi do życia. Było jeszcze dwóch żółtych którzy ciągle coś piepr…li po swojemu i ani dziękuje ani przepraszam ani pocałuj mnie w dupę. No i pół nocy zleciało. A na koniec dostaliśmy informację, że nasz bus się spóźni więc mieliśmy 30 minut nadgodzin 😉
-
20.00 -> 3.00
Wieczór w pracy był nawet dość wesoły. Trzech pijanych młodych francuzów chciało zapłacić za jedzonko kartą kredytową ale coś się nie dało, później znaleźli jakąś drugą i też była zablokowana 😉 no i odeszli z pustymi rękami. Gdy już zamykaliśmy zaczęli się zjawiać ludziska, żeby wygodnie położyć się na sofach i czekać na poranne przesiadki. Ale chyba zostali przegonieni przynajmniej na chwilę, bo ekipa sprzątająca musiała umyć u nas podłogę. Na zmianie było bardzo multiljęzykowo:
Zuri – manager – Malezja
Sadri – prawie manager – Kosowo
Rosario – Hiszpania – prawie wszyscy ją mylą i próbują do niej mówić po polsku, bo urodę ma naszych 😉 dziewczyn
Woytech – Słowacja
Aleksandra – Polska
no i standart Ja 😉