Tramwajowy.pl

  • 13:44 -> 18:57

    A dziś na złość było nie ślisko 😛 Szedłem do pracy jak zwykle, jak zwykle przejołem wóz, swoje wyjeździłem, pożegnałem się z mistrzem na zajezdni a z dyspozytorem w ogóle nie rozmawiałem bo to dziwny człowiek i tyle. A podsumowanie już niebawem, może jutro a może troszkę później. Muszę się trochę pozbierać, pomyśleć, popisać.

  • 13:35 -> 23:05

    awruK, awruK, awruk – krzyknął motorniczy po zjeździe na zajezdnię.
    Tak mogę rozpocząć dzisiejszy wpis. Dziś miałem chyba najbardziej śliski wóz na ziemi a może i nawet w całej galaktyce 😉  Nie było miejsce żebym nie ruszył bez poślizgu. Ciągle było tylko słychać wziuuuuuu. Aż dziw bierze, że wytrzymywały to silniki i rozrusznik. W pewnym momencie usłyszałem jakiś inny dźwięk z pod kół niż miał być i troszkę się zląkłem. Ale po zatrzymaniu się i ponownym ruszeniu wszystko wróciło do normy. Hamowanie nie było najgorsze, bo wiedziałem że jest ślisko i rozpoczynałem ten manewr odpowiednio wcześnie oczywiście przy użyciu pełnego hamowania czyli pedał hamulca za ogranicznik, wtedy opadają hamulce szynowe. Jednym słowem masakra. Na szczęście nie było nikogo kto miał jakiekolwiek pretensje, że za wolno jedziemy.

  • 13:30 -> 19:26

    Dzień przed przed ostatni. U nas spokój, znaczy na torach ale wokół działo się dużo. Wyłaniałem się zza łuku i w oddali widać dyskotekę. Na przemian żółte i niebieskie koguty. Dużo tłumaczenia ale tak w telegraficznym skrócie: Zderzyły się dwa autka, jeden chciał zawracać a drugi chciał go wyprzedzić, wszystko na dość szerokiej prostej. Wyprzedzający po uderzeniu odbił lekko w lewo, przejechał przez tory, rozwalił barierkę a właściwie płot oddzielający tory od chodnika i zatrzymał sie przed sklepem. Mam nadzieję, że nikogo nie potrącił na sam koniec. A my musieliśmy jeździć miedzy biegającymi strażakami, policjantami, uważać na gapiów a w dodatku kiedy tak ślisko jest a sytuacja rozegrała się na lekkim spadzie.

  • 13:55 -> 19:47

    Dziś według grafiku miało być wolne ale, że brak ludzi to zgodziłem się jeszcze po raz ostatni przyjść na setki czyli godziny nadliczbowe z wolnego. A co mi tam niech żonka ma trochę więcej pieniędzy jak wyjadę. Zmęczony dziś byłem, głowa bolała i do tego jak to jesienią zimą (!) ślisko że hej.
    Wczoraj miałem też rozmowę z prezesem w  sprawie mojego rozwiązania umowy o pracę. Oczywiście gadka szmatka o wszystkim i o niczym. On, że ludzi nie ma i tak nie wolno i pracodawca musi mieć czas, że niby 3 miesięczne wypowiedzenie mnie obowiązuje a ja, że już nie jestem ujęty w planie pracy na luty i że jakoś wcześniej jak chciałem to sie umowy nie dało takiej dać itd. W każdym razie podobno ma być wszystko OK. Ja już się tym nie przejmuję. 28 stycznia pójdę się rozliczyć ze wszystkich papierków, dokumentów i innych dupereli, trzeba będzie oddać bilet wolnej jazdy mój i małżonki no i jeździć komunikacją miejską jak każdy czyli kupować bileciki 😉 przez te kilka dni.