Kolejna nocka zleciała. Jakże cicho i spokojnie było. A po pracy wybrałem się jeszcze na małe grzybobranie. No i …..grzybków jeszcze nie ma za to pyszny sernik kupiłem w cukierni. Do śniadania będzie jak znalazł 😉
Tramwajowy.pl
-
22:43 -> 4:48
Noc jak większość. Z wtorku na środę nie ma dużo ludzi. Cały rozkład objeździłem spokojnie, po drodze na stacji benzynowej (nie tankowałem hehe) kupiłem sobie cole, postałem chwilę bo pasażerów nie było a do pętli tylko dwa przystanki. O godzinie 4 rano, gdy miało wstawać już słońce zrobiło się bardzo ciemno. I lunął deszcz i pioruny sypały i było mokro ;( Na szczęście zjechałem i do domu doszedłem w miarę suchy.
Dziś powtórka z rozrywki -
6:41 -> 15:24 Misio Rysio i wędkarze
Cały dzień objeździłem spokojnie i gdyby nie ostatnia godzina pracy to by nie było o czym napisać. NO i tak w okolicach godziny 14 były zmiany. Ja jeździłem dłużej ponieważ zjeżdzałem do zajezdni zamiast przekazać wóz zmiennikowi (tzw. szczyt). No i na moje nieszczęście przede mną na tramwaj wsiadł motorniczy Ryś-Ryszard ;). Chłop wielki na 2 metry, dłoń jego to tak jak 3 moje :P, butelka 1,5L w jego dłoni wygląda jak u każdego innego człowieka butelka 0,2L, do pracy bierze zawsze 2L soku i co najmniej 6 bułek do jedzenia. Jednym słowem facet byk. No to tyle straszenia. Ogólnie gość jest niesamowicie powolny.
I tak jechaliśmy przez miasto. On odjeżdżał z przystanku a za 5 sekund ja podjeżdżałem mimo, że tramwaj co 7 minut planowo miał być. No i na tym właśnie polega fenomen misia Rysia. Jeździ powoli. Ale jak już sie rozpędzi to czasem nawet na czerwonym (pozioma kreska) nie staje. Miałem lekkie nerwy na niego no i w końcu chłopak mi uciekł.
No a wędkarze też mnie trochę zdenerwowali dziś na koniec dnia. Wracali pewnie z nie udanych połowów i byli w stanie wskazującym na spożycie. Jeden było troszke trzeźwiejszy podbiegł do pierwszych drzwi i prosi żebym poczekał. Gdyby byli trzeźwi to bez słowa bym zaczekał. A tak tylko powiedziałem, że to nie taxi. Ale cóż, jeden wsiadł i trzymał drzwi więc i reszta weszła. Jakoś przeżyje. Ruszyłem, patrze w lusterko a tu jeden z nich wyciąga piwko i nagle słychać sssssssyk. O już otwarte pomyślałem. Jeszcze raz spojrzałem w lusterko, właśnie wychylał pierwszy łyk….a ty nagle gwałtowne hamowanie (oczywiście wszystko przemyślałem :P) no i się chłop trochę oblał. Na przystanku otworzyłem drzwi, wyszedłem z kabiny i głośno, żeby każdy słyszał nawet Ci na samym końcu, stanowczo powiedziałem
– W pojeździe chyba jest zabronione spożywanie alkoholu panowie. Więc w związku z tym proszę opuścić tramwaj – skąd we mnie nagle tyle energii i brak strachu. W końcu to było czterech dość takich sobie chłopów. No cóż, nie zareagowali. Jeden zaraz mi pokazał jakiś wymięty, skasowany kilka razy bilet i przeprosił bardzo. Piwko oczywiście schowali do jakiejś torby.
A co tam – pomyślałem i pojechaliśmy dalej. Nikt z pozostałych pasażerów nie miał żadnych pretensji, nikt do mnie nie przyszedł na skargę, że „ci tam” jakoś źle się zachowują. Wysiedli, pożyczyli miłego dnia a ja odjechałem na pętlę. Spakowałem się i zjechałem na zajezdnię. Niedziela prawie wolna. Ale prawie robi wielką różnicę, bo niestety idę na noc -
4:39 -> 10:18 i 11:26 -> 18:36 (15:41)
Pokręcony tytuł dzisiejszej notki ale wyjaśnienie będzie niżej.
Rano, leniwie, ospale i powoli ruszyliśmy naszymi stalowymi rumakami na pomoc miastu w celu przewiezienia ukochanych pasażerów z punktu A do punktu B. Jakoś tak mało tych ludzików na mieście. Mały ruch kołowy i tramwajów mniej na trasie. Widać, że zaczęły się wakacje. Nie mogłem nawet przyjechać punktualnie. Ciągle kilka minut przed czasem. Nawet w radiu słychać, że wakacje bo na antenie słychać tylko głos Tworka 😉
Szybciutko objeździłem to co moje i zjechałem po godzinie dziesiątej na zajezdnię z przekonaniem, że zaraz ucieknę do domu i spokojnie zjem śniadanie. Miałem nawet zaplanowanych kilka spraw do załatwienia. Poszedłem oddać dokumenty a tu pan kierownik z pytaniem do mnie :
– Panie Tomku (lekki śmiech) jest sprawa. Czy nie przyszedł by pan na drugi szczyt? Bo pani O. niestety nie może wręcz nie da rady.
– No jasne – odpowiedziałem ochoczo i tym sposobem sprzedałem się za srebrniki 😉
– Tylko jest problem panie Tomku- jak by pan jeździł do końca to przekroczy pan 12 godzin pracy a to już za dużo. Nie chodzi o to, że nie chce dać panu zarobić tylko chodzi o Kodeks Pracy – ze zmartwieniem poinformował mnie.
-Zrobimy tak – ciągnął dalej – wyjedzie pan planowo 11:26 i o 15:41 zjedzie pan. Trudno do 18:36 będzie luka, ale koledzy i koleżanki sobie jakoś poradzą 😉
Jak powiedział tak zrobiłem.
Uff spokojnie objeździłem tyle ile trzeba. Dojechałem do zwrotnicy a tu z drugiej strony jadą dwa tramwaje. Patrze na ich pantografy a one bez ślizgów grafitowych i strasznie iskrzą po sieci. Gdzieś na trakcji coś musiało być, bo zaraz wyjechali sieciowcy na sygnale wozem trakcyjnym. Zjechaliśmy razem we trójkę na zajezdnię. Chłopaki opowiedzieli co i jak zabrali inne wozy i wyjazd na trasę, bo to już by była kolejna duża dziura w kursowaniu.
Teraz już w domku, piszę sobie, odpoczywam bo teraz trzy dni pod rząd na noc.