Tramwajowy.pl

  • 6:41 -> 15:24 Misio Rysio i wędkarze

    Cały dzień objeździłem spokojnie i gdyby nie ostatnia godzina pracy to by nie było o czym napisać. NO i tak w okolicach godziny 14 były zmiany. Ja jeździłem dłużej ponieważ zjeżdzałem do zajezdni zamiast przekazać wóz zmiennikowi (tzw. szczyt). No i na moje nieszczęście przede mną na tramwaj wsiadł motorniczy Ryś-Ryszard ;). Chłop wielki na 2 metry, dłoń jego to tak jak 3 moje :P, butelka 1,5L w jego dłoni wygląda jak u każdego innego człowieka butelka 0,2L, do pracy bierze zawsze 2L soku i co najmniej 6 bułek do jedzenia. Jednym słowem facet byk. No to tyle straszenia. Ogólnie gość jest niesamowicie powolny.
    I tak jechaliśmy przez miasto. On odjeżdżał z przystanku a za 5 sekund ja podjeżdżałem mimo, że tramwaj co 7 minut planowo miał być. No i na tym właśnie polega fenomen misia Rysia. Jeździ powoli. Ale jak już sie rozpędzi to czasem nawet na czerwonym (pozioma kreska) nie staje. Miałem lekkie nerwy na niego no i w końcu chłopak mi uciekł.
    No a wędkarze też mnie trochę zdenerwowali dziś na koniec dnia. Wracali pewnie z nie udanych połowów i byli w stanie wskazującym na spożycie. Jeden było troszke trzeźwiejszy podbiegł do pierwszych drzwi i prosi żebym poczekał. Gdyby byli trzeźwi to bez słowa bym zaczekał. A tak tylko powiedziałem, że to nie taxi. Ale cóż, jeden wsiadł i trzymał drzwi więc i reszta weszła. Jakoś przeżyje. Ruszyłem, patrze w lusterko a tu jeden z nich wyciąga piwko i nagle słychać sssssssyk. O już otwarte pomyślałem. Jeszcze raz spojrzałem w lusterko, właśnie wychylał pierwszy łyk….a ty nagle gwałtowne hamowanie (oczywiście wszystko przemyślałem :P) no i się chłop trochę oblał. Na przystanku otworzyłem drzwi, wyszedłem z kabiny i głośno, żeby każdy słyszał nawet Ci na samym końcu, stanowczo powiedziałem
    – W pojeździe chyba jest zabronione spożywanie alkoholu panowie. Więc w związku z tym proszę opuścić tramwaj – skąd we mnie nagle tyle energii i brak strachu. W końcu to było czterech dość takich sobie chłopów. No cóż, nie zareagowali. Jeden zaraz mi pokazał jakiś wymięty, skasowany kilka razy bilet i przeprosił bardzo. Piwko oczywiście schowali do jakiejś torby.
    A co tam – pomyślałem i pojechaliśmy dalej. Nikt z pozostałych pasażerów nie miał żadnych pretensji, nikt do mnie nie przyszedł na skargę, że „ci tam” jakoś źle się zachowują. Wysiedli, pożyczyli miłego dnia a ja odjechałem na pętlę. Spakowałem się i zjechałem na zajezdnię.       Niedziela prawie wolna. Ale prawie robi wielką różnicę, bo niestety idę na noc

  • 4:39 -> 10:18 i 11:26 -> 18:36 (15:41)

    Pokręcony tytuł dzisiejszej notki ale wyjaśnienie będzie niżej.
    Rano, leniwie, ospale i powoli ruszyliśmy naszymi stalowymi rumakami na pomoc miastu w celu przewiezienia ukochanych pasażerów z punktu A do punktu B. Jakoś tak mało tych ludzików na mieście. Mały ruch kołowy i tramwajów mniej na trasie. Widać, że zaczęły się wakacje. Nie mogłem nawet przyjechać punktualnie. Ciągle kilka minut przed czasem. Nawet w radiu słychać, że wakacje bo na antenie słychać tylko głos Tworka 😉
    Szybciutko objeździłem to co moje i zjechałem po godzinie dziesiątej na zajezdnię z przekonaniem, że zaraz ucieknę do domu i spokojnie zjem śniadanie. Miałem nawet zaplanowanych kilka spraw do załatwienia. Poszedłem oddać dokumenty a tu pan kierownik z pytaniem do mnie :
    – Panie Tomku (lekki śmiech) jest sprawa. Czy nie przyszedł by pan na drugi szczyt? Bo pani O. niestety nie może wręcz nie da rady.
    – No jasne – odpowiedziałem ochoczo i tym sposobem sprzedałem się za srebrniki 😉
    – Tylko jest problem panie Tomku- jak by pan jeździł do końca to przekroczy pan 12 godzin pracy a to już za dużo. Nie chodzi o to, że nie chce dać panu zarobić tylko chodzi o Kodeks Pracy – ze zmartwieniem poinformował mnie.
    -Zrobimy tak – ciągnął dalej – wyjedzie pan planowo 11:26 i o 15:41 zjedzie pan. Trudno do 18:36 będzie luka, ale koledzy i koleżanki sobie jakoś poradzą 😉
    Jak powiedział tak zrobiłem.
    Uff spokojnie objeździłem tyle ile trzeba. Dojechałem do zwrotnicy a tu z drugiej strony jadą dwa tramwaje. Patrze na ich pantografy a one bez ślizgów grafitowych i strasznie iskrzą po sieci. Gdzieś na trakcji coś musiało być, bo zaraz wyjechali sieciowcy na sygnale wozem trakcyjnym. Zjechaliśmy razem we trójkę na zajezdnię. Chłopaki opowiedzieli co i jak zabrali inne wozy i wyjazd na trasę, bo to już by była kolejna duża dziura w kursowaniu.
    Teraz już w domku, piszę sobie, odpoczywam bo teraz trzy dni pod rząd na noc.

  • 6:49 -> 15:12

    Długi poranno-popołudniowy szczyt. Ale przynajmniej ostatni dzień pracy. Ludzi było wyjątkowo mało. Może dlatego, że to początek wakacji i dużo osób już wyjechało? Kręcili się tylko jak zwykle emeryci którzy mają za dużo czasu w domu i tak się kręcą po mieście jeżdżąc od bazaru do bazaru. Tylko na tramwaj zawsze im się spieszy i nie mogą poczekać na następny

  • 5:56 -> 13:44 awaria

    Jeszcze tylko jutro i wolne. A dziś było prawie bez zakłóceń. Wjechałem na pętlę, miałem mieć przerwę śniadaniową. Przede mną stoi jeden tramwaj ale to zjazdowy i zaraz odjedzie (poranny szczyt) Hm nie jedzie. Nagle za wozu wychodzi Sławek.
    – Ty jechać nie chce, chyba się obraził na mnie. Wyszedłem tylko zwrotnicę przełożyć i już nie ruszył – krzyknął do mnie bo było kilka metrów odległości między nami.
    Poszedłem do niego. Zaczęliśmy kombinować z nawrotnikiem, to do przodu to do tyłu. Brak rezultatów.Nic. Telefon do dyspozytora, żeby wezwał mechaników bo chyba nie damy rady uruchomić maszyny.
    – A może by rozłączyć drugi wóz i opuścić pantograf? – zapytała kolega
    Zawsze to jakiś sposób. Tak zrobiliśmy. Wszedłem do jego kabiny ruszyłem, jedzie. Ale coś mnie tknęło zajrzeć do szafki z bezpiecznikami. Otwieram a tam wybity bezpiecznik WN. Brak jazdy – przyczyna znaleziona. Kazałem mu podnieść pantograf i znów spróbowałem ruszyć. Jest jazda.
    – Sławeczku a zaglądałeś do szafki?- grzecznie i z ironią zapytałem.
    – No jasne, a co wybity bezpiecznik?! – zapytał ze zdziwieniem
    Tak to czasem bywa, że człowiekowi spadną klapki na oczy i oczywistych rzeczy nie widać. Wtedy nieodzowna jest pomoc drugiej osoby, która bardziej racjonalnie i ze spokojem (bo tej osoby to nie dotyczy) spojrzy na całą sytuację. Pojechał a ja odstałem swoje na pętli poczytałem gazetkę, przekąsiłem co nieco i dalej w drogę.
    Gdzieś po drodze ktoś mi niespodziewanie wyszedł na tory, któryś kierowca za bardzo wysunął przód swojego bolidu 😉 Na szczęście standardowo obyło się bez jakichkolwiek przestojów, awarii na trasie, kolizji czy wypadków. Dzień spokojny