Tramwajowy.pl

  • 4:45 -> 14:20

    Ciężki dzień jak większość,nerwy stres, upał, duszno. Ale teraz to już nie ważne, bo właśnie jadę się odstresować na ranczo do teściowej, wypije kilka browarków zjem kiełbaskę z grilla i wrócę jutro. Może 😉
    Coś więcej napisze po powrocie :*

  • 13:24 -> 21:01 Ciągle padaaaaaa

    Bardzo ciepło było około południa. Nawet bym rzekł gorąco. Jakiś taki byłem słaby. Wypiłem kubeczek ciepłej kawy i od razu przeszło zmęczenie. Jeździło się całkiem miło do czasu. Po godzinie 18 zaczęło padać. Wjechałem na pętlę, zatrzymałem sie na chwilę żeby … o tym za chwilę. Podjechałem na przystanek, żeby mogli wsiąść sobie prawie zmoknięci pasażerowie. Do odjazdu było jeszcze 6 minut. Podszedł do mnie pan i sie pyta:
    – Czy pan to ma obowiązek podjechać na przystanek do wsiadania? – zapytał spokojnie
    Grzecznie odpowiedziałem i właściwie zapytałem – Czyż nie podjechałem i umożliwiłem panu wejście do tramwaju?!
    – Ale nie potrzebnie pan tam stał na pętli a my tu mokniemy.
    – Bardzo mi przykro proszę pana ale musiałem załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. A tu niestety nie da się ponieważ jest chodnik i przechodzą ludzie.
    – A tam to niby gdzie pan się załatwił!! – zapytał już ze złością.
    Szczerze mówiąc to gówno go powinno obchodzić gdzie sie załatwiam a konkretnie odcedzam kartofelki. Ale oczywiście odpowiedziałem mu, że tam są krzaki i mogę w spokoju oddać się rozkoszy.
    Był już bardzo poirytowany 😀 co nie ukrywam bardzo mnie ucieszyło, ponieważ staram się być maksymalnie opanowany w rozmowie z pasażerami i jak na razie całkiem nieźle mi się to udaje. A opanowanie i spokój jeszcze bardziej denerwuję osobę atakującą niż gdybym wybuchł. Ja całkowicie rozumiem tych ludzi, że czekali kiedy podjadę ale mieli gdzie się schować, ponieważ 10 metrów od przystanku jest brama i kilka mniejszych daszków od pobliskich sklepów.
    – My tę sprawę załatwimy inaczej proszę pana – rzucił gwałtownie
    – Jeśli pan chce to jestem w stanie użyczyć długopisu i karki żeby mógł pan sobie zapisać numer wozu i złożyć ewentualna skargę – odpowiedziałem z ironią. Tym chyba przebrałem miarkę. Gościu usiadł i już nic się nie odezwał.
    Ruszyliśmy, po drodze nie miłosiernie padało a nawet lało. Nic nie było widać. Szyby zaparowane, wycieraczki nie nadążały zbierać wody z szyby. Jechałem bardzo ostrożnie, bo w takiej pogodzie ruchy ludzi są tylko nastawione na schronienie sie przed deszczem a nie uważanie na nadjeżdżające pojazdy. Na szczęście zmiana dobiegła końca bez jakichkolwiek przeszkód. Zjechałem na zajezdnię, oddałem dokumenty dyspozytorowi i zapytałem się czy ktoś dzwonił w sprawie skargi na mnie. Nie było żadnego telefonu ;P. Być może, że w przyszłym tygodniu wpłynie pismo od wyżej opisanego pasażera w celu ukarania mnie. Jestem bardzo przezorny i już mam napisaną odpowiedź. Pożyjemy zobaczymy

  • 13:24 -> 21:01Tramwaj się pali sia la la la la

    Miał być dzień jak co dzień. Zmiana, zmiennik wóz przekazał w stanie dobrym, siadłem za sterami a on obok mnie, bo do domu chciał dojechać. Przejechaliśmy przez miasto, troszkę porozmawialiśmy itd. Wicek wysiadł. Ruszyłem. Przejeżdżam przez nie używaną starą pętlę awaryjną a tu nagle SZYSZYHSUIHXJBZGUIS, patrzę w górę w otwarty szyberdach a tam się strasznie iskrzy, niczym odpalone wiele petard o dużej mocy. Szybko złapałem za linkę od pantografu pociągnąłem żeby go ściągnąć, zacząłem hamować. Zatrzymałem się. Otworzyłem drzwi a ludzie w przeciągu pół sekundy się ewakuowali z dwóch wagonów. Od błysków na dachu zajęła się trawa wokół tramwaju. Nie zastanawiałem się długo. Szybka reakcja, pierwsze co to gaśnica. Spojrzałem w górę nic nie widać, żadnego dymu ani nawet ognia. Widocznie samo się zagasiło. Zacząłem gasić trawę bo to wiadomo co może się zająć od tego. Widzowie sie przyglądali. No sytuacja prawie opanowana. Zadzwoniłem do dyspozytora z informacją, że potrzebni będą mechanicy ponieważ zaczął się palić pantograf. Zapytał się czy są ranni i czy potrzebna straż. Szybko się rozejrzałem prawie nikogo już nie było. Zostali tylko ciekawscy fotografowie, których zawsze wszędzie pełno. Poinformowałem, że sytuacja opanowana. Chyba sie lekko pomyliłem. Spojrzałem w górę a tam się trochę kopci. Szybko wskoczyłem do kabiny, wziąłem drugą gaśnicę wbiegłem do wozu, wychyliłem sie przez okno i 6kg proszku gaśniczego poszło na pantograf, izolatory, odgromnik. Uff tym razem to już koniec.
    Z daleka było już słychać wycie syren straży. Przyjechali, przywitali się, obejrzeli wóz.
    -Widzę, że wszystko OK. Zabawki gaśnicze zadziałały 😉 – stwierdził dowódca drużyny
    Co do gaśnic to faktycznie chyba miła rację, że to zabawki. Niby 6kg proszku gaszącego a działały maksymalnie 7sekund. Gdyby coś większego sie paliło to sądzę, że nie dałoby rady tego ugasić. Policja też zjawiła się na miejscu. Spisali moje dane, stwierdzili, że powinienem dostać nagrodę za ugaszenie trawy, bo mogło by się to bardzo rozprzestrzenić.
    Przyjechali mechanicy weszli na dach. Okazało się, że odgromnik rozerwało na strzępy. Bardzo byli zadowoleni, że to ja ugasiłem. Strażacy, gdyby sie do tego dorwali to by rozpruli cały dach, żeby dostać się do „źródła ognia”. Już ponoć kiedyś miało miejsce takie zdarzenie. Wystarczyło tylko lekko przygasić ogień a oni rozpruli całą podłogę. No cóż chłopaki chcą się wykazać :P.
    Tym uszkodzonym wozem zjechaliśmy do zajezdni. Dostałem nowy i wyruszyłem na trasę. Dopiero po czasie zauważyłem, że pieczę mnie lekko przedramię. Okazało się, że lekko ucierpiałem przy całym tym zdarzeniu. Kawałek gumy z dachu spadł mi na rękę i mam oparzony kawałeczek skóry. Szkoda, że nie nadaje to się do odszkodowania.
    Mam nadzieję, że szybko taka sytuacja mnie sie nie przydarzy.

    Zdjęcia niebawem wrzucę

  • 12:54 -> 19:32

    Skrzyżowaniu, światła. Z mojej lewej strony stoi Toyota RAV4. Oboje dostaliśmy zezwolenie na wjazd na skrzyżowanie. On zielone a ja białe pionowe :D. Dzwonek jazda w podłogę, on pedał w podłogę pewni. Wjechał mi na tory. Ciągle trzymam dzwonek. Uciekł. Tym razem nie hamowałem.
    Przejeżdżałem przez centrum. Z jednej z kamienic, gdzie spotykają się zielonoświątkowcy wyszła jakaś rozmodlona blada dziewczyna. Dzwonek ale widzę, że brak jakiejkolwiek reakcji. Ostre, awaryjne hamowanie. Zatrzymałem się na szczęście przed pasami ale ona tylko spojrzała na mnie bez żadnych emocji i sobie poszła. Już ją widziałem po wozem.