Tramwajowy.pl

  • 4:30 -> 9:34 i 11:29 -> 15:37 nadgodziny kolejne

    Pierwszy szczyt przeleciał jak z bicza strzelił. Jak wychodziłem z domu o 3:50 to na dworze było 19 stopni celcjusza. Natomiast po godzinie 6 dość sie ochłodziło i strasznie zaczęło padać. Ci co wyszli z domów bez parasola przemokli do suchej nitki.
    Natomiast drugi szczyt to już była męka dla mnie i chyba pasażerów. Wyjechałem z zajezdni i wóz jechał jak by nie chciał. Przejeździłem tak te 4 godziny. Zjechałem na zajezdnię, powiedziałem, mistrzowi zajezdni co i jak. Okazało sie, że coś się popsuło i właściwie ciągnął jeden wóz. Na szczęście hamowanie było OK więc nie miałem żadnych niespodzianek.
    Dzionek zleciał dość przyjemnie. Jutro krótki szczycik do 9:34 i koniec. Cały dzień wolny ;D Z okazji posiadania dużo wolnego czasu pojadę oddać krew. Może otrzymam już brązową odznakę honorowego krwiodawcy, ponieważ oddałem już prawie 6 litrów krwi

  • 4:38 -> 14:09 nadgodziny

    Jak pięknie wstaje się do pracy gdy płacą za to 100% dodatkowo ;). Dziś miałem nadgodziny z powodu braku motorowych. Jeszcze jutro mi sie trafią dwa szczyty. I wypłata będzie zawsze parę groszy większa.

  • 4:45 -> 14:20

    Ciężki dzień jak większość,nerwy stres, upał, duszno. Ale teraz to już nie ważne, bo właśnie jadę się odstresować na ranczo do teściowej, wypije kilka browarków zjem kiełbaskę z grilla i wrócę jutro. Może 😉
    Coś więcej napisze po powrocie :*

  • 13:24 -> 21:01 Ciągle padaaaaaa

    Bardzo ciepło było około południa. Nawet bym rzekł gorąco. Jakiś taki byłem słaby. Wypiłem kubeczek ciepłej kawy i od razu przeszło zmęczenie. Jeździło się całkiem miło do czasu. Po godzinie 18 zaczęło padać. Wjechałem na pętlę, zatrzymałem sie na chwilę żeby … o tym za chwilę. Podjechałem na przystanek, żeby mogli wsiąść sobie prawie zmoknięci pasażerowie. Do odjazdu było jeszcze 6 minut. Podszedł do mnie pan i sie pyta:
    – Czy pan to ma obowiązek podjechać na przystanek do wsiadania? – zapytał spokojnie
    Grzecznie odpowiedziałem i właściwie zapytałem – Czyż nie podjechałem i umożliwiłem panu wejście do tramwaju?!
    – Ale nie potrzebnie pan tam stał na pętli a my tu mokniemy.
    – Bardzo mi przykro proszę pana ale musiałem załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. A tu niestety nie da się ponieważ jest chodnik i przechodzą ludzie.
    – A tam to niby gdzie pan się załatwił!! – zapytał już ze złością.
    Szczerze mówiąc to gówno go powinno obchodzić gdzie sie załatwiam a konkretnie odcedzam kartofelki. Ale oczywiście odpowiedziałem mu, że tam są krzaki i mogę w spokoju oddać się rozkoszy.
    Był już bardzo poirytowany 😀 co nie ukrywam bardzo mnie ucieszyło, ponieważ staram się być maksymalnie opanowany w rozmowie z pasażerami i jak na razie całkiem nieźle mi się to udaje. A opanowanie i spokój jeszcze bardziej denerwuję osobę atakującą niż gdybym wybuchł. Ja całkowicie rozumiem tych ludzi, że czekali kiedy podjadę ale mieli gdzie się schować, ponieważ 10 metrów od przystanku jest brama i kilka mniejszych daszków od pobliskich sklepów.
    – My tę sprawę załatwimy inaczej proszę pana – rzucił gwałtownie
    – Jeśli pan chce to jestem w stanie użyczyć długopisu i karki żeby mógł pan sobie zapisać numer wozu i złożyć ewentualna skargę – odpowiedziałem z ironią. Tym chyba przebrałem miarkę. Gościu usiadł i już nic się nie odezwał.
    Ruszyliśmy, po drodze nie miłosiernie padało a nawet lało. Nic nie było widać. Szyby zaparowane, wycieraczki nie nadążały zbierać wody z szyby. Jechałem bardzo ostrożnie, bo w takiej pogodzie ruchy ludzi są tylko nastawione na schronienie sie przed deszczem a nie uważanie na nadjeżdżające pojazdy. Na szczęście zmiana dobiegła końca bez jakichkolwiek przeszkód. Zjechałem na zajezdnię, oddałem dokumenty dyspozytorowi i zapytałem się czy ktoś dzwonił w sprawie skargi na mnie. Nie było żadnego telefonu ;P. Być może, że w przyszłym tygodniu wpłynie pismo od wyżej opisanego pasażera w celu ukarania mnie. Jestem bardzo przezorny i już mam napisaną odpowiedź. Pożyjemy zobaczymy