Tramwajowy.pl

  • Rozbici i pobici

    Działo się dziś na obu liniach. Przełączałem się na radiu między czerwoną a zieloną co chwilę, bo nuda cisza i spokój. I wtem na czerwonej kolizja.Tramwaj uderzył w samochód, motorniczy poprosił o pomoc medyczną dla siebie ponieważ jest w szoku i takie tam.Nikt nie został ranny. Niby nic nadzwyczajnego. Przyjechała straż pożarna, bo tutaj też działają jako ambulans. No i pech chciał, że zahaczyli o odciąg i się zwarcie na sieci zrobiło. „Korki wybiło” od Point do Heuston. A najgorsze było to, że jeden z tramwajów zablokował przejazd na wlotowo-wylotowej drodze N4 tuż za przystankiem Heuston. A jak nie ma prądu to nie pojedzie ;).  Po kilku godzinach dowiedziałem się, że nasz kierowca (motorniczy) przejechał na czerwonym i to jego wina. Oj będzie kiepsko ;/.

    Na zielonej też było ciekawie. Jeden z kierowców poprosił o pilny telefon. Pewnie sprawa osobista jeśli nie chce tego przez radio mówić. Kilkanaście minut później już inny motorniczy przejął zmianę w/w a mechanicy pobierali monitoring z tramwaju. Się okazało, że  światła nie zmieniły się na zielone tam gdzie zmieniają się 999 razy na 1000 a na dodatek kierowca ów dotknął lub dobrze wystraszył rowerzystę, który notabene miał rację.

    No i teraz sprawa jest skomplikowana. Mamy dwóch driverów którzy zawinili i przejechali na czerwonym. Jeden ze stażem mniejszym i na umowie krótko terminowej i drugi z dużym „przebiegiem” i na umowie na stałe. Ciekawy jestem jakie zostaną podjęte decyzje  i jakie konsekwencje wyciągnięte od obu kierowców.

    Na zielonej doszło jeszcze do ataku na naszych ochroniarzy, chłopów wyrośniętych. Przyjechał ambulans były szwy zakładane, wybite szyby i krew na przystanku. Sprawcy nie ujęci niestety ale zdjęcia mają 😉 A niby tak miło i grzecznie jest na Green 😉

  • Najbliższy czynny tars widokowy dla odprowadzających we Wrocławiu

    Sądziłem, że takie rzeczy to tylko w Polsce i to dawno temu w PRL lub wymyślone na potrzeby filmu pana Bareji. Niestety się przeliczyłem, przesądziłem itd.

    Na zielonej linii na kilku przystankach są windy. Czasem los tak chce, że winda się psuje. No ale, żeby pasażerowie czuli się komfortowo, dyspozytor ma możliwość wyświetlenia informacji na PID (pasanger info display) że coś tam a coś tam i tego owego. I tak jadę sobie i czytam…winda na Renelagh nie czynna, proszę użyć windy na Charlemont.  Również mógł napisać, żeby jechać do sandyford i wziąć taxi.  Mógł już zostawić to pole puste lub podać informację tylko o awarii.

    A co w wypadku kiedy osoba niepełnosprawna lub rodzic z wózkiem musi wysiąść na Ranelagh? Ano w takim wypadku pan/pani sprawdzająca bilety jedzie z osobą potrzebującą pomocy na następny przystanek i odprowadza do przystanku docelowego. A w dodatku zostaje pracownikiem miesiąca za to. Tak, tak fakt, fakt.

  • Kontynuujemy OC

    W komentarzach rozkręcił się temat obsługi codziennej. Kilka osób to zainteresowało inni podzielili się swoimi doświadczeniami. No to teraz pora na mnie. W załączeniu dodaję zdjęcia poglądowe, żeby szybciej pobudzić waszą wyobraźnię 😉

        Na „dzień dobry” mam 5 minut na podpisanie się i zapoznanie z ważnymi informacjami tj ograniczenia prędkości lub jakieś grubsze roboty. Sprawy, który pojawiają się „nagle” takie jak koszenie trawy(tutaj trawę kosi się cały rok)  lub inspekcja torów, dowiadujemy się przez radio.

    Podczas rozpoczęcia zmiany, gdy wyjeżdżam z zajezdni mam 14 minut. W tym czasie muszę wyjść już od dyspozytora i udać się na tor i załączyć wóz (wykonać czynności o których mówiłem ostatnio).  Podczas tego czasu pokonuję trasę numer 2.

    Po przerwie, gdy idę na przystanek odebrać tramwaj i rozpocząć kolejną część służby pokonuję trasę numer 1 i mam na to 3 minuty. Czyli wyjść z kantyny i udać się na przystanek.

    To samo robimy na linii zielonej. Tylko odległości są troszkę dłuższe a czasy te same.

     

     

     

     

    Chcesz, żebym pokazał twoja mapkę i twoją trasę po zajezdni? Daj znać na tramwajowy(małpka)gmail (kropka) com

  • OC i zjazdy awaryjne

    Na prośbę pana Krzysztofa ze stolika numer 4 w rogu sali po prawej temat OC i ceduł czy kart wozu.

    Chciałbym dodać na wstępie jeszcze tylko tyle, że poprzedni wpis dedykuję w całości specjalistom, inżynierom i budowniczym z miasta mego, świętego czyli Częstochowy. ( szukam sponsora na bilet Dublin – Katowice ,bo może bym na otwarcie linii przybył 😉 i jakąś wymianę koszulek lub polarów zrobili, bo ponoć maja być ładne)

    No więc OC mamy po 12min. Zjazdowe i wyjazdowe, chociaż czasem są takie zmiany, że nie mam w ogóle OC tylko tzw „czas dojścia” z zajezdni do przystanku minut 3 (słownie: trzy).

    Do moich obowiązków przed wyjazdem należy sprawdzenie paneli bocznych czy są zamocowane poprzez kopnięcie butem (serio), sprawdzenie świateł, dzwonka, trąbki, wycieraczki, drzwi czy się otwierają i zamykają, mikrofonu. Wszystko sprawdzić razy dwa no bo w końcu dwie kabiny. Sprawdzić logbook’a czyli książkę serwisową(w której nic nie ma oprócz podpisów mechanika i kierowcy)  czy podpisana przez mechaników i wyjazd.

    Podczas zjazdu wjeżdżam „zatankować” piach, myjka jest tylko w poniedziałki, środy i piątki (oszczędność wody) i wóz na tor wskazany przez dyspozytora ustawić, oddać radio i biegiem do domu.

    Awarie zgłaszamy przez radio i na tym koniec. Resztą papierkowej roboty (właściwie to komputerowej, bo wszystko e-mailami lata w powietrzu) zajmuje się dyspozytor. Nic nie wpisuję nic nie wypełniam. Jedyne raporty jakie wypisuje, to np. po wybiciu szyby, nagłym(awaryjnym) hamowaniu – niektórzy kilka  w tygodniu inni raz na rok ;), i innych nietypowych zdarzeniach, podczas których mogły zostać „uszkodzone” inne osoby.A to wszystko w celu zabezpieczenia siebie i firmy w przypadku roszczeń ze strony osób, które własnie mogły być uszkodzone.

    Zawsze po każdym hamowaniu oferowana jest pomoc służb medycznych. Zasadniczo włączam mikrofon i mówię : Sorki ziomale za hamulec. Jak ktoś się przewrócił proszę dać mi znać i wezwiemy ambulans. Czekam 5sek i odjazd. Nikt nigdy się nie skarży 😉 bo to kosztuje . I taki delikwent przychodzi za pół roku i mówi, że tego i tego dnia było hamowanie i on się przewrócił i wybił oko. A wtedy mu pani wyciąga kwit i czyta: pomoc była oferowana, nikt nie skorzystał. Następny proszę…..

    Robota dla głupich, nie?! Popchać trochę joystick, ponaciskać przyciski, 9h dupę płaszczyć na fotelu i jeszcze za to płacą. Wariactwo normalnie.