Dzień na lini zielonej był dość nie miły. Zwolnili trzech CSO. Teoretycznie za nic. Do firmy przyszedł anonimowy list, który nie został pokazany chłopakom. Któregoś dnia mieli incydent z cyganami. Zostali znieważeni,jak co dzień z resztą. Jeden z nich został kopnięty w tyłek. Teoretycznie wszystko powinno być zapisane na monitoringu. Nie miła sprawa bardzo. Zobaczymy co z tego będzie.
Autor: Tramwajowy
-
4:00 -> 12:02
Znów źle spałem i znów tylko 4 godziny. Zajechałem do pracy i pierwszą godzinkę siedziałem w rezerwie. Znaczy się spałem 😉 O 5 wypiłem kawę siekierę i poszedłem jeździć 😉 i o dziwo spać się nie chciało, oczy się nie zamykały. Także dzień bez przygód.
-
6:28 -> 15:09 Śmierć na torach
Rano wyjeżdżałem jako drugi na lini zielonej. I tak jadę i jadę i jadę….i…..na środku torów stoi lisek, znaczy się siedzi i się kiwa. Kolega który był przede mną poinformował centralę, że podczas jego przejazdu ten lisek był jeszcze poza torami. Wyglądał bardzo źle. Zakrwawiony, słaby, głowa ciężko mu zwisała. Nie chciałem go uderzyć dlatego się zatrzymałem. No i oczywiście radio i mówię jaka sytuacja, że ten zwierzak wygląda jakby czekał na śmierć a dyspozytor to jak byś mógł, to wyciągnij rękawiczki z kabiny i usuń go z torów. No wariat normalnie. Powiedziałem mu, że się boję, bo zasadniczo lis jeszcze żywy i dziwnie patrzy na mnie. Ale powiedziałem, że jakoś sobie poradzę. Wziąłem nastawiacz (do zwrotnic) a mamy takie długie 1,5m 😉 i delikatnie zacząłem go przesuwać. Powiedzmy, że lekko współpracował ze mną. Przesunąłem go kawałek za tory i tam się ułożył i do końca dniówki już się nie przesunął czyli chyba pomogłem mu zejść z tego świata. Pół godziny później na końcowym na Sandyford pojawił się kolejny lisek tym razem rześki,młody,sprawny. Nadjechałem i ja i do kolegi który był przede mną grzecznie zapytałem: Czy tym liskiem też mam się zająć?! Dyspozytor Fergus też się zaśmiał i powiedział: Zabijacz lisów nadjeżdża 🙂
-
6:32 -> 15:15
Jak to jest, że zazwyczaj przed końcem zmiany coś się dzieje / przytrafia. Ostatni raz już byłem w centrum, już drzwi zamykam, już wyglądam sygnału, bo przyciskiem wzbudziłem pętlę a tu mi nagle kobieta puka do drzwi, że jej ktoś tam bilet kupuje. Spojrzałem na nią i grzecznie powiedziałem, sorry laska ale ja czekać nie mogę. Ale ja…yyyy….to ja może wysiądę. No i zaczyna zbierać torby. Najpierw jedna wielka, później druga mniejsza, do tego dwie siatki….ludzie…….nie wytrzymam. Ktoś z pasażerów się rozgląda i mówi, że jej współtowarzysz już idzie. Chłopiec wolnym krokiem zmierzał do tramwaju.
Jak można być tak roztargnionym. Najpierw bilet trzeba kupić a później wsiadać. Do jasnej cholery to nie jest taksówka, że poczeka. Dlaczego reszta pasażerów umiała kupić bilet wcześniej.
No i się fala spóźnienia potoczyła. Na którymś ze skrzyżowań zostałem zablokowany przez autobus. Na dalszych przystankach już było więcej ludzi itd itd itd. Także jak widać na tym przykładzie, jedna pojedyncza istota potrafi spieprzyć cały plan dnia.