Tramwajowy.pl

  • 22:48 -> 4:48

    Na szczęście noc piątkowo sobotnia minęła nad wyraz spokojnie. Senny tylko troszkę byłem ale na szczęście litrowy termos kawy pomógł. Zjechałem rano i czekałem na kolege Mariusza. A on dzwoni do mnie, że brak napięcia na trasie. Na szczęście awarie usunęli szybko, przyjechał i razem udaliśmy sie w kierunku naszych domostw. A po drodze odwiedziliśmy stację Statoil, żeby zatankować po jednym czarnym Okocimiu 😉

  • 21:00 -> 5:00

    Pilot na nocy. Nawet sie nie napracowałem. Wystawiłem wozy, które zjechały. Czekała mnie jeszcze wyprawa po śmieci na przystanki „żółtkiem” 102N. Jak ja dawno nim nie jeździłem, chyba z pół roku – pomyślałem
    Przyszedł pan Tadziu – śmieciarz o godzinie 1 w nocy wyruszyliśmy na łowy. Kabina na szczęście jest oddzielona, więc nie czuję tych wszystkich zapachów. Przejeżdżaliśmy przez centrum i poczułem lekki głód. W pobliżu była jeszcze czynna budka z Hot-Dogami. Heh o tej porze, na trzeźwo i w pracy to jeszcze nie jadłem.
    Panie Tadziu, to pan sobie tu pozamiata dłużej i wysypie wszystkie śmieci z kosza a ja skocze sobie coś zjeść – powiedziałem
    OK, nie ma sprawy nie spiesz się – odpowiedział Tadzio i zaczął sikać na przystanek biorąc przykład z młodzieży bawiącej sie niedaleko.
    I tak to było w nocy. Ja najedzony 😉 a Tadzio ze świeżymi łowami w postaci kilograma puszek i kilku butelek po piwie zjechaliśmy na zajezdnię.

  • 5:00 -> 11:50

    Dziś gdyby nie telefon o godzinie 11:20 od kolegi Krzysztofa 😉 to bym zaspał ale na powrót do domu. Bo dziś miałem rezerwę no i przyszedłem, podpisałem listę, przyjąłem wygodną pozycję leżącą na ławce z torbą pod głową i usnąłem. Wszyscy sie odliczyli to miałem spokój.

  • 4:22 ->13:50

    Mohery naprawdę nie lubią chyba swojego życia. Gdybym miał opisywać każdy przypadek ich biegania po torach, skakania po krzakach to bym nie skończył nawet za tydzień. No i oczywiście moje motto „Sygnał do odjazdu podrywa nawet paralityka do biegu” ciągle aktualne. Dałem na odjazd, czyli długi dzwonek a babcia która szła ledwo a właściwie mogła by startować na wyścigi ze ślimakiem, wzięła kule pod pachy i dawaj prawie biegiem. Nie jeden nastolatek by jej nie złapał 😉 Taką sytuacje widziałem już po raz drugi. I nie wątpie, że jeszcze nie raz czymś mnie zaskoczą