Tramwajowy.pl

  • 5:00 -> 11:50

    Dziś gdyby nie telefon o godzinie 11:20 od kolegi Krzysztofa 😉 to bym zaspał ale na powrót do domu. Bo dziś miałem rezerwę no i przyszedłem, podpisałem listę, przyjąłem wygodną pozycję leżącą na ławce z torbą pod głową i usnąłem. Wszyscy sie odliczyli to miałem spokój.

  • 4:22 ->13:50

    Mohery naprawdę nie lubią chyba swojego życia. Gdybym miał opisywać każdy przypadek ich biegania po torach, skakania po krzakach to bym nie skończył nawet za tydzień. No i oczywiście moje motto „Sygnał do odjazdu podrywa nawet paralityka do biegu” ciągle aktualne. Dałem na odjazd, czyli długi dzwonek a babcia która szła ledwo a właściwie mogła by startować na wyścigi ze ślimakiem, wzięła kule pod pachy i dawaj prawie biegiem. Nie jeden nastolatek by jej nie złapał 😉 Taką sytuacje widziałem już po raz drugi. I nie wątpie, że jeszcze nie raz czymś mnie zaskoczą

  • 4:22 -> 13:50

    Jak zwykle po dwóch dniach wolnych znów spałem na „czujce”. Tylko, że tym razem dodatkowo byłem obciążony dwoma dniami imprezy weselnej 😉 Pierwszy dzień zabawa na maksa. Ale drugi tylko do dwudziestej i przy Coli i Tymbarku. Cóż sam zdecydowałem sie na taką pracę i wiele wyrzeczeń z nią związanych.
    Dzionek minął spokojnie ale bardzo sennie. No i ciągły deszcz :/ jeszcze bardziej dołował. Może jutro chociaż na chwilę wyjrzy i zawita do nas słoneczko 😉

  • 13:47 -> 23:24

    W drodze do pracy padało, czekałem na swój tramwaj padało. Siadłem na wóz przestało padać.
    O godzinie 16:16 zatrzymałem sie na przystanku, standardowa procedura – drzwi otworzyć, poczekać, dzwonek wewnętrzny, 3 sekundy, drzwi zamknąć i….. stoimy :/ Spojrzałem na kontrolki od przetwornicy. Się świecą. Woltomierz wskazuje brak pracy przetwornicy wozu pierwszego. Wysiadłem, zamknąłem swoja kabinkę i poszedłem sprawdzić drugi wóz czy pracuje. Niestety cisza. To już musi być brak napięcia w sieci. Szybko telefon do dyspozytora:
    – Dzień dobry sześćset pięć z tej strony, czy przewidziane są jakieś chwilowe wyłączenia napięcia na trasie? – spytałem bo po drodze widziałem sieciowców jak coś kopali.
    – Zaraz się dowiem, dzięki za informacje – odpowiedział szanowny szef 😉
    Spojrzałem na przeciwny tor a kilkaset metrów dalej, na przystanku też stoi tramwaj. Poczekałem cały cykl świateł, żeby się upewnić, że u niego też brak napięcia. Nie myliłem się. Mimo, że stał za przerywaczem, gdzie może być zasilanie już z innego źródła to i tak nie ruszył się z przystanku. No cóż, wypadało by poinformować pasażerów o zaistniałej sytuacji.
    Proszę państwa, brak napięcia w sieci. Awaria może potrwać od kilku minut do czasu nie określonego. Centrala już poinformowana, szukają usterki – uznałem, że udzieliłem maksymalnie wyczerpującej informacji, głośno, stanowczo i wyraźnie. To samo zrobiłem w drugim wagonie 😉
    Usiadłem sobie w kabinie, wyłączyłem zbędne urządzenia wykorzystujące napięcie baterii, bo po włączeniu prądu mogło by sie okazać, że właśnie baterie są zbyt słabe, żeby uruchomić wóz.
    Oczywiście przychodzili ludzie i pytali się – A jak długo postoimy? A będzie komunikacja zastępcza? A …..
    Grzecznie odpowiadałem na każde pytanie. Nikt nie pyskował, nie krzyczał, nie próbował się wyżyć na mnie.
    Staliśmy dwadzieścia minut. Jest prąd. Dłuuuuugi dzwonek, żeby ludziska się zbiegli, zamknąłem drzwi i odjazd. Na zegarku minus 20minut. Nadrobimy 😉 Na szczęście światła koło PKS’u były wyłączone, dzięki czemu zyskałem dwie minutki, bo to one najdłużej nas trzymają jak się źle trafi. Później szło już gładko. Z każdą chwilą opóźnienie malało. Na pętli odwrót, szybka wymiana i już ruszyłem prawie planowo. No bo co to jest 5 minut po czasie 😛
    A reszta dnia upłynęła w ciemnościach, bo nadciągnęły ciężkie chmury z których na szczęście nic nie padało