Tramwajowy.pl

  • Poliglota

    Lokalny „Janusz” zrobił mi dzisiaj dzień.

    Wyżej wymieniony , dwa razy krzyknął po angielsku – zamknij się!

    Spojrzałem w lusterko ale nikogo blisko niego nie było. Może po prostu słyszał rozmowę nie w jego języku gdzieś w oddali od jakiegoś innego pasażera. Po czym to wywnioskowałem ? A no po tym, bo zapytałem się go (po angielsku ) czy wszystko w porządku z nim. Odpowiedział, że tak, tylko „ten kraj jest już skończony, mam dość tych jebanych imigrantów”.

    Odpowiedziałem mu ” Zamknij japę, bo ci łeb ukręcę Masz jakiś problem z imigrantami?” ( po polsku !)

    Spojrzał na mnie z niedowierzaniem i powiedział : TY TEŻ ? ( po angielsku). Wtedy już odpowiedziałem w języku Szekspira i potwierdziłem, że tak, ja też jestem „nie tutejszy” 🤣

    Nie, ty jesteś w porządku, pracujesz itd – kontynuował ” Janusz”

    Następne dwie minuty minęły w ciszy.

    Nagle znienacka, chłop wstał i zaczął walić pięściami po moich drzwiach. Chciał wysiąść w połowie trasy, stał się bardzo agresywny i wulgarny. Straszył, że pociągnie za hamulec bezpieczeństwa (co i tak nie za wiele da, bo mogę go zresetować z kabiny)

    Zaczął do mnie krzyczeć : You fu@k!ng, fu@k!ng, fu@k!ng, fu@k you ….jak zacięta płyta.

    W głowie tylko jedna myśl krążyła , nie otwieraj drzwi od kabiny, do not engage , nie otwieraj drzwi od kabiny. 🫣. Odwróciłem się do niego i po angielsku zapytałem się czy zna tylko jedno słowo na F, czy może ma trochę więcej w swoim słowniku. Nie umiał mi odpowiedzieć 😂.

    Na szczęście wysiadł na najbliższym przystanku uderzając jeszcze kilka razy w drzwi od kabiny.

    Rozbawił mnie niesamowicie. Obawiam się tylko, że wyładuje swoją złość na jakiejś innej ofierze, która nie będzie umiała się obronić.

  • Trump

    Temat w ogóle nie związany z tematem tramwajowym ale trochę mnie to zastanawia i może ktoś mi to wytłumaczy.

    Trump nakłada cła na różne kraje po kolei. Wszystko dobrze, on się cieszy, urzędnicy też (nie wszyscy chyba ) ludzie na świecie sieją panikę . Ale o co?

    Zawsze mi się wydawało , jeśli na przykład Polska nałoży cło na towary z Chin to ucierpi na tym polski konsument, bo cła , czyli wyższa cena towaru zostanie przerzucone na niego ( konsumenta polskiego).

    I tak chyba jest z amerykanami. Cła nałożone na przykład na Kanadę spowodują podniesienie cen towarów kanadyjskich i za te towary więcej zapłaci obywatel amerykański.

    Więc o co cała ta afera? Chyba dobrze, że amerykanie zgotowali sobie taki los? Towary krajów obostrzonych cłami i tak znajdą swoich nabywców gdzieś na świecie ?

    Czy myślę w skali zbyt mikro a nie makro?

    A może spowoduje to większą inflację w USA co przełoży się na gospodarkę światową co później może zakończyć się kolejnym kryzysem?

    Czy mój mały kubusiowo-puchatkowy móżdżek dobrze myśli czy coś mi się pomieszało?

  • Pierwszy wyjazd część druga

    W poprzednim odcinku: 

       Pachołek drogowy zatarasował mi drogę ale po szybkiej „bez problemowej” interwencji pojechałem dalej 😆

       Dojechałem do stacji końcowo początkowej po przejechaniu krótkiego odcinka z prędkością nie większą niż 25Km/h. Rozglądałem się to na tory , to na przystanki , na sieć ale nic nie wzbudziło mojego zaniepokojenia. 

    Ruszyłem z pierwszego przystanku. Ludzie wsiedli, odjazd , kolejny przystanek i tak aż ruszyłem z Kingswood w kierunku RedCow . Nic nie wskazywało, że pojawią się jakieś problemy. Na tym odcinku maksymalna dopuszczalna prędkość to 70km/h w dodatku z górki więc ponad 30 tonowy pojazd rozpędza się szybko. Na ekranie wyskoczyła informacja o awarii jednego z wózków napędowych , no cóż , zdarza się. Dojadę do przystanku , zrobię reset , może się naprawi i pojedziemy dalej. Zgłosiłem to i kontynuowałem jazdę. Po kilkunastu sekundach zacząłem czuć jakiś swąd palonych kabli lub czegoś podobnego. Zwolniłem i zacząłem słuchać, wąchać, rozglądać się dookoła. Przystanek był już w zasięgu wzroku więc postanowiłem dojechać do niego.

    Wysiadłem z kabiny i podszedłem do pierwszego zestawu kół. Z pod wózka unosił się mały dymek. Tuż przed kołem zauważyłem jakiś metalowy obiekt na szynie. Zgłosiłem to dyspozytorowi. On powiedział, żebym wycofał kilka merów, co zrobiłem. Moim oczom ukazała się metalowa blokada do kół, którą podkłada się na szynie , żeby na przykład wóz techniczny się nie zsunął. Blokuje się też tym wózki, żeby nie odjechały itd.

    Ogólnie mówiąc dość spory kawał metalu, który zmniejszył swoją objętość o połowę 😐. Już miałem go złapać ręką i zabrać ze sobą, kiedy w ostatniej chwili jeden z kanarów krzyknął – STOOOOP!!

    Uratował mnie od okrutnego poparzenia. Metal ten był tak rozgrzany, że kiedy przyłożyłem buta to podeszwa się lekko stopiła. Odczekaliśmy chwilę , do momentu kiedy można było to zabrać w miarę bezpiecznie. Wysadziłem pasażerów i pojechałem zawrócić w najbliższym możliwym miejscu.

    Stukot kół był niewyobrażalnie głośny. Nie wiem jak długo tak jechałem z zablokowanym kołem ale płaszczyzny musiały być ogromne. Koło było chyba kwadratowe 🫣.

    Na następny dzień odbyło się dochodzenie, jak do tego doszło. Musiałem opisać całą sytuację. Na koniec jeden z prowadzących „śledztwo” zapytał, jak to się stało, że nie zauważyłem dużego , żółtego obiektu na szynie. Na odpowiedź nie musieli długo czekać. W moim imieniu wypowiedział się nasz „związkowiec – obrońca” : Jak to się stało, że ekipa która używała tego sprzętu na torach w nocy zapomniała zabrać dużego, żółtego obiektu z szyny.

  • Pierwszy wyjazd

    Pierwszy tramwaj rusza z zajezdni o 4.20 i jedzie w kierunku centrum bez pasażerów z wyłączonymi światłami na pokładzie i z maksymalną prędkością 25km/h . Kolejny rusza o 4.50 na takich samych zasadach i jedzie na drugi koniec trasy , który jest bliżej zajezdni. Oba, po dojechaniu do końca ruszają z ostatniego – pierwszego przystanku o 5.30 już z pierwszymi pasażerami. 

       Jest to tzw kurs „sweep” , przejazd techniczny , w celu sprawdzenia czy trasa jest czysta . Czy przez poprzednie 3h nic się nie stało, czy sieć się nie zerwała z powodu wiatru , czy nie leży coś na torach . Ostatni tramwaj jechał około 1.30 w nocy a w tym czasie może wydarzyć się dużo.

       Pamiętam dwie takie sytuacje , że coś mnie zaskoczyło. Pewnie było ich więcej ale te konkretnie utknęły w mojej głowie chyba na zawsze.

       To było chyba w pierwszym lub drugim miesiącu pracy tutaj, mój angielski był na poziomie londyńskiego metra, grubo poniżej poziomu zero 😂. Ruszyłem z RedCow i tuż za pierwszym zakrętem na środku torów stał pachołek drogowy. W sumie nic strasznego , wysiąść, odstawić w krzaki lub zabrać na pokład, jechać dalej. 

       Tutaj pojawił się mały problem. Zasadniczo każde takie zdarzenie powinienem zgłaszać do dyspozytora przez radio. I tak chciałem zrobić tym razem….tylko jak po angielsku jest ” pachołek drogowy „, zwykły „traffic cone” 😂.

    Z kieszeni wyciągnąłem słownik i zacząłem szybko szukać jak to nazwać. Mały, kieszonkowy słownik podarowała mi małżonka , podczas mojej pierwszej wizyty w Polsce po trzymiesięcznym pobycie w Irlandii. To był jeden z lepszych zakupów. Mały ale „wielki” słownik Oxford, zawsze  bardzo długo nosiłem przy sobie.  To jeszcze były czasy telefonów z klawiaturą i małymi wyświetlaczami i prawie bez dostępu do Internetu więc o google translator jeszcze nikt nie słyszał.

        Z tego co pamiętam to chyba wziąłem ten słupek gumowy i wcisnąłem go w krzaki , do góry nogami , żeby przypadkiem nie wypadł. Sytuacji też chyba nie zgłosiłem , bo trwało to dosłownie kilka sekund a za mną nie było żadnego tramwaju przez następne 30 minut. 

       Drugie takie zdarzenie miało miejsce może trzy lata później. Dojechałem do stacji końcowo początkowej …ale o tym już następnym razem.