Tramwajowy.pl

  • 6:28 -> 15:09 Śmierć na torach

    Rano wyjeżdżałem jako drugi na lini zielonej.  I tak jadę i jadę i jadę….i…..na środku torów stoi lisek, znaczy się siedzi i się kiwa. Kolega który był przede mną poinformował centralę, że podczas jego przejazdu ten lisek był jeszcze poza torami. Wyglądał bardzo źle. Zakrwawiony, słaby, głowa ciężko mu zwisała. Nie chciałem go uderzyć dlatego się zatrzymałem. No i oczywiście radio i mówię jaka sytuacja, że ten zwierzak wygląda jakby czekał na śmierć a dyspozytor to jak byś mógł, to wyciągnij rękawiczki z kabiny i usuń go z torów.  No wariat normalnie. Powiedziałem mu, że się boję, bo zasadniczo lis jeszcze żywy i dziwnie patrzy na mnie. Ale powiedziałem, że jakoś sobie poradzę. Wziąłem nastawiacz (do zwrotnic) a mamy takie długie 1,5m 😉 i delikatnie zacząłem go przesuwać. Powiedzmy, że lekko współpracował ze mną. Przesunąłem go kawałek za tory i tam się ułożył i do końca dniówki już się nie przesunął czyli chyba pomogłem mu zejść z tego świata. Pół godziny później na końcowym na Sandyford pojawił się kolejny lisek tym razem rześki,młody,sprawny. Nadjechałem i ja i do kolegi który był przede mną grzecznie zapytałem: Czy tym liskiem też mam się zająć?! Dyspozytor Fergus też się zaśmiał i powiedział: Zabijacz lisów nadjeżdża 🙂

  • 6:32 -> 15:15

    Jak to jest, że zazwyczaj przed końcem zmiany coś się dzieje / przytrafia. Ostatni raz już byłem w centrum, już drzwi zamykam, już wyglądam sygnału, bo przyciskiem wzbudziłem pętlę a tu mi nagle kobieta puka do drzwi, że jej ktoś tam bilet kupuje.  Spojrzałem na nią i grzecznie powiedziałem, sorry laska ale ja czekać nie mogę.  Ale ja…yyyy….to ja może wysiądę. No i zaczyna zbierać torby. Najpierw jedna wielka, później druga mniejsza, do tego dwie siatki….ludzie…….nie wytrzymam. Ktoś z pasażerów się rozgląda i mówi, że jej współtowarzysz już idzie. Chłopiec wolnym krokiem zmierzał do tramwaju.

    Jak można być tak roztargnionym. Najpierw bilet trzeba kupić a później wsiadać. Do jasnej cholery to nie jest taksówka, że poczeka. Dlaczego  reszta pasażerów umiała kupić bilet wcześniej.

    No i się fala spóźnienia potoczyła. Na którymś ze skrzyżowań zostałem zablokowany  przez autobus. Na dalszych przystankach już było więcej ludzi itd itd itd. Także jak widać na tym przykładzie, jedna pojedyncza istota potrafi spieprzyć cały plan dnia.

  • 5:48 -> 14:13

    Na lini zielonej dziś troszkę jeździłem.  No i było git. Około południa miała być zamknięta część trasy z powodu przemarszu konduktu żałobnego. Chowali dziewczynę która leciała feralnym lotem AF447, Wracała z wakacji. Skończyła studia niedawno, była lekarzem.  Obeszło się bez zamykania lini. Policja znaczy się Garda zatrzymywała na chwile ludzi żeby nas przepuścić. Zasadniczo tylko 3 tramwaje były w to zaangażowane.

  • 9:00 -> 17:19

    Cały dzień przebiegał spokojnie. !0 minut przed końcem dojeżdżałem do przystanku i zobaczyłem grupkę ludzi i jedną kobietę na ziemi. Takich spraw nie należy lekceważyć. Zaraportowałem przez radio, pan dyspozytor poprosił mnie żebym wysiadł z kabiny i sprawdził czy potrzebna pomoc. Na szczęście ktoś z gapiów już zadzwonił i to też zgłosiłem. Pojechałem dalej a na następnym przystanku usłyszałem przez radio: Serwis 5 emergency call,emergency call. No wtedy wszystkie radia muszą zamilknąć, dyspozytor staje na baczność. Kilka pytań: czy są rani, czy tram, uszkodzony, gdzie się znajduje. motorniczy w miarę szybko się pozbierał, grzecznie odpowiedział na wszystkie pytania. Stuknął jakiegoś nissana na blackhall w centrum. I w nagrodę dostanie jakieś trzy dni wolnego.