Kategoria: W Irlandii

  • 6:13 -> 14:30

    Linia zielona na koniec tygodnia. Co chwile przysypiałem w kabinie, wiem, dość to niebezpieczne ale co zrobić jak oko samo leci. Zrobiłem 6 rundek a później trzeba było dosiedzieć resztę tak w razie „W”. Wreszcie też w końcu są dwa przystanki na Sandyford. Przez trzy miesiące korzystaliśmy tylko z jednego i mieliśmy tymczasową mijankę. A za kilka miesięcy otwarta będzie nowa trasa i nowy tabor 😀

  • 5:00 -> 14:00

    I znów rezerwa. Dużo ruchów na zajezdni, wystawiłem dwa wozy w tym jeden który zjechał na „strzykawkę”. Po prostu jakiś pasażer zauważył strzykawkę czy igle zgłosił kierowcy ten skontaktowali sie z dyspozytorem a ten nakazał zjechać  do zajezdni. I tak sie dzieje za każdym razem i w dodatku średnio co drugi dzień.

  • 7:23 -> 16:22

    Zapomniałem lunch’u dziś. Przykre to ale sobie poradziłem. Zadzwoniłem do mamy i dziewczyna podrzuciła mi na trasę. Jak dobrze że pracuje 10 metrów od przystanku 😉 Poczułem się jak dawniej kiedy małżonka przynosiła mi obiadki do kabiny.
    Byłem obejrzeć domek do wynajęcia ale okazało się tragedią. Na zdjęciach wyglądało całkiem nieźle ale w rzeczywistości było ciut inaczej. Tapety odchodzą ze ściany, szafki rozwalone, piec brudny jeszcze po poprzednich lokatorach. Cóż poszukiwania trwaj dalej

  • 13:00 -> 22:00

    No i znów rezerwa. Na dzień dobry mieliśmy alarm przeciw pożarowy. Wszyscy opuścili budynek. Biuro, recepcja nawet dyspozytorzy ale my motorniczowie pozostaliśmy w kantynie „bo  na dworze zimno” , co niektórzy kończyli obiad itd. nikt nas nie wygonił, nikt nas nie szukał a pożaru nie było ;P Później zrobiłem dwie rundy dla kolegów kilka ruchów na zajezdni i tyle